Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz szesnasty

Z kronikarskiego obowiązku

Naszą przygodę z Krzyżowcami Bursztynowego Wybrzeża zakończyliśmy na początku lipca 2015. Celem notek blogowych opisujących przygody bandy rycerzy i jednej białogłowy było spisywać to co na sesjach, aby przy następnym spotkaniu łatwiej było przypomnieć sobie kto z kim po co i dlaczego. Pod koniec kampanii tempo notek spadło, a po jej zakończeniu w ogóle zniknęły. Ale jak to się mówi, skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. Zatem krótko, na temat i zapewne z lukami w pamięci. Poniższa sesja została rozegrana jakieś piętnaście miesięcy temu, a udział w niej wzięli:

karp – Georg von Altruppin,
Kevin – Gottfryd Schmetterling,
Maro – sierżant Uwe,
senmara – pani Blanka van Meer,
Zydy – Marit von Zingvalda,
oraz Smartfox – jako całe zło, które spotkało drużynę. Oraz Tekla.

Po rozprawieniu się z trędowatymi, osadzeniu na naszych ziemiach wasala w postaci Oliwera wszystko zaczęło się o dziwo dość dobrze układać. Ukończyliśmy budowę zamku, ze spokojem oczekiwaliśmy wizyty Mistrza Krajowego Zakonu, bo choć na naszych ziemiach beztrosko żyli zarówno żydzi jak i katarzy, to płacili podatki, a Zakon rósł w siłę. Oczywiście gdzieś tam w leśnej głuszy czaili się źli vilcacis, których wpływy sięgały na dwory książąt, a nawet do władz koscioła, ale jakoś trzeba było z tym żyć.

Prowadziliśmy na nasz własny, niepowtarzalny sposób śledztwo dotyczące sług zła. Niestety kolejne sprawy były dość szybko zamykane i nawet nie pamiętam, czy to z powodu zbytniej porywczości sierżanta Uwe, czy też może przez zwykły brak kondycji świadków… W końcu zajęliśmy się bieżącymi sprawami Ascheraden i okolic. Wówczas, jak łatwo zgadnąć, vilcacis ponownie sobie o nas przypomnieli.

Zaczęło się od sprawy spadkowej pani Anneke von Klutzheim. Wiekowa dama miała w swoim władaniu całkiem spory teren przylegający do ziem Ascheraden, ba chciała go przekazać w dobre ręce Zakonu. Niestety jak to w życiu bywa, chrapkę na owe ziemie miało także biskupstwo, więc trzeba było ruszyć zadbać o swoje.

W czasie podróży poznaliśmy Hernulfa z Agesettin opata z opactwa Agesettin, które zostało  spalone w wyniku najazdu Żmudzinów. Trzeba przyznać, że czcigodny Hernulf oprócz tego, że był kawałem pazernego dziada z koneksjami w biskupstwie, umiał podnieść ciśnienie swoją pyszałkowatością. Domagał się – na zasadzie czystego chciejstwa – relikwii św. Sifridusa, która przyciągała wielu pielgrzymów do opactwa znajdującego się na terenie Ascheraden. Oględnie mówiąc mieliśmy wymianę zdań, ale nie dogadaliśmy się. W drodze poznaliśmy także naszego sąsiada Rogera von Scheusal, który wyglądał na swego chłopa, może nieco ciut zgrywającego twardziela, ale tak to już bywa.

Sprawę spadku Anneke von Klutzheim załatwiliśmy po naszej myśli, staruszka zmarła wiosną 1239 roku, zostawiła nam pod opieką swe ziemie, klejnoty rodowe, które przekazała na Zakon oraz młodego rycerza Ragnara von Meleuthin, który wstąpił na służbę zakonu i rychło został… obiektem westchnień dojrzewającej Tekli.

Wszystko co złe, zaczęło się jednak od św. Sifridusa, a dokładniej jego relikwii. W drodze powrotnej z Klutzheim spotkaliśmy ponownie Hernulfa z Agesettin, który ową relikwię planował po prostu wziąć, a miał już ku temu wszelki pełnomocnictwa. No i jednych nerwy poniosły bardziej, a innych mniej. Doszło do dość mocnej wymiany zdań między Georgiem, a klechą, że świadków było wielu, sprawa pozostała nierozwiązana, choć może nie do końca…

Sierżant Uwe przy pomocy dwóch swoich Szakali porwał sługę Hernulfa wraz z relikwią. No była z tego mała chryja, ale grubo zrobiło się, gdy w umówionym miejscu czekały rozwleczone zwłoki Szakali, a sługa z relikwią zaginął. Brudne łapy vilcacis było czuć na milę, sprawę trzeba było wyjaśnić, bo nie brakowało takich, którzy o kradzież podejrzewali rycerzy zakonnych. Pozostało nam tylko podjąć decyzję, czy ruszyć w pościg za winnymi całym gronem, czy też odesłać Teklę do domu z eskortą. Piesi i tak by nas spowalniali, dlatego zdecydowaliśmy się zostawić Teklę pod opieką Szakali w opactwie i ruszyć w pościg.

Był to zły wybór. Kradzież relikwii skutecznie zamydliła nam oczy, nim wróciliśmy do opactwa okazało się, że padło ono łupem Rogera von Scheusal i jego ludzi. Nie o skarby jednak chodziło, a o Teklę. Von Scheusal wybił wszystkie Szakale, co do jednego. Łotrzyki, rzezimieszki co to katu z szubienicy uciekli oddali życie w obronie młodej dziewczyny…

Finał scenariusza mógł być tylko jeden, choć pamiętam, że więcej problemów niż pokonanie przeciwników nastręczyło nam ich dogonienie. Nie pamiętam czyj miecz położył trupem Rogera von Scheusal już w wilczej skórze, ale nie było to istotne, Tekla została uratowana.

Uwe stracił swoje Szakale i ciężko było to powetować młodym rycerzem Ragnarem von Meleuthin, który chyba zamieszkał w Ascheraden po to, aby biednego sierżanta dobić. W naszym zamku zamieszkał Werner, kowal i dobry płatnerz, którego praca w przyszłości okazał się wielce pomocna. Na nasze nieszczęście nawiązaliśmy też kontakt z kupcami kijowskimi, którzy ściągnęli na nas spore nieszczęście.

Tak to właśnie było, a nawet jeśli nie, to tak to zostało zapamiętane.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Raporty z sesji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s