WWR: Dziedzictwo, Dacja część 4

Czwartą część kampanii rozegraliśmy w czasie Dzikiego Zgonu. Warto dodać, że nie licząc MG, udział we wszystkich epizodach wzięła do tej pory tylko postać Kevina, Triki dołączył do kampanii od drugiego epizodu, a Maro choć zasiadał do wszystkich, to raz „zaginął w akcji”. Tym razem w legionistów wcielili się:
Kevin – dekurion Optimus Furius Sulla,
Maro – Spurius Tantus Inerceptore,
Triki – Neron Tytus Gaius,
Zydy – Tiberius Oktavius Gaius,

roman4
Tło
Wiosną cesarz Trajan wysłał swoje wojska do Mezji, w okolice Dobrudży, gdzie Dakowie koncentrowali swoje siły. Wraz z legionami wyruszyli nasi bohaterowie, którzy wszak nie tak dawno w Mezji byli. Ofensywa rzymska ruszyła pełną parą. Wśród legionistów panowało powszechne przekonanie, że losy wojny rozstrzygnie wielka bitwa, która jest nieuchronna. Gdzieniegdzie słychać było pogłoski, iż ponoć Dakowie zyskali na wschodzie nowych sojuszników.

Legion X Gemini, w którym służą bohaterowie otrzymał zadanie zdobycia kilku dackich fortec oraz zabezpieczenia kluczowych dróg. Tym razem bohaterowie szli na przedzie całej armii. W ostatnich dniach kwietnia dowódca centurii bohaterów Lucjusz Gato dostał zadanie polegające na odnalezieniu i zabezpieczeniu górskiej twierdzy Domum. Forteca ta została zdobyta przez Rzymian przed kilku laty, ale od trzech miesięcy nie dochodziły z niej żadne raporty. Biorąc pod uwagę, że w tej okolicy patrole zaobserwowały wzmożony ruch sił wroga, sprawa wydawała się nader poważna.

Lucjusz Gato nie znał okolicy, a dostarczone mu mapy były bardzo niedokładne, dlatego niemal codzienne na wszelkich rozstajnych drogach puszczał przodem na zwiad całe dekurie, które przeprowadzały rekonesans marszobiegiem  – gdy bohaterowie brali udział w zwiadzie, pod koniec dnia niezbędny był test Wigoru.

Osada
Gdy centuria mijała trzecią z rzędu wieś (Pastrav) wyglądającą na wymarłą, na jej końcu znalazła odświętnie udekorowana kapliczkę, a za nią rozdroże. Legioniści dostrzegli w chałupach ludzi wyglądających na przerażonych obecnością Rzymian. W dodatku przy kapliczce złożono świeże ofiary z plonów w dużej jak na taką wieś ilości. Wyglądało to tak, jakby miejscowi bardzo potrzebowali opieki swych bogów. Kaganki zapalono nie później niż poprzedniego wieczora.

Bohaterowie nie próżnują, wyciągają kilku wieśniaków z chałup, w tym starszego wioski. Metodami zarówno „marchewki” jak i „kija” wyciągają z nich, że na przełęczy nieopodal jest stara strażnica – Acasa, to przeszło pół dnia drogi stąd. Są tam legioniści, ale nie utrzymują kontaktu z mieszkańcami wsi, widać im nie po drodze, ale tutaj nikt z tego powodu nie płacze. Dowódca legionistów to surowy człowiek, który srogo karze miejscowych za najmniejsze przewiny. Pojawiają się pierwsze wzmianki o krwawo stłumionym buncie sąsiednich wsi. Wybito wszystkich buntowników, a potem także kobiety, dzieci i starców we wsiach, w których mieszkali. Legioniści z Acasy w słowach wieśniaków, wychodzą na nieludzkie bestie, nie zachowywali się jak żołdacy, którzy przyjdą pochędożą, popiją, dadzą w pysk i pójdą. Nie chcieli daniny, od razu wyciągali ludzi z chałup i wieszali, albo przybijali do drzew.

Lucjusz Gato wysłał na zwiad trzy dekurie, w tym – a jakże – naszych bohaterów. Głównym zadaniem było znalezienie strażnicy, należało przy tym pamiętać o ostrożności, gdyż w okolicy mogły być oddziały Decebala.

Zwiad
Po trzech godzinach marszobiegu drużyna trafiła na pierwsze ciało. Zwłoki były przybite do drzewa do góry nogami, a z rozciętego brzucha wypadły wnętrzności. Sądząc po stanie rozkładu wisiały od co najmniej miesiąca. Kilka metrów dalej znaleźli kolejne ciała, z wyłupanymi oczyma,  poobcinanymi kończynami, wywleczonymi wnętrznościami i w zaawansowanym stanie rozkładu. Część z nich była nadjedzona przez padlinożerców. Ciał było blisko trzy tuziny, a upiorna ścieżka urywała się na skraju lasu, skąd widok rozpościerał się na przełęcz, po której przeciwległej stronie widać było strażnicę.

Acasa
Strażnica dwoma ścianami przylegała do stromych zboczy góry, a trzecią do stromego uskoku skalnego o głębokości około trzystu metrów. Atak od tych stron byłby praktycznie niemożliwy, zejście lub wejście po pionowych skałach  wymagałoby sprzętu do wspinaczki i kilku godzin czasu, a wszystko to na oczach załogi fortecy, która mogłaby powystrzelać ewentualnych napastników.

Z przodu Acasa chroniona była łukowatym, ośmiometrowy, grubym, kamiennym murem, zwieńczony prowizorycznymi blankami. Do środka prowadziła spiżowa brama o wysokości i szerokości blisko czterech metrów. Dwieście metrów od murów teren był płaski i pozbawiony przeszkód, za którymi można by się schować. Około pięćdziesięciu metrów od bramy leżał wielki, okuty metalem taran, wyglądał jakby do dźwignięcia go potrzebnych było co najmniej dwóch tuzinów ludzi.

Ciężkie wrota były nietknięte, lekko uchylone na zewnątrz. Cokolwiek stało się wewnątrz, pozostawiło iście piekielny bałagan, który dał drużynie sporo do myślenia. W środku roiło się od zwłok legionistów, leżały tam ciała całej centurii. Ciała były w różnym stanie rozkładu, od dwóch tygodni do miesiąca, nie było ani jednych zwłok napastników. Być może doszło do zdrady, z ułożenia zwłok można było wnioskować, że część legionistów pozabijała się nawzajem. Czterech legionistów, którzy zostali ukrzyżowani głowami w dół, to najstarsze zwłoki, a na kilku żołnierzach wykonano wyrok śmierci – klęczącym wbito gladiusy nad lewym obojczykiem i pozostawiono ich na miejscu śmierci.

Tiberius ruszył z meldunkiem do dowódcy centurii. Reszta drużyny miała trochę czasu na dłuższe oględziny. Forteca to bardzo stara budowla, do jej wykonania prawdopodobnie wykorzystano istniejące jaskinie, ale obróbka kamienia jest na najwyższym poziomie. Wszystkie pomieszczenia są wykonane w tym samym prostym, ale solidnym stylu. Po umeblowaniu bez problemu można poznać gdzie była spiżarnia, gdzie stacjonowali legioniści, a gdzie dowódca. Nie brakuje zapasów jedzenia, a w jednej z piwniczek jest też studnia. Kilku legionistów spadło, lub skoczyło z murów, jeden z dwoma pilum wbitymi w plecy leżał pod stromą ścianą kończącą twierdzę.

W lazarecie znaleziono też jedynego żywego legionistę, choć znajdował się w stanie katatonii. Jego ciało było nienaturalnie sztywne, wychudzone i na granicy odwodnienia. Oczy miał cały czas otwarte, przez co początkowo wyglądał na martwego. Jakiekolwiek próby docucenia go spełzły na niczym, a Neron chciał od razu skrócić jego męki, ale zrezygnował z tego planu. Także w lazarecie drużyna znalazła papirusy z rysunkami i notatkami. O czym wówczas nie wiedziała, były to tłumaczenia napisów znajdujących się na ścianach w komnacie pod górą –którą mniej więcej w tym samym czasie odnalazł Optimus. Notatki na pierwszy rzut oka wyglądały na dzieło szaleńca, bez składu i ładu. Drużynie udało się odczytać pojedyncze zdania: „Kolebka nocy. Dom stąpającego pośród cieni”, „Tylko gdy oddasz wszystko, niczego już nie stracisz”, „Tylko jeden wejdzie, tylko jeden wyjdzie”, „Im większa ofiara, tym szybsze ocalenie” (ocalenie poprawione na zapomnienie), „Gdy do Hadesu wstępuje człowiek, na Ziemię powraca bóg” ( bóg skreślone poprawione na istota doskonała),„Głową muru nie przebijesz. Tylko mroczna tafla pozwoli znaleźć drogę.”

Trudno powiedzieć dlaczego – zapewne dzięki latom erpegowych doświadczeń – drużyna zapragnęła jak najszybciej opuścić mury fortecy. Niestety ich dowódca miał na ten temat inne zdanie. Oczywiście zgodnie z przewidywaniami graczy problemy pojawiły się dość szybko. Już po zapadnięciu zmroku z lasu wyłonił się oddział około dwustu przeciwników, którzy czym prędzej rzucili się w stronę fortecy i… używając wielkiego, leżącego przed wejściem tarana zabarykadowali wejście, po czym spokojnie oddalili się poza zasięg strzału.

Odrobina szaleństwa
W fortecy dość szybko zapanował chaos, a wpływ na niego miało kilka rzeczy, jednak największy zdaje się… Spurius. Odgrywający legionistę Maro był bardzo skory do współpracy i otwarty na wszelakie knowania Misia gry w mojej osobie. Zakładam, że nie bez znaczenia były tu płynne pomoce wspierające percepcję. Ale po kolei.

Jeszcze przed przybyciem reszty centurii drużyna odnalazła sekretną komnatę zakończoną portalem, a właściwie czymś co było niby brama, ale zamiast wejścia znajdowała się ściana. Spurius, a właściwie odgrywający go Maro, niemal natychmiast przemianował „portal” na „Portylion” i w ten sposób powstało słowo klucz, czy też wytrych, które z pewnością zapamiętał każdy uczestnik sesji. Portylion był bez sukcesu niszczony na kilka sposobów trzymano przy nim straże (Spurius i Neron), a nawet usiłowano zabarykadować. Jednak wcześniej w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach Grek (medyk naszej dekurii) stracił przy nich wzrok, a kuszony dziwnymi podszeptami Spurius, po konsultacjach ze swym nieżyjącym od dwudziestu lat ojcem,  usiłował zamordować swego kolegę Nerona. Nie pamiętam już po co, dlaczego i nawet skąd wzięły się rzemienie, które Spurius zaciskał na tyle mocno, żeby wrosły mu się w ręce. W sumie z perspektywy czasu nie jestem pewien na ile budowało to klimat, a na ile rozwalało sesję.

Na kolejne szaleństwa nie trzeba było długo czekać. Jeden z legionistów, zwany od swego hobby Rybakiem, w nocy połknął swoje haczyki na rzemieniach, a następnie wyciągnął za ich pomocą własne płuca przez usta. Gdy centurion zarządził poranny apel, Neron przekonał Optimusa i Tiberiusa, aby się na nim nie stawić, gdyż na pewno dojdzie do bratobójczej walki. Nie przekonał Spuriusa, gdyż odgrywający go Maro na ową walkę liczył. I nie przeliczył się.

Byk, który od dłuższego czasu zagrzał miejsce w dekurii jako pierwszy wpadł w szał i przebił gladiusem jednego z legionistów, a potem poszło dość szybko. Neron i spółka chcieli spróbować ucieczki, ale w ostatniej chwili zmienili zdanie, dzięki czemu znaleźli kierującego całym chaosem Kaliksta – jedynego żywego legionistę, który znajdował się rzekomo w stanie katatonii. Po krótkiej walce drużyna pokonała żołnierza, a raczej zamieszkującego jego ciało demona, dym który uniósł się z jego ciała zawędrował wprost do „Portylionu”, a gdy znikną w ścianie, ta zamieniła się w taflę ciemnego płynu. To chyba wówczas padł pomysł zabarykadowania komnaty i schodów do niej. Tyle, że złowrogie podszepty nie ustały, wciąż kusiły.

Gracze postanowili nie czekać na resztę legionu i zaatakować znacznie liczniejszego wroga. Wówczas jeśli dobrze pamiętam dowodzili już całym oddziałem, gdyż ich centurion został „ubezwłasnowolniony” z powodu problemów natury psychicznej. Starcie rozegraliśmy na zasadach bitwy, posypało się kilka sztonów, ale było epicko. Zdesperowani legioniści, którzy starli się z pięciokrotnie liczniejszym wrogiem zwyciężyli, ale „na oparach”. Z centurii przeżyło niewielu, a kości określające który z bohaterów niezależnych wylizał się z ran, a który umarł, były bezwzględne. Z dekurii i jej przyjaciół zginęli wszyscy, w tym Byk i Dima, młody chłopiec, którego Neron niemalże usynowił. Przeżył tylko centurion, za czym gracze akurat zbytnio nie tęsknili.

Epilog
Do fortecy dotarł legion Gemini wraz z kapłanami Mitry, którzy zajęli się problemem znajdującym się w sekretnej komnacie, Optimus został awansowany (w trybie fabularnym) na tesserariusa, a gracze odgrywający Nerona i Spuriusa jeszcze jakiś czas omawiali kwestie dotyczące przewagi Lojalny…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Raporty z sesji, Savage Worlds, Weird Wars Rome. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „WWR: Dziedzictwo, Dacja część 4

  1. triki pisze:

    Na Merkurego, kiedy to było. Toż to kronika zamierzchłych czasów. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s