Zagraliśmy jesienią 2016

Pomyśleć, że właśnie mija tydzień od chwili gdy kończyliśmy ostatnią sesję na jesiennym wyjeździe erpegowym, ależ ten czas pomyka… Cóż, może tak szybko zleci do lutego, zobaczymy.
g201600
Gramy Edycja Jesień ’16 to był dla mnie bardzo dobry wyjazd erpegowo, czas spędzony na grze pozwolił na długo doładować baterie, które w najbliższym okresie bardzo mi się przydadzą. Prawie wszystkie sesje się odbyły, choć na jednej ekipa wyszła niewiele ponad zrobienie postaci. Ale po kolei.
g201601
Przez dłuższy czas zjeżdżaliśmy się w czwartek czysto towarzyski, a sesje zaczynały się w piątek rano, jak już ekipa się wyszumiała i odespała. Mimo, że w czwartek było fajnie, gdzieś tam zawsze chodziło mi po łbie, żeby poprowadzić już wtedy, próbowałem to nawet przełamać pierwszą sesją kampanii WWR, ale wyszło tak sobie, odpuściłem. Aż w końcu Triki, u którego też głód grania się zaostrzył zaczął czwartkowo kampanię Degenesis, ja dorzuciłem Biuro i zaskoczyło, to było w lutym. W lipcu było Degenesis i mój Lankhmar, a tym razem poleciały trzy sesje: Tunele i Trolle poprowadził Seji, Triki kończył kampanie Witch Huntera, w którą ja grałem, a Paladyn pomistrzował Dark Sun. Na zdjęciu powyżej zło dobrem zwyciężaj, czyli inkwizytorzy Uwe i Błażej. Poniżej Paladyn prowadzi Magdzie, Paciorowi i Zientolowi.
g201603Trzy sesje równolegle na trzynaście osób, bo tyle dotarło w piątek, kurcze, serce rośnie, dawno nie widziałem tylu erpegowców na raz, którzy… grają.
Dla mnie ten wieczór był bardzo udanym zwieńczeniem długiej witchhunterowej kampanii, było epicko, były rzuty o wysoką stawkę, istna jazda na krawędzi przepaści, a wszystko zakończone nawiązaniem do historii, czyli wielkim pożarem Londynu.

Piątek to dla mnie dwie sesje, obydwie poprowadzone. Mimo, że na początku tygodnia jeszcze łowiłem patenty (dzięki za pogaduchy, Triki) wyszło całkiem, całkiem – choć jako prowadzący niedosyt jakiś tam miałem, nie powiem. Najpierw było Biuro w realiach Tropicany, jedną trzecią pomysłów gracze ominęli, jedna trzecią rozegrali kompletnie inaczej, ale reszta weszła jak trzeba, co w sumie utworzyło bardzo fajną mieszankę, która dała mi pokombinować i pograć. Sporo zamieszania wprowadziła postać Mara (imię postaci nieważne, istotne kto grał), która z zachowaniem nierzucającego się w oczy tajniaka nie miała absolutnie nic wspólnego, ale kombinacje reszty graczy i świetne wykorzystanie kart z Talii Przygód zrobiły swoje. Biuro – Tropicana welcome to:
g201605
W tym samym czasie Seji po raz drugi rozprawił się w Tunelach z Trollami:
g201604
A Zientol poprowadził pulpową Sensację i Przygodę:
g201606
Po południu dojechała reszta ekipy i zrobiło nas się dwadzieścia jeden osób, a to oznaczało granie na cztery ekipy jednocześnie. Dominik zabrał się za klimatyczne robienie postaci do Kronik Mutantów, które skończyło się jednym skirmishem po północy. Sławek zabrał Cthulhową ekipę do Luksoru:
g201608
Triki kontynuował kampanię Degenesis:
g201607
A ja poprowadziłem Lankhmar, którego pierwotnie nie miałem w planach, a który przeradza się w miejską kampanię fantasy. Byłem o włos od Imago Mortis, ale raz – skopiowałbym klimat Biura, a dwa Furiath podczas zapisów powiedział, zagram w Imago, ale jak możesz, to zmień na Lankhmar. Pomyślałem o Mamie Żuja i zmieniłem, nie kryję że był to strzał w dychę. Jako MG bawiłem się super, myślę, że gracze też mieli frajdę. Knucie, kości i Mama Żuja, oj tak, do powtórzenia w lutym, zdecydowanie:
g201609
Sobotę zaczęliśmy z Zydym od tradycyjnego już tenisa stołowego, poniższe zdjęcie uwiecznia zziajanego dziada ze sparing partnerem po dziewięciu setach. Złe dla mnie jest to, że to ja jestem zziajanym dziadem, złe dla Zydego jest to, że z zziajanym dziadem przegrał. Rewanż w lutym:
g201602
Sobota to odespanie sesji i integracji, a dla niektórych karcianek i pokera. Ponownie poleciały cztery sesje równocześnie. Paladyn poprowadził Call of Cthulhu, lokację na sesję miał spokojną i fajną, ale aparat Magdy tam nie dotarł. Futiath hołubił swe dziecię – Fiodora dzień wcześniej, tym razem Klanarchię:g201610
Magda poszeryfowała czterem amigos, to chyba też będzie kampania:
g201612

A ja zagrałem sobie kolejne dwa latka w Pendragonie. Sporo się działo, były emocje, trochę nerwów, sporo kminienia, czekam na ciąg dalszy . Na zdjęciu poniżej Maro odgrywa postać… a może to przerwa w sesji 🙂
g201611
Na koniec oczywiście słitfocia, którą tym razem popełniliśmy w sobotę, przy pełnym składzie. Dzięki dla Trikiego i Sejiego za wspólną podróż, dla Psyla za partie bilarda i gaszenie świateł codziennie nad ranem, dla Zydego, ze nie zasnął na żadnej sesji, Mara za baloniki, ostatnią niedzielę i cztery nogi… W sumie wszystkiego i tak nie wymienię, więc – do zobaczenia w lutym. Udział wzięli:
g201616
Od lewej Łukasz, Dominik, Jaro, Magda, tsar, Zientol, Paladyn, Pacior, Triki, Maro, Zydy, Mieszko, Seji, KFC, Senmara, Furiath, Michu, Monika, psyl, Smartfox i karp

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wyjazdy erpegowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Zagraliśmy jesienią 2016

  1. triki pisze:

    Jeszcze raz dzięki, było zacnie.

  2. smartfox pisze:

    Kminienia, jak się nie zeszmacić jako rycerz :D. Do lutego!

    • karprpg pisze:

      Jak się nie zeszmacić jako rycerz? To w Pendragonie proste, kwestia tego ile człowiek ma czasu na robienie nowych postaci. Takie banalne przykłady:
      – Wejść do komnaty w której właśnie odbywa się poczęcie Artura i wyjaśnić Uterowi, że zachowuje się niegodnie, a jego wybrance, że właśnie zabawia się nie z mężem, a z jego największym wrogiem.
      – Powiedzieć Uterowri, ze zamordowanie Cadora jest czynem godnym zbójów, a nie rycerzy i, że szlachta ma prawo wiedzieć, co królowi po łbie chodzi.
      – Powiedzieć na procesie, że zdecydowanie nie byliśmy pod wpływem czarodziejskich sztuczek Merlina oraz, że naszym zdaniem król źle wychowa swojego syna.
      – Pójść do zamku Eossy i stanąć z nim twarzą w twarz, powiedzieć, że to co zrobił z żoną naszego kompana jest niegodne i zaraz spotka go za to kara
      Oj długo tak można, na każdej sesji tyle przykładów na niezeszmacenie rycerza… W sumie to mnie natchnąłeś, zobaczymy co z tego wyjdzie 🙂
      A tak odnoście kminienia, uważam, że quest poboczny, czyli odbicie żony Uweina, to było mistrzostwo tamtego świata, minstrele powinni o nas pieśni śpiewać. Oczywiście było to absolutnie nierycerskie, ale to już odrębna kwestia 🙂

      • smartfox pisze:

        Akcja epicka, zwłaszcza, że to się wszystko na koniec złożyło jak puzzle. Natomiast nie zgodzę się, że nierycerska, bo nie złamaliście norm moralnych. Można to traktować jako spryt w walce. Gorzej z akcją skłócenia Sasów i Malahautczyków, czyli m.in. zamordowania dwu niewinnych Brytów.

        A wyliczenie pokazuje, że w sumie postąpiliście głównie po rycersku. Tak na marginesie zauważyłem, że warto Was stawiać w sytuacjach na pozór bez wyjścia, ze sklinczowaną lojalnością i konfliktem wartości. Wychodzą fajne rzeczy, choć dyskusje nieco za długie.

  3. Wróciło by się natychmiast jeśli była by możliwość. Do lutego!

  4. Dzięki wielkie, strasznie lubię te wyjazdy!

  5. Maro pisze:

    Jak zwykle wyjazd petarda!! Do szybkiego 🙂

  6. dziękuję, proszę więcej 🙂

  7. Bardzo dziękuję za świetną zabawę. 🙂

  8. Paladyn pisze:

    Pozwolę sobie na kilka słów ode mnie.
    Po pierwsze, ogromnie dziękuję za zaproszenie i Wasze towarzystwo. Te 4 dni pozwoliły mi na oderwanie się od kłopotów i pewnych rzeczy, które ostatnimi czasy mnie zaprzątają. Przyznam szczerze, że jechałem do Jarosławca, mając w głowie pewien plan i stając wobec bardzo ważnej decyzji: chciałem się przekonać, czy RPG mnie jeszcze bawi i od odpowiedzi na to pytanie uzależnić decyzję: „Co dalej”?

    Ogromnie się cieszę, że poznałem kilka fajnych osób, ogromnie ucieszyłem się widząc znajome już twarze! Choć rzadko się to zdarza w dzisiejszych czasach, to powiem: „Ludzie, zrobiliście na mnie ogromne wrażenie”. Jeśli chodzi o sesje, to Madzia zrobiła na mnie nieprawdopodobne wrażenie, grając thri-kreenem. Autentycznie, nie miałem jeszcze na sesjach tak „obcej” modliszki. Czapki z głów.

    Moja drużyna od Zewu Chtuhlu sprawiła mi niezwykłą niespodziankę: w ciągu 30 minut zawaliła cały scenariusz, zmusiła do konstruowania intrygi w locie, a jednocześnie tak zainspirowała, że nie umiem tego wyrazić słowami. Dywagacje Dominika i Mieszka (oraz wiedza Panów) i głębia psychologiczna postaci Łukasza były w najlepszych tradycjach tej gry i tym, za co ją uwielbiam. W całej sytuacji najbardziej uwiodła mnie psychologia postaci Moniki, która „kilkoma pociągnięciami pędzla” zbudowała osobę, która nawet teraz mnie intryguje. Jest mi głupio i przykro, że nie zdołałem pociągnąć tego wątku. Może innym razem dam radę się zrehabilitować?

    Jeśli jako prowadzący bawiłem się wyśmienicie, to nie stanąłem na wysokości zadania jako gracz. W „Kronikach Mutantów” pogubiłem się zupełnie – koncepcja wymknęła mi się spod kontroli, nie ogarnąłem tematu, za co przepraszam. W Tropicanie… tu było ociupinkę lepiej, ale nadal na niezadowalającym poziomie. Znów, niby miałem bohatera, ale w pewnym momencie gdzieś mi zanikł i byłem bardziej sobą niż nim. Co więcej, grałem nierówno: raz hiperaktywnie, za chwilę biernie, wręcz nieobecnie. Najmocniej przepraszam.

    I tak dochodzimy do odpowiedzi na pytanie, które zadałem w pierwszym akapicie. „Czy RPG mnie bawi”? Tak, ale połowicznie. Jako prowadzącego, bo lubię opowiadać, a pisanie trwa znacznie dłużej. Bo lubię wyzwanie intelektualne, jakim jest stworzenie czegoś, co sprawia wrażenie prawdopodobnego i przemyślanego, a jest tkane w locie, bo pomysłowi gracze postanowili zrealizować mój zamysł.

    Nie byłbym sobą, gdybym nie przeszedł do praktycznej implementacji wniosków. Jakiś czas temu na FB byłą dyskusja na temat grania w czwartki oraz tego, że wciąż brakuje prowadzących. Jak Bóg da i partia pozwoli, przyjadę w lutym, mogę poprowadzić więcej niż dwie sesje. Jeśli będzie trzeba, mogę też zrezygnować z grania, mam tylko nadzieję, że ilość nie przejdzie w jakość.

    Jeszcze raz dziękuję za sposobność wyrwania się z Wami w Góry Kaczawskie.

  9. Magda pisze:

    Dziękuję wszystkim za zabawę, za granie, za prowadzenie… Do zobaczenia! 🙂

  10. senmara pisze:

    Dzięki za spotkanie, dobrze było wrócić 🙂 Fiodor też dziękuje za możliwość turlania….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s