DZIKI zGON zaliczony

Tydzień temu pakowałem manatki na kolejny weekendowy, erpegowy wypad. Jarałem się jak Shireen Baratheon, bo poprzednie spotkanie wypadło w lutym, więc zdążył już minąć kawał czasu, a takie wyjazdy to wszak nie tylko granie, ale także syte towarzysko nasiadówy bandy nerdów i innych pomniejszych lebieg wszelkiej maści. Ok., nie tylko pomniejszych.

gon_szkic4Tym razem miało być – i było – nieco inaczej. Ekipa niby dobrze znana, ale nowa miejscówka wprowadziła podział na dwie ekipy, które poza wspólnym wieczorno-nocnym grillowaniem niewiele miały ze sobą wspólnego – przynajmniej tak to odebrałem. I tak o ile np. z Rochem zazwyczaj mijam się na sesjach, o tyle zawsze uda się osuszyć wspólnie jakąś butelkę, czego trochę brakowało. Nie to, żeby nie było z kim i o czym pogadać, ale koło drugiej w nocy ludzie trzymali się swoich chałupek. W nowej miejscówce nie było możliwości zamówienia gotowego posiłku, ale z drugiej strony była w pełni wyposażona kuchnia. W sumie jeśli chodzi o sesje, miejsca było tyle co w Chacie Morgana, bo i tak więcej niż w dwie ekipy w jednym miejscu gra się niekomfortowo. Plusy dodatnie, plusy ujemne – do przemyślenia przed październikiem. Ale miejsce na grillowisko i widoczek zacne.

04Kolejną odmianą na wyjeździe był upał, niektórym na tyle dał się on we znaki, że sobotnie sesje rozpoczęli kawałek po 18, kiedy dało się w miarę normalnie oddychać . Dla mnie ze względu na sesje wyjazd był też nieco inny niż dotychczas. W piątek po śniadaniu zasiedliśmy do Witch Huntera, którego prowadził Triki. Robienie postaci prawie dwie godziny, ekipa w składzie ja, Maro i Zydy, mecha dużo lepsza niż wygląda na papierze, moc patentów i zaliczone w całości  dwa scenary, które wskazują na początek udanej kampanii. Przed dwudziestą doszedł do nas Kevin i po raz czwarty poprowadziłem Rzym. Sam sobie mam nieco do zarzucenia odnośnie tej sesji, gdzieś po północy wyłazi z człowieka zmęczenie, ale imho nie było źle. Więcej o tej sesji w raporcie, który pojawi się niebawem na blogasku. W sobotę koło południa zasiedliśmy do dalszej części przygód naszych Krzyżowców Bursztynowego Wybrzeża, najpierw uporaliśmy się z mongolskim oblężeniem, a potem zasiedliśmy do ostatecznej rozprawy ze złem. I tak przy blasku ostatnich promieni słońca zachodzącego za Ślężą, zakończyliśmy kampanię, którą graliśmy od przeszło trzech lat.

07Dziwne uczucie, nie pamiętam kiedy ostatnio jako gracz kończyłem kampanię, bo jako MG owszem. Relacja z trzech ostatnich sesji CotAC powinna pojawić się na blogu, ale nie traktuję jej priorytetowo, to bardziej kronikarski „obowiązek”, wpisy są dla współgraczy i MG, żeby pamiętać co było poprzednio na sesji, a jako takie, straciły rację bytu.

Jeśli chodzi o granie na jakiś czas podładowałem baterie, tym bardziej, że oprócz erpegów w końcu udało się zagrać (poza onlinem) w karcianego LotRa i sympatyczna planszówkę Kupcy i korsarze (choć tu partii nie udało się dokończyć). Towarzysko było fajnie, choć z Rochem, Wajsem, KFC, czy Rafałem spędziłem łącznie niespełna godzinę.

A teraz na zakończenie kilka słów odnośnie wyjazdu październikowego – liczę na wasze opinie. Kwestia pierwsza – miejscówka. Osobiście skłaniam się ku powrotowi na łono Chaty Morgana, choć uzależniam to od kilku czynników, takich jak wasza opinia, czy liczebność ekipy. Sprawa druga – Furiath zaproponował, żeby odpuścić granie dwa razy w piątek. Osobiście poza wyjazdami grywam mało, więc chcę czas wykorzystać na maxa na sesje, ponadto prowadzę Rzym, zacząłem kampanię u Trikiego, a na następnym wyjeździe planuję zacząć kampanię w Pendragona u Smartfoxa – nie bardzo chcę coś odpuszczać. Ale jest też druga strona: problemy kadrowe z MG, prowadzenie sesji z „zegarkiem w ręku”, no i najzwyklejsze w świecie zmęczenie – cholera, jedziemy wypoczywać, nie? Mógłbym do tego dorzucić jeszcze kilka drobiazgów, ale chętnie posłucham was. Opcja ku której się skłaniam obecnie, to… prowadzenie w czwartek. komu brakuje integracji odpuści granie po przyjeździe, komu brakuje grania też będzie miał okazję – wilk syty owca cała, ale zobaczymy.
Pozostaje tylko dodać, że:

ZGON_back1

i Rafał, który wskoczył w ostatniej chwili i na koszulce go zabrakło.
Do następnego 🙂
10

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Wyjazdy erpegowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „DZIKI zGON zaliczony

  1. Adriano Kuc pisze:

    Nie możecie publikować zdjęć – po ostatniej relacji przypomniałem sobie że 10 000 Polaków umiera rocznie od alkoholu.
    A te z kolei są niepoprawne genderowo – ponad 30% kobiet gra na imprezach „erpegowych” wg. sprawdzonych danych – więc te dwa zdjęcia zakłamują rzeczywistość.

    Abstrahując od głupich komentarzy: #zazdraszczam 🙂
    Ale i ja też sobie podładowałem bateryjki do grania (i nie tylko) po ostatnim pobycie w Polsce. Chociaż ze Z Bigiem nie pograłem, ale i Was go nie widzę.
    Pozdrawiam i mam nadzieję że kiedyś dolecę.

    • karprpg pisze:

      Borejku, to zdjęcie aż kipi od kobiet, pseudo-kobiet i prawie-kobiet, a Ci którzy umarli od alkoholu zostali z niego wyproszeni – te zdjęcia to sama prawda.
      Z Hallem ostatnio grałem z 5-6 lat temu, powoli zakrawa to na legendę. Jakby co, to październik 😉

    • smartfox pisze:

      No to może czas wreszcie zarezerwować sobie weekend i kilka elżbiet wydać na dolot do nas? Np. w październiku? Fajnie by było paszczowo poznać czołową marudę oldboy rpg fundom 🙂

  2. triki pisze:

    1. Wolę Chatę Morgana w październików. Z wielu powodów – przede wszystkim jesienna pogoda.

    2. Ja chcę kontynuować kampanię w Witch Huntera (MG), Rome (gracz) i zagrać u Foxa w Pentragona.

    3. Co do ilości sesji – jak dla mnie decydujące będą: miejscówka i ilość chętnych na wyjazd. Jak dla mnie dwie sesje w piątek nie stanowią problemu. Wolę zagrać dwie fajne sesje po 7h niż jedną fajną 14h – bo po 10 godzinie jest już mi ciężko ze starości :).

  3. KFC pisze:

    Kto by nie chciał zagrać u Foxa w Pendragona.. będzie musiał jak za starych czasów wynająć k4 MG do kampanii i prowadzić ją 20 osobom na 5 stołach 😀

    Też jestem za Morganą. W zimie raczej na tych stołach na dworze się nie pogra.. a de facto w domkach są tylko miejsca na 2 równoległe sesje. Chyba żeby grać na łóżkach w pokoju na pięterku…

  4. Maro pisze:

    Wyjazd jak zwykle na kozaku!!! Miejscówka urokliwa, choć miała swoje plusy ujemne 🙂 Chata Morgana jak najbardziej pasuje na październik bo sentymentalnie a i większego obcowania z ekipą brakowało. Co do sesji w czwartek – sweet 🙂 Pendragon – już się jaram, zwłaszcza przy tak „specyficznej” ekipie (biorąc pod uwagę granie honorowymi rycerzami…..)

    Wiec czekam do Października..

    We’re war boys! Fukushima kamicrazy war boys!

  5. karprpg pisze:

    Noe rozumiem o co kaman maro, mamy zarąbiste doświadczenie w graniu honorowymi rycerzami, nic nam tego nie odbierze, nawet jęki Foxa 🙂

  6. Zydy pisze:

    Wyjazd jak zwykle był świetny, to nie miejsce czyni a honorowi rycerze i inni a jakże.
    Podpisuję się pod wszystkimi punktami Trikiego: na pogodę chłodniejszą Chata zdecydowanie, poza tym sprzyja integracji. Do sesji już jesteśmy zapisani rozumiem :-), Witch Hunter, Rome i Pendragon. Ilość sesji również wolę dwie w piątek, od rana jedna; to że raz nie wstałem na przedostatnim wyjeździe to była wina wirusa ;-).

  7. Kevin pisze:

    Wyjazd był jak zwykle udany, ale prawdą jest też to, co piszecie – Chata Morgana zdecydowanie bardziej sprzyja integracji. Jeśli będzie wolna w październiku, to jedźmy tam. Co do grania, to jak najbardziej 3 sesje, obojętnie – w czwartek czy w piątek. Mam pasję Love (Pendragon) na 20 i też wydaje mi się, że na sesje jestem już zapisany (Rome&Pendragon) 🙂

  8. Chata Morgana bardziej integruje, jestem za Chatą. W sesjach tym razem dwie krótkie w piątek dały radę lepiej, niż się spodziewałem. Co do sesji, chętnie zagram w kontynuację kampanii Cthulhu Invictus u Sławka.

  9. smartfox pisze:

    Jęki Foxa zawsze były z rozkoszy, jak słuchał akcji rycerzy Zakonu Braci Mieczowych :). Co do Pendragona, kurcze kurcze, max. 6 graczy udźwignę, choć i to może być ciężkie. Priorytet mają gracze z CotAC, o ile chcą się bawić dalej w rycerstwo. Natomiast dobra rada, poczytać o Pendragonie. Tam jest sporo kostkowania, zarządzania własnym majątkiem, co roku tzw. Faza Zimowa, podczas której duuużo się kostkuje. Oprócz tego trzeba prowadzić zapis (majątku, rodziny, drzewa genealogicznego). Trochę roboty.

    Jak ktoś takich klimatów nie lubi, to się zanudzi. Przygody – chciałbym zmieszać trzy klimaty: klasycznego Pendraka (czyli opowieści arturiańskie rodem z średniowiecza), film „Excalibur” (tudziez ukochany „Robin of Sherwood”) oraz historię i klimaty bardziej realne (czyli to, co się działo na CotAC).

    Sam bym prowadził Pendragona, grał u Sławka (Cthulhu wymiata – ale Furiath, teraz będzie Dark Ages) i jak się da, pociągnął dalej komandosów na FATE.

  10. tsarpl pisze:

    Ojej, ale będę w poprzek! 😀

    – Wolę Sulistrowice!
    To prawda, że integracja jest łatwiejsza w Morganie, ale miejsca do grania jest więcej w Sulistrowicach zdecydowanie. Dodatkowo, to o wiele piękniejsze miejsce. No i jeszcze nie żartujcie, październik to nie zima.

    – Nie chcę do Smartfoxa!
    I tak będę musiał się z tym draniem potyczkować w moim Cthulhu. A idź chłopie nie chcę twojego Pendragona ;).

    – Mniej sesji w piątek!
    Chętniej zagrałbym w czwartek coś małego, w piątek tak żeby wieczorem zrobić jakąś całowieczorną integrację i w sobotę. Nie wiem jak z chłopakami dojeżdżającymi w piątek wieczorem :(.

  11. karprpg pisze:

    Październik to jak to się mówi „złota polska jesień”… Z wyjątkiem tych lat, kiedy jest -10 za dnia i sypie śnieg (ostatnio bodajże 2012. albo 2013) 🙂 Teoretycznie domki w Sulistrowicach są ogrzewane, ale jakakolwiek integracja na zewnątrz odpada. Nawet jeśli będzie ciepło za dnia, to ciemno (i zimno) robi się koło 19. Druga kwestia – podwójne wyrka. Nie to żebym się brzydził przytulić do Zydusia, czy Trikiego, ale jak nie ma takiej konieczności to podziękuję. Trzecia sprawa – choć dotyczy mnie pośrednio – przyjeżdżający dzień później płacą u Morganów o jedną noc mniej. Argument czwarty – ilość kibelków i pryszniców robi różnicę. Jeśli chodzi o jedzenie jest plus i minus – w Sulistrowicach jest normalna kuchenka i mikrofalówka, u Morganów jest opcja gotowych posiłków. Reasumując – powiedziałbym, że chętnie pojadę do Sulistrowic, jeśli będzie malutka ekipa, ale prawda jest taka, że wówczas i tak najpierw sprawdziłbym dostępność Białego Domu.
    Co do składu na sesjach – jest jeszcze sporo czasu, chciałbym tylko żeby zachować zdrowy rozsądek w ilości graczy u jednego MG, wczoraj o tym z Foxem rozmawiałem.
    Co do ilości sesji podoba mi się wariant prowadzenia w czwartek. Po kilku godzinach sesji – nawet bardzo fajnej – trudniej mi się ogarnąć i prowadzić od 20 do 2 w nocy. Na chwilę obecną bardziej przemawia do mnie rozpoczęcie sesji w piątek około 13-14 i późniejsza integracja.
    Pożyjemy zobaczymy.

    • smartfox pisze:

      Całość okay, ale co do integracji. Ja zazwyczaj mogę dojechać dopiero w piątek. To by oznaczało, że w przypadku integracji wypadam z jednej sesji, czyli tylko gram, nie prowadzę. Spoko, zmiana może być, ale ja w takim razie w piątek raczej bym grał (prowadził lub był graczem). Przyjeżdżam mimo wszystko głównie pograć, picie alko na drugim miejscu.

  12. senmara pisze:

    Chata Morgana, bo organizacyjnie nam bardziej pasuje. Jak wszyscy rycerze – chcę w Pendragona i tak, chcę własny majątek 🙂 Co do piątku, to może jednak jedna sesja i integracja?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s