WWR: Dziedzictwo, Dacja część 7

Zakamarki Rzymu – część II
Po zakończeniu poprzedniej sesji wspominałem, że gracze wiedzeni logiczną decyzją zdecydowali się zrezygnować z zemsty. No cóż, logika wiodła ich jeno czas jakiś, a potem swoje zrobiły emocje. Ostatecznie zamiast powrotu do Dacji, kolejny epizod rozegraliśmy w Rzymie, gdyż jak stwierdził Optimus: „Nie może tak być, że ktoś bezkarnie zabija legionistę i to nie jest jego przełożony”. Mimo, iż od poprzedniej sesji minęło sporo czasu, przygodę rozegraliśmy w tym samym składzie. Udział wzięli legioniści:
Kevin – centurion Optimus Furius Sulla,
Triki – tesserarius Neron Tytus Gaius,
Maro – dekurion Spurius Tantus Inerceptore,
Paladyn – Iusefus Flavius Hostes,
dacja73
Agelatus
Legioniści trochę powęszyli i bez większych problemów (ach te kości) dzięki pomocy weterana X legionu uzyskali potrzebne im informacje. Grupie młodych zdegenerowanych, zamożnych i dobrze urodzonych Rzymian, która urządza sobie krwawe uczty przypominające raczej wizje szaleńca, przewodzi niejaki Apicjusz, a jego zaufanymi są Naso i Agelatus. Wszyscy trzej mają bardzo wpływowych rodziców, dzięki czemu nikt nawet nie zwróci uwagi na zaginięcie kilku żebraków, prostytutek, czy nawet legionistów.

Pierwszy na liście graczy zagościł Agelatus, który organizował kolejne przyjęcie dla swoich obłąkanych przyjaciół. Jego domostwo było niezgorzej strzeżone, a niewolników szkolił weteran areny, czarnoskóry retarius Karbo. Zupełnie niespodziewanie legioniści pozyskali sprzymierzeńca. Grupa syryjskich łotrów pod wodzą niejakiego Mhitala porwała brata Agelatusa, co nieco rozpraszało jego uwagę. Ageletus nie zamierzał wpłacać okupu, choć chciał aby jego ludzi epod wodzą Karbo spotkali się z porywaczami – tylko po to, aby upewnić się, że jego brat Loctuotus zginie. I tak w skromnej insuli w dzielnicy Suburra w niewielkim pomieszczeniu doszło do spotkania Syryjczyków, ludzi Agelatusa i rządnych zemsty legionistów. Każdy walczył z każdym, może z wyjątkiem Loctuotusa, który zresztą i tak zginał, a jego szczątki zostały dostarczone bratu ku przestrodze.

Pozbawiony osobistego ochroniarza i najbardziej bitnych ludzi Agelatus był w swojej willi stosunkowo łatwym łupem. Podczas nocnej akcji legioniści nie okazywali łaski żadnemu z mieszkańców, zginął pan domu, jego słudzy i niewolnicy. Takie bezlitosne i krwawe działanie drużyny zniechęciło Iusefusa do dalszej zemsty. Za zgodą Optimusa legionista Iusefus odłącza się od reszty drużyny.

Prowadzenie osobnych wątków nie jest tym co lubię najbardziej, ale decyzja Paladyna była dla mnie w pełni zrozumiała. Przyszedł na sesję Weird Wars Rome z innymi oczekiwaniami. Miał być dalszy ciąg kampanii wojennej w Dacji okraszony elementami nadnaturalnymi, a utknęliśmy w krwawej zemście, która trochę przypominała wyrywanie skrzydełek owadom. Wątki nadnaturalne zresztą był, ale się rozmyły, gdyż gracze nie chcieli, lub nie zdążyli ich rozwinąć. Cóż czasami tak się składa, nic na siłę.
dacja72
Naso
W czasie gdy Iusefus rozgrywał swój drobny epizod związany z przeszłością (zawada wróg), pozostała trójka legionistów przystąpiła do opracowania planu ataku na drugiego ze zdegenerowanych młodzieńców. Dom Naso wydawał się na tyle dobrze chroniony, że  bohaterowie zdecydowali się dopaść napastnika , gdy będzie zmierzał na kolejną krwawą ucztę. Naso miał sporą przewagę liczebną, kilku niewolników niosło lektykę, a kilku zbrojnych sług pod wodzą trackiego gladiatora imieniem Rufus strzegło swego pana. Atutem drużyny była bezczelność, zaskoczenie i wyszkolenie wojskowe. Po zabiciu Rufusa szyk obrońców szybko się złamał, a sam Naso nie stanowił praktycznie żadnego zagrożenia.

Jednak tym razem nie poszło już tak gładko, przy życiu pozostali świadkowie, a jeden z bohaterów (przyznać się który to) został raniony w twarz. Od następnego ranka w mieście zawrzało, rozpoczęły się poszukiwania „bandytów” w szeregach legionów, co jednak przypominało poszukiwanie igły w stogu siana. Wkrótce jednak podjęto decyzję o wymarszu wojsk z powrotem do Dacji, a drużyna po raz drugi uznała, że za śmierć legionisty odpłacono już należycie.
Tak, najbardziej szurnięty i zdeprawowany z grupy młodzieńców imieniem Apicjusz, nadal beztrosko rozwija swoje talenty.
dacja71

Opublikowano Raporty z sesji, Savage Worlds, Weird Wars Rome | Dodaj komentarz

Reset, recharge, resurect

Reset’16 to dobry wyjazd był. Fajne sesje, niezła miejscówka, no i oczywiście ekipa, czyli to co najważniejsze. No ale po kolei. Podobnie jak w ubiegłym roku na wakacyjne erpegowanie wybraliśmy się w okolice Ślęży, a dokładnie na Przełęcz Tąpadła. Cisza spokój, las, a w nim cztery domki, z których dwa wynajęliśmy na wydłużony weekend. Z zewnątrz wyglądało to skromnie, ale sympatycznie:
r24
ale w środku było przestronnie i komfortowo, przynajmniej w domku nr 4:
r09
Zjechaliśmy się niemal wszyscy już w czwartek i na przekór złamanej ostatnio tradycji zaczęliśmy od sesji. Poprowadziłem Lankhmar, o tym sewidżowym settingu może kiedyś skrobnę coś na blogu, ważne jest to, że na sesji „zaskoczyło”, drużyna nienastawiona na walkę knuła, intrygowała i eksplorowała zakamarki miasta, a Furiath jako Matka Żuja powodował rechot prowadzący do bólu gardła. Bawiłem się wybornie. W tym samym czasie Triki poprowadził Degenesis, na którym level epickości rośnie jak śnieżna kula mknąca w dół zbocza, a KFC poprowadził Wioskę przeklętych. No prawie poprowadził, bo tutaj śnieżna kula chęci chyba weszła w atmosferę.

W piątek grać zaczęliśmy dość wcześnie, bo tuż po 10. Wcześniej oczywiście nie brakowało sztubackiego swawolenia z poziomem dowcipu ustawionym na trudności gimbaza typowa. Byłem przekonany, że miarą suchości żartów na wyjeździe będzie mama jednego z kolegów (którego nicku nie wymienię), ale jak się okazało, najlepsze było przed nami. Poprowadziłem Rzym, miało być pięć godzin, wyszło jedenaście, choć fakt, że z przerwą w środku. Rozegraliśmy epizod VIII i IX, raporcik z sesji zapewne za czas jakiś na blogu. Zakończyliśmy kampanię dacką, o dalszych losach „małych Rzymian” zdecydujemy sobie wspólnie (z Kevinem, Marem, Trikim i Zydym), ale na razie jestem nastawiony na małą przerwę. Równolegle z Rzymem tsar kończył kampanię Ripples of Carcosa, a Zientol prowadził Sensację i przygodę. Potem krótka przerwa, w czasie której można było pogadać, jak gracz z graczem, albo jak to w lesie jak Miś (gry) z Misiem (gry):
r04

Wieczorem dotarli ostatni uczestnicy erpegowego wyjazdu, czyli Kamil i Aga. Zanim zaczęliśmy sesję Witch Huntera u Trikiego, para ta udała się na spacer, przez tę oto furtkę:
r41
a powrócił tylko Kamil. Wtedy niepokoju jeszcze nie było, bo choć na pytanie, czy zakopał Agę w miejscu z ładnym widokiem w sumie odpowiedział twierdząco, potraktowaliśmy to jako niewinną krotochwilę.

Ale wróćmy do erpegowania. Gdy gdzieś tam w domku nr 3 tsar prowadził DeDekowego sandboxa, a Smartfox ciągnął maltańską kampanię na FATE, domek nr 4 w całości został pochłonięty Witch Hunterem. Było i zabawnie i epicko, a finałowa scena godna marvelowskiego kina i to tego lepszego.
r14
Koło północy zrobiliśmy krótką przerwę na kilka wdechów świeżego powietrza, albo papierosa. Zmęczony życiem Kamil nastawił budzik na 10 minut i poszedł się zdrzemnąć. Wtedy widzieliśmy go po praz ostatni.

Grać skończyliśmy dość późno (bardzo wcześnie?), dlatego sobota potrzebowała długiej rozpędówki. Z poranka pamiętam śniadanie mistrzów, czyli boczek z grilla i… napój
r17
Cit bardziej intrygujące było zniknięcie Kamila. Szczerze przyznam, że szukaliśmy go ale tylko trochę, bo w końcu każdy czasami potrzebie odrobiny samotności. Dlatego, gdy trafiliśmy na polankę ze świeżo spulchnioną ziemią, zdecydowaliśmy się nie zaburzać spokoju.
r22
Temat żartów od tego momentu uległ całkowitej zmianie, a po południu, wyspani wróciliśmy do tego co najlepsze. Magda poprowadziła Deadlandy, Furiath plenerową Klanarchię:
r05
a my kolejny etap kampanii w:
r15
Ponownie było epicko. Przymierze z Kornwalią, wielka bitwa z Sasami, awantura przy zamkowej bramie z księciem Gorloisem i w końcu zdrada naszego króla, która doprowadziła do poczęcia Artura. Fajny patent z sądzeniem wieśniaków, choć niestety niewiele z niego wynikało – w sensie konsekwencji dla drużyny, nasze osądy były dla nas bezpieczne. Niestety „polegliśmy” jako drużyna, raz podczas negocjacji z faerie, a drugi raz na zamkowej bramie.
r02
(Jak to faerie?!)
Na koniec miałem też trochę żalu sam do siebie o wybór. Mogliśmy stoczyć walkę u boku naszego przyjaciela Madoca pod Tintagelem, albo ruszyć z Merlinem i Utherem. Wybraliśmy to drugie, bo to jedna z najważniejszych chwil w legendach arturiańskich. Źle wybraliśmy: wzięliśmy udział w czynie niegodnym rycerzy, w dodatku jako bierna asysta, zamiast walczyć z towarzyszem broni i pilnować jego pleców. Madoc zginął, a my chwałą się nie okryliśmy, ale widać tak miało być. Tak czy siak sesja bardzo do przodu, w końcu poczułem że kampania nabiera wiatru w żagle i rozkręca się we właściwą stronę.
r16
Po sesji zostało jeszcze trochę czasu na nocne pogaduchy o planszakach, serialach, erpegach i innych ważnych dla nerda sprawach oraz kilka partii pokera. Każdy zdążył się wyspać, choć nie każdy tam, gdzie to zaplanował – tsar spędził noc samotnie w nawiedzonym pokoju, zamieszkiwanym do niedawna przez Kamila i Agę. Niestety nie zaginął…
r39
Wielkie dzięki za wspólną zabawę. Trochę szkoda, że na wyjazdach letnich ekipa dzieli się na dwa domki i integracja trochę się rozpełza. Z częścią ludzi z domku 3 udało mi się zagrać, ale z KFC, Wajsem i Paciorem, spędziłem naprawdę niewiele czasu. No cóż, jak to się mawia „or fish, or pussy”, trzeba było wybrać, więc postawiłem na sympatyczniejsze oblicza:
r43i przeszło 700 kg nerda (bez kości). Poniżej pół tony nerda z kością (Psyl poważnie zaniża średnią) na słodko:
r08Na zakończenie dwie propozycje, do których proszę odnieście się w komentarzach poniżej:
1. Termin kolejnego wyjazdu – raczej odpada ostatni weekend października, proponuję 20-23 października (choć mogę mieć zawirowania w pracy), albo 17-20 listopada (wiem, duuuużo czekania)
2. Trochę eksperymentujemy z czasem na sesje i na integrację. Proponuję na jesień jedną sesję dziennie, w sensie gramy raz w czwartek do późna, odsypiamy i zaczynamy w piątek na luzie ponownie do późna i to samo w sobotę. Pasi?

No i jeszcze na koniec słit focia (absolutnie) wszystkich uczestników wyjazdu. Dzięks, fajnie było.
rspec5

Opublikowano Wyjazdy erpegowe | 20 komentarzy

Reset’16

Lipcowy wyjazd erpegowy za niespełna dwa tygodnie, niemal jak zwykle są drobne zmiany, w tym w składzie ekipy, więc notka organizacyjna z podsumowaniem na pewno nie zaszkodzi. No i imię mu dałem, stare, ale ładne, prawdziwe takie… Proponuję też wszelkie pytania zadawać tutaj w komentarzach, a nie na maila, żeby wszystko było w jednym miejscu.

Termin: 14-17 lipca, zjeżdżamy się w czwartek od 16, ostatnie osoby dojadą w piątek

Ekipa – będzie nas 17 osób (w tym jedna niegrająca): karp, Zydy, KFC, Magda, Jaro, Psyl, Maro, Zientol, Triki, Kevin, Smartfox, Kamil, Aga, tsar, Furiath, Wajs, Pacior, (Paladyn niestety nie dotrze)

Koszt: przy tej ilości ludzi odpłatność za noclegi wynosi 159 zł za osobę, wyżywienie każdy na własną rękę. O kosztach pisałem wcześniej na maila, jak ktoś ma jakiś rebus z nimi związany, to najpierw poszukać w mailu, a potem zadawać pytania

Miejscówka: tym razem mamy nową lokację, podobnie jak przed rokiem będą to dwa domki, tym razem większe i znacznie bliżej siebie. Każdy domek jest teoretycznie na 12 osób, ale w każdym jest jedno łóżko dwuosobowe. Na miejscu jest parking i miejsce na grilla. Każdy domek ma jedną łazienkę, kuchnię z lodówką, czajnikiem elektrycznym i kuchenką indukcyjną. Uwaga – nie ma talerzy, sztućców, kubków itp. trzeba wziąć swoje (najlepiej jednorazówki). Garnków jest niewiele, jeden na domek, więc jeśli ktoś może niech weźmie jakąś patelnię, czy dodatkowy garnek. Pisałem już o tym wcześniej na maila, więc tylko przypomnę – obok domków jest pensjonat, w którym funkcjonuje normalna stołówka, jak coś to można kupić gotowy posiłek (jeszcze o to dopytam). Dane adresowe „Mieszko i Jagienka”, Sulistrowiczki Przełęcz Tąpadła, 55-050 Sobótka, wiecej informacji na stronie: http://www.mieszkoijagienka.pl

Koszulka – tym razem nie będzie

Sesje – gramy od czwartku wieczór, cały czas będą równolegle leciały trzy sesje, niemal cały czas zmienia się liczba osób, trochę to skomplikowane. Oczywiście jak to zazwyczaj bywa Misiowie gry mieli pierwszeństwo w zapisach na sesje, uzupełniłem też składy w kampaniach.

Czwartek
Będzie 13 osób do grania, Wajs i Pacior dojadą późno, tylko na integrację, sesja Konrada odbędzie się o ile będą chętni, czyli: Zydy, Jaro, Kevin
Lankhmar – MG karp: tsar, Furiath, Magda//
Degenesis – MG Triki: Maro, Psyl, Smartfox, Zientol//
Przeklęta Wioska, OSR Funnel – MG KFC: Jaro, Kevin, Zydy//

Piątek rano
Będzie nas 15 osób (Wajs i Pacior normalnie grają)
WWR – MG karp: Kevin, Maro, Triki, Zydy//
ZC (Ripples From Carcosa) – MG tsar: Furiath, KFC, Smartfox, Magda//
Sensacja i przygoda – MG Zientol: Wajs, Pacior,

Piątek wieczór
Dojeżdża Kamil z Agą (która nie gra), ale znika Zientol, który powróci przed północą, więc ponownie jest nas 15 grających
D&D BECMI – MG tsar: Furiath, Magda, Kevin, Pacior//
Witch Hunter – MG Triki: karp, Maro, Zydy, Kamil, Jaro//
Malta FATE – MG Smartfox: KFC, Psyl, Wajs,

Sobota
Gra 16 osób
Pendragon – MG Smartfox: karp, Kevin, Maro, Triki, Zydy//
Deadlands – MG Magda: tsar, Kamil, Psyl, Pacior//
Klanarchia MG Furiath: Zientol, Wajs, KFC, Jaro//

Rozkład pokoi:
Domek nr 3
A/ Jaro & Magda
B/ Kevin, KFC, tsar
C/ Furiath, Pacior, Wajs
Domek nr 4
A/ Kamil & Aga
B/ Fox, Maro, Zientol
C/ karp, Psyl, Triki, Zydy

Opublikowano Wyjazdy erpegowe | 28 komentarzy

To było czyste zuo – Evil’16

Odespałem, przynajmniej na tyle, aby napisać z sensem kilka słów. To był udany weekend, sporo grania, nie mniej nerdowskich pogaduszek i rozkminek, a czarnego humoru to pewnie nawet więcej. Mało było chyba tylko snu. Ekipa ciut się rozrosła, ale w sumie poza stinkerem i Wiolą, którzy przyjechali z Dominikiem, wszystkich mniej lub bardziej znałem wcześniej.

Tym razem odpuściłem czwartkową integrację na rzecz erpegowania. Poprowadziłem Biuro na SW (takie Archiwum X w wersji tu i teraz), sesja poszła całkiem fajnie, ale chyba w scenariuszu ciągle jest za dużo puzzli, trochę powinienem to przyciąć. W tym samym czasie Triki poprowadził Degenesis i z tego co słyszałem było dużo lepiej niż na naszej sesji testowej. Koło pierwszej w nocy skończyliśmy i ruszyliśmy na kilka integracyjnych drinków.

Dzień drugi to dla mnie prowadzenie kolejnego epizodu Weird Wars Rome, który zdaniem graczy wypadł ok, mi jednak czegoś brakowało. APka z sesji pewnie wskoczy na bloga jeszcze w tym tygodniu. Równolegle Zientol prowadził Sensację i przygodę (z na wpół martwym Wajsem w tle), tsar drugą część kampanii Call of Cthulhu, a koło 15 dotarł Dominik z ekipą i po krótkim przygotowaniu poprowadził kroniki Mutantów.

Wieczorem, po raz pierwszy na naszych wyjazdach leciało pięć sesji równolegle. Na całe szczęście dysponowaliśmy dodatkowym (bardzo wygodnym) lokum w domku, więc nie było problemu. Mi przypadł w udziale dalszy ciąg kampanii w Witch Huntera u Trikiego. MG przymierzał się (tak mi się wydaje) do zakończenia całości, ale po obiecującym wstępie w karczmie, gdzie dołączyła do nas postać Jara, odwiedziliśmy palarnię opium, a to dość wymagająca dla gracza lokacja. Przeobrażałem się zatem kolejno we włócznię Longinusa, rój szarańczy, galaktyczny świder i kilka innych wcieleń, atakowałem z góry jako jastrząb, pełzłem niczym pająk i przekradałem się pomiędzy kotarą. Lekko nie było, ale efekt był zadowalający, postać Mara zadeklarowała w końcu, że się modli… Skończyliśmy granie koło drugiej w nocy, a integrację o 7…

W sobotę poleciały cztery sesje, w tym Deadlandy:
3
MG Magda oraz Mrufon, Zientol i tsar

oraz nasz, prowadzony przez Smartfoxa Pendragon:
2
przodem Maro, Kevin i Triki, tyłem karp i Fox, a gdzieś nad nami zazdrosny duch Zydego

Mimo sporego zmęczenia materiału (spora część ekipy poszła spać ledwie kilka godzin przed rozpoczęciem tej sesji), było sporo śmiechawy („smok mnie zionął”) i daliśmy radę pociągnąć dwa latka kampanii.

W sobotę był jeszcze błyskawiczny Traveller u Paladyna i WFRP u Wnuka, które chyba trochę rozeszło się po kościach i skończyło łupaniem w Blood Rage i Zombiecide…

Tak na koniec, wielkie dzięki dla wszystkich z którymi udało się zagrać i pogadać, przez chwilę nawet zacząłem tu wymieniać po ksywkach, ale nie ma to sensu, bo skład ekipy jest poniżej pod zdjęciem, a nie różniłby się wiele.

Specjalne dzięki dla Trikiego, który wie za co:
5
człowiek który mógł pieprzyć Magdę, a wybrał sól…

oraz Mara:
4
który został zdemaskowany jako Miś z niebieskiego domu

To co chłopaki i dziewczyny, do lipca 🙂
Udział wzięli:
1
Jaro, stinker, Magda, tsar, karp, DooM, Mrufon, KFC, Paladyn, Furiath, Kevin, Smartfox, Triki, Maro, Wnuku, psyl, buu, Zientol oraz ukryta Wiola, Wajs który wymknął się z resztkami poczytalności i sobotę, Kamil i Aga, którzy wpadli na jeden dzionek.

Opublikowano Wyjazdy erpegowe | 23 komentarze

EVIL’16 re-organizacyjnie

Do wyjazdu erpegowego zostało pięć dni, trochę rzeczy uległo zmianie, stąd notka informacyjna. Bez zmian zostaje miejsce (Chata Morgana), termin (4-7 lutego) i ceny, ustaliłem też proponowane menu czyli: czwartek pieczone kiełbaski + opiekane ziemniaki, kurczak curry z ryżem, sobota gulaszowa + wielki chleb. Natomiast jeśli chodzi o skład, trochę się pokomplikowało, ale generalnie będzie nas więcej i będą zmiany składów na sesjach. No i jest projekt koszulki. Piszę nową notkę, żeby się nie pokiełbasiło w komentarzach pod poprzednią, ale najpierw koszulka:
61P_olej
Skład ekipy: Jest nas łącznie 23 osoby, wypadł Pacior, Kamil będzie ale tylko do piątku wieczór, a Wajs wyjedzie w sobotę rano. Kilka osób dojeżdża też dopiero w piątek, część około 10, a część po pracy, i tak:
od czwartku: karp, Fox, Paladyn, Triki, Psyl, Zientol, Maro, KFC, Kevin, Magda, Jaro, Wajs, tsar, Furiath, Wnuku, buu, Kamil
od piątku rano: DooM, Bartos, stinker, Przemo
od piątku po południu: Zydy, Mrufon

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami będziemy grali od czwartku, a będą przynajmniej dwie sesje. Ktoś coś jeszcze chce poprowadzić?

Czwartek (start około 18)
Degenesis (MG Triki, limit 4 graczy): Smatrfox, Paladyn, Zientol, Maro//
Biuro (urban fantasy na SW, MG kar, limit 3 graczy): Kamil, Wajs, Kevin//

Piątek rano (start około 10/11, limit graczy na sesjach 5 osób)
Weird Wars Rome (MG karp, kampania Legacy): Kevin, Maro, Paladyn, Triki, Kamil//
Call of Cthulhu (MG tsar, kampania Ripples from Carcosa): Smartfox, Fyriath, KFC, Magda, Wnuku//
Sensacja i Przygoda (MG Zientol): Psyl, Jaro, Wajs,
Kroniki Mutantów (MG DooM): Bartos, stinker, Przemo, buu

Piątek wieczór (start około  19/20)
Witch Hunter 2 ed (MG Triki, kampania): karp, Maro, Zydy, Jaro//
Traveller (MG Paladyn): tsar, Magda, Zientol//
Miecz i Sejmitar (MG Smartfox, początek kampanii, mechanika FATE): Wnuku, KFC, Wajs//
Conan (MG Mrufon, mechanika BoL): Furiath, Kevin, Psyl//
Kroniki Mutantów (MG DooM): Bartos, stinker, Przemo//

Sobota (start zapewne koło południa, oprócz sesji Pendragona limit trzech graczy)
Pendragon (MG Smartfox, kampania): karp, Kevin, Maro, Triki, Zydy//
Deadlands: Reloaded (MG Magda): tsar, Zientol, Mrufon//
Warhammer (MG Wnuku, edycja 2, ale na życzenie graczy może być 1): KFC, Psyl, DooM, stinker//
Traveller (MG Paladyn): Jaro, Furiath, Bartos, Przemo//

Na żarełko zapisali się wszyscy:: karp, Zydy (od piątku), KFC, Jaro, Magda, Maro, Wajs (do piątku), Furiath, Paladyn, Mrufon (od piątku), Kevin, tsar, Wnuku, Triki, Zientol, Smartfox, Psyl, buu, DooM (od piątku), stinker (od piątku), Bartos (od piątku), Przemo (od piątku), Kamil  (do piątku x2),

Nie jestem fanem czarnych koszulek, ale tym razem ze względu na nadruk, takie właśnie będą (tutaj projekt poglądowy, więc nie sarkać):
00
A zamówienia poszły o takie:
męskie
M: Pacior, Psyl, Zydy, KFC, Wnuku, stinker,
L: karp, Kevin, DooM, Mrufon, Bartos,
XL: tsar, Triki x2, Paladyn, Zientol, Furiath,
XXL: Maro, Wajs, Smartfox, Jaro,
damskie
M: Magda,

Na chwilę obecną jest bieda z deklaracjami planszówkowymi i karciankami:
Gra o tron (buu)
Wilkołaki (Triki)
Atak zombie (psyl)
Chaos in the Old World + Children of the Horned Rat (Wnuku)
Ad Astra (Wnuku)
Haggis (Wnuku)
Ergo (Wnuku)

Wajs bierzesz Dominiona? Zydy, tsar?

Opublikowano Wyjazdy erpegowe | 21 komentarzy

WWR: Dziedzictwo, Dacja część 6

Zakamarki Rzymu
Sesję w takim samym składzie jak poprzedni, rozegraliśmy na październikowym wyjeździe. Zaczęliśmy w piątek około północy w składzie MG + trzech graczy, po półtorej godzinie już tylko dwóch graczy, ale kończyliśmy ponownie w pełnym składzie w sobotę do południa. Legionistami byli:
Kevin – centurion Optimus Furius Sulla,
Triki – tesserarius Neron Tytus Gaius,
Maro – dekurion Spurius Tantus Inerceptore,
Paladyn – Iusefus Flavius Hostes,

Triumf
Poprzednia przygoda zakończyła się wielkim zwycięstwem cesarza Trajana pod Adamclisi, kończącym kampanię wojenną w Dacji. Tym razem rozpoczęliśmy od triumfalnego powitania legionów w Rzymie, na którym nie zabrakło naszych bohaterów. Część legionistów, z oddziałów które wykazały się w czasie działań wojennych, dostała urlop, taki w sam raz na przehulanie uczciwie zarobionego żołdu. Nie inaczej było z naszą drużyną, wino, kobiety śpiew stały się na jakiś czas ich codziennością. Ponadto świeżo upieczony dekurion Spurius, miał okazję aby zbratać się ze swoimi ludźmi. Aż pewnego dnia, po popijawie nie większej i nie mniejszej od poprzednich, legionista Piktus zaginął, a koledzy nie bardzo chcieli się z tym pogodzić.

Część oddziału prowadziła małe śledztwo, ale to wiedziony złym przeczuciem centurion Optimus zakończył dzień poszukiwań na wizytach w nekropoliach, gdzie odnalazł zwłoki Piktusa i jego kompana z dawnych lat. Obydwaj nie żyli blisko dobę, mieli rozprute brzuchy. Krótka rozmowa z grabarzami pozwoliła ustalić, gdzie nieszczęśnicy zostali znalezieni.

Lupo, Cepio i spółka
Miejsce, w którym znaleziono ciała ofiar znajdowało się na terenie rządzonym przez Lupo i jego gang. W tym momencie w sesji udział brali już tylko Optimus i Neron. Jako, iż znalezienie herszta gangu dla osób z zewnątrz łatwe nie było, dwaj legioniści postanowili się nająć do prostej, brudnej roboty u niejakiego Cincinnatusa, który pracował dla Lupo. Trzeba było wyciągnąć zaległe pieniądze za ochronę od ubogiego garncarza. Panowie najpierw zdrowo nastraszyli nieszczęsnego rzemieślnika, potem wtargnęli do jego mieszkanka, gdzie leżała ciężko chora żona, dopadły ich wyrzuty sumienia i… Postanowili spłacić dług garncarza ze swojego żołdu, aby pokazać, że działają skutecznie.

apicjusz2

Jednak gdy oddali pieniądze i niemal załapali się na nową robotę, doszło do wymiany zdań, która dała im do myślenia. Przez zbieg okoliczności gracze stwierdzili, że sprzedawca cebuli, który miał stragan naprzeciwko garncarza to Lupo we własnej osobie, albo ktoś z jego bliskich współpracowników. Więc wrócili i od słowa do słowa zasztyletowali nieszczęśnika. Straganiarz faktycznie znał bandytów, ale tylko dlatego, że jego syn się z nimi zadawał. Ba, bandyci byli dla niego gówniarzami, których za młodu nie raz i nie dwa karcił, a wszyscy mówili mu per Pan. Syn straganiarza, Cepio, wpadł we wściekłość, nie rozumiejąc co się dzieje. Dość szybko dowiedział się, że ojca zabili mu ci sami ludzie, którzy wcześniej wyciągnęli kasę od garncarza. Nasi bohaterowie w tym czasie umawiają się na spotkanie z samym Lupo, które odbędzie się nazajutrz w łaźni.

Rano dochodzi do spotkania, które szybko przeradza siew rzeź. Trzeba przyznać, że walka nago z nożami w rękach okazała się dość emocjonująca. Gracze musieli się trochę nagimnastykować, mimo, że przeciwnicy nie byli bardzo trudni. Centurion skończył dość poharatany, ale za sprawą  wysokich rzutów odwagi Nerona, tylko jeden napastnik uszedł z życiem. Nawet nie tyle uszedł, co został wypuszczony, zaraz po tym jak wyjawił, że ciało Piktusa zostało przez niego i kolegów przywiezione z dzielnicy patrycjuszy. Osobą, która przekazała bandytom dwa trupy z rozprutymi brzuchami był ex-gladiator Rufus.

Mściciel
W zasadzie od samego początku pobytu w Rzymie, legioniści regularnie trafiali na informacje o morderstwach w dzielnicy patrycjuszy. Ofiarami były dzieci wpływowych i bardzo bogatych mieszkańców Rzymu. Okazuje się, że o ile rodzic pochodzili z różnych frakcji politycznych, o tyle ich dzieciaki znały sie dość dobrze. A jeden z owych dzieciaków, był właścicielem Rufusa.

Legioniści po krótkim śledztwie wpadają na ślad nie do końca legalnych uczt, na których jest nieco więcej niż wystawne jedzenie, wina i standardowe rozrywki. Na uczty, na których giną niewolnicy i nie tylko. Wielce prawdopodobne, że na jednej z takich imprez zginął Piktus.

Jednak od jakiegoś czasu uczestnicy owych uczt, młodzi, zdegenerowani dekadenci, zaczęli obawiać się o swoje życie. Podwoili ochronę i podjęli inne środki bezpieczeństwa. Ktoś nastaje na ich życia, z myśliwych stali się ofiarami.

apicjusz1

Drużyna uzyskuje strzępy informacji, które układają się w logiczną całość. Aby dostać się na jedną z uczt i zbliżyć do przywódcy młodych dekadentów, niejakiego Apicjusza, zatrudniają się jako ochrona u jednego z jego zaufanych współbiesiadników, Galby. Po przeprowadzonej uprzednio obserwacji jego domu, domyślają się, że to on będzie następną ofiarą mściciela.

Do zamachu na życie Galby dochodzi drugiej nocy służby drużyny w jego domostwie. Szczęśliwe rzuty na Spostrzegawczość zapobiegły udanej zemście, a jeden (niesamowity) rzut pilum i poprawka gladiusem zakończyły życie kapłana egipskiej bogini Bastes, o którym legionistom nie udało się nawet niczego dowiedzieć.

Epilog
Gracze dowiedzieli się, że na ucztach organizowanych przez Apicjusza i jego kompanów mają miejsce zwyrodnienia świadczące o chorobach psychicznych, albo oddawaniu czci demonom. Niewolnicy są dosłownie pożerani żywcem, a ich towarzysz broni został napojony winem do granic możliwości, po czym otworzono mu brzuch, aby obecni na uczcie mogli napić się wina zmieszanego z krwią bohaterów. Zemsta, choć możliwa do przeprowadzenia, będzie jednak miała konsekwencje i to nie byle jakie. Uczestnicy uczt to kwiat rzymskiej młodzieży, ich ojcowie to bardzo wpływowi ludzie.

Obawiając się konsekwencji, legioniści rezygnują z zemsty… Przynajmniej na razie.
Wyszła całkiem fajna sesja, zakończona dość niespodziewaną, bo podyktowaną logiką decyzją graczy. Główny motyw został ledwo liźnięty, ale fajną zabawę zrobił wątek łotrzykowski. Gracze nie tknęli ani nadnaturala, którego pewnie wykorzystam w innym miejscu i czasie, ani głównych złych. Bywa i tak.

Opublikowano Raporty z sesji, Savage Worlds, Weird Wars Rome | Dodaj komentarz

Degenesis – okiem laika

W ostatnich miesiącach sporo miałem okazję o Degenesis przeczytać i usłyszeć, dlatego gdy Triki zapowiedział, że poprowadzi sesję w systemie ekipy Sixmorevodka, który nie tak dawno temu ukazał się po angielsku, od razu zgłosiłem chęć zgrania. Zresztą szczerze powiedziawszy gram na tyle rzadko, że gdyby prowadził Kryształy Czasu to też bym się zgłosił. To co poniżej, to nie tyle recka, co wrażenia na temat systemu, którego nie czytałem, a jedynie miałem okazję zagrać.

degenesis

Tak na oko
Degenesis: Rebirth to perełka. Nie wiem czy znam jakiegoś erpegowca, który mając podręcznik w rękach nie będzie się ślinił. Jasne, że klimat może nie pyknąć, bo ktoś jest zatwardziałym fanem high fantasy i niczego innego nie dotyka, ale tak wydany erpeg to marzenie. Duży format, dobry gruby papier, świetny układ tekstu i doskonałe ilustracje utrzymane idealnie w jednym klimacie. Nie wiem czy autorem wszystkich jest Marko Djurdjevic, ale tak to wygląda. Nikt nie oszczędzał na miejscu i na jakości, wydanie bardziej przypomina album, niż użytkowy podręcznik, ale od razu uspokajam, jest też bardzo solidne. Na sesji miałem okazję porównać edycję Rebirth i Black. Obydwie są miodne i będą ozdobą kolekcji, ale dopłata do wersji Black to zbytek łaski, tym bardziej, że nawet Rebirth to i tak wydatek rzędu stu euraczy.

Robimy pokrakę
Nie czytałem podręcznika, to co piszę poniżej to opinia na podstawie sesji (scenariusz z podstawki) i rozkminek z pozostałymi graczami. Po pierwsze robienie postaci. Zachwyt może nie zniknął, ale został nieco stonowany. Było nas pięć osób, czterech graczy i MG. Dwie osoby – Triki i Dominik – znały system (choć grały po raz pierwszy), dwie – Furiath i Maro – coś tam liznęły, temat mniej lub bardziej je kręcił, ja byłem zielony. Zrobienie postaci trwało trzy godziny, a po skończeniu miałem wrażenie (i to nie tylko ja), z enie do końca taką postacią chciałem zagrać. Dlaczego tak długo? Najpierw Kultura (w fantaziaku byłaby rasa), tych jest 7, poszło szybko. Potem Koncepcja postaci – tych było już powyżej 20 a na koniec Kult (czyli tak na prawdę profesja) i chyba 12 do wyboru. Mamy 6 atrybutów i przyporządkowane do nich 36 cech. Opisy są wodolejskie, w sumie wystarczy czytać ich ostatnie zdanie, a do kompletu kilka z nich jest tożsamych, a kilka pustych, wiec wystarczyłoby ich o połowę mniej. Każde z 3 K daje bonusy do atrybutów i umiejek, potem jeszcze musimy samodzielnie rozdysponować pulę punktów i to nie mało, bo na umiejki 28, a na cechy bodajże 6. A jak już się skończy, to zaczyna się zabawa z rangami, które dopalają postać, ale żeby je dostać, to trzeba spełniać odpowiednie wymogi – doprowadziło to do tego, ze trzech z czterech graczy ponownie rozdysponowywało punkty na cechy i umiejętności. Wyszło też na to, że zawartość pięknego podręcznika nie jest poukładana intuicyjnie, sporo było szukania. Jeśli ktoś chce przyśpieszyć, a zna już podstawy mechy, polecam generatorek: http://www.degenesis.com/character-en/
W sumie jak ktoś mechaniki nie zna, to polecam tym bardziej, bo daje niegłupie podpowiedzi.

Dalej, za granie flufem można dostać po łbie. Moja postać miała być działającym instynktownie fanatykiem, który ufa temu co dzierży w łapie, bo może tym przywalić. Broń zasięgowa jest dla tych słabych, którzy wątpią. Zrobiłem Balkhana Zealota Anabattystę. W drużynie było jeszcze dwóch Helvetów, którzy na dzień dobry dostają fajne zabawki i jeden Klanyta. I teraz, ja jako ten prymityw miałem 12 „Żywotności” 2 pancerza i zadawałem 4 obrażenia. Helveci żywotnosci mieli podobnie, ale pancerza 5 i broń dystansową zadającą 11 obrażeń. Chcesz grać w Degenesis i przeżyć? Skorzystaj z generatora, albo poślęcz nad podręcznikiem.

Mecha
Na pierwszy rzut oka dość prosta mechanika, pula kości k6, to co powyżej trzech to sukces, to co poniżej porażka. Jak wypadnie 6 to mamy triggera, który decyduje w przypadku remisu o wygranej, albo w określonych sytuacjach daje bonusy. Na pulę składa się suma kości z cechy i umiejki. We wszelkich testach na pozyskiwanie informacji mamy ustalony poziom trudności, natomiast przy walce, czy innych konfrontacjach, testy przeciwstawne. Niby prosto i przyjemnie, ale…

Brakuje w tym intuicyjności i to grając „by the book”. Przykład ze scenariusza – żeby coś dostrzec musisz wykonać test o poziomie trudności 2, ale żeby dostać więcej informacji, potrzebny ci trigger, a nie uzyskanie większej ilości sukcesów. Ponadto działanie z zaskoczenia jest okrutne. jeśli gracze zaczaja się na tego złego i zagrają sprytnie, to go zdejmą, jeśli jednak MG wystawi jednego snajpera i to nie jakiegoś kozaka, to może się skończyć robieniem nowej postaci. Nie przypadły mi też do gustu stałe obrażenia, zależne niemal wyłącznie od broni, ale to już co kto lubi.

Kolejna sprawa to punkty Ego, czyli dodatkowe kości, które można dodawać do testów. O ilości kości decyduje gracz (limit to bodajże 3), nie odnawiają się one w czasie sesji, a jak ich poziom spadnie do 0 to z postacią jest źle (bodajże spada morale i jest totalnie zrezygnowana, czy jakoś tak). Ego, to klasyczny przykład Kiszenia bonusa, o którym pisał kiedyś Furiath. Z czterech graczy korzystał z tego chyba tylko jeden.

Świat
Nie jestem fanem postapokalipsy jako gatunku, ale zaprezentowany w Degenesis świat wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Nie będę się na ten temat rozpisywał, niech to robią Ci, którzy znają podręcznik. Wspomnę tylko o dwóch rzeczach. Ilość opcji podczas kreacji drużyny daje imho więcej podstaw do zbudowania konfliktu, niż współpracy między graczami. Nie odnoszę się tutaj do naszej sesji, gdzie konflikty owszem były, ale wynikały z osobowości graczy, a nie podziałów w świecie. Natomiast nie wiem jak by było, gdyby nałożyć na to np. Anabaptystów i Apokaliptyków i do kompletu z nielubiących się kultur.

Natomiast to czego trochę żal (mały spojler), to że w przygodzie z podstawki tytułowi Degenesis nie pojawiają nawet w tle, a bohaterowie zapoznają się tylko z jednym krajem i to bez jego specyficznych cech. Gdyby rozegrać ten scenariusz w Klanarchii, albo w świecie Mad Maxa nie byłoby czuć większej różnicy.

Reasumując – Degenesis to system, do którego chętnie wrócę jako gracz, ale prowadził raczej nie będę. O ile też nie zdarzy się żaden cud wyprzedaży, to nie zamierzam zakupić podstawki. Pozycja obowiązkowa dla fanów postapokalipsy, którzy lubuję się w pięknie wydanych grach, jara ich mizianie oprawy i wąchanie kartek papieru. Gdybym miał wydać sporo kasy na „album” to pewnie jednak zdecydowałbym się na Symbaroum, bo dla mnie ładniejsze.

Opublikowano RPG ogólnie | 9 komentarzy