Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz czternasty

Między bajki można to włożyć…

karp – Georg von Altruppin, komtur Georg von Altruppin

Kevin – Gottfryd Schmetterling, obiekt westchnień dziewic z połowy Europy i pogromca demonów

Maro – sierżant Uwe, to miano mówi wszystko, a nawet więcej

senmara – pani Blanka van Meer, która niebawem zmiecie trędowatych z powierzchni… komturii

Zydy – rycerz Marit von Zingvalda, łajdak, hulaka i zabijaka na wczasach pod gruszą

oraz Smartfox – jako gadający osioł, jednorożec, skrzydlaty pies, paw i banda trędowatych.

Wizyty Hermanna von Balk spodziewaliśmy się od przeszło roku, od tego też czasu staraliśmy się do niej właściwie przygotować. Co tu dużo mówić, byliśmy niemal gotowi, bo dla głowy zakonu najważniejsza była potęga militarna i finansowa, a tak z jednym jak i z drugim radziliśmy sobie bardzo dobrze. W półtora roku postawiliśmy murowany zamek, powiększyliśmy jego załogę, zażegnaliśmy kilka konfliktów z miejscowymi, zbudowaliśmy faktorię kupiecką, a handel z Hanzą kwitnie niczego sobie. W dodatku mamy obrotnych poddanych, płacących niemałe podatki. Oczywiście jest też kilka niedostrzegalnych niedociągnięć, po lasach ciągle włóczą się słudzy wilkacis, niemała część naszych poddanych (a nawet rycerzy) to poganie, a ci najlepiej płacący to Żydzi i heretyccy katarzy, do tego kilka nielegalnych interesów, w tym bimbrownia mająca rynek zbytu w Rydze… Cóż, nie bądźmy zbyt drobiazgowi i nie czepiajmy się szczegółów, wszak wszystko dla dobra zakonu.

Wieści o wizycie von Balka nawet nas ucieszyły, niestety nie były to jedyne informacje jakie do nas docierały i choć te pozostałe można było miedzy bajki włożyć, to powtarzały się z zastraszającą częstotliwością…

W naszej okolicy widziano latającego psa i to nie raz. Na targowiskach nieopodal pojawiał się gadający osioł. Sierżant Uwe uczciwie rozliczał się z kontrahentami, ba płacił im nawet premie. W lasach na terenie komturii pojawia się jednorożec. Ostatnia informacja doczekała się nawet dość nieoczekiwanego rozwoju, otóż zauroczona przywarami Schmetterlinga szlachcianka, niejaka Annike von Darn, zebrała sobie podobne młode damy i wyruszyła w odległą drogę do naszej komturii, aby odnaleźć jednorożca…

bajki_Amdusjas

Trudno uwierzyć, ale to właśnie bajkowe tematy zdominowały rozmowy z bardzo rzeczowym Hermannem von Balk. Tak się poskładało, że ojciec Annike von Darn to bardzo wpływowy człowiek, zatroskany o losy swojej ciut szurniętej córki, a nie inaczej jest z rodami pozostałych Dziewic Szmetterlitańskich. Cóż było robić. Dziewice, ku rozpaczy i niedowierzaniu załogi zamku trzeba było jak najszybciej odprawić i to najlepiej zanim dotrą na miejsce. Ba, trzeba było zadbać o ich bezpieczeństwo. Jako, że panny wędrowały rzeką, a stara miłość nie rdzewieje, po pomoc zwróciłem się do Staburadze. Wówczas jednak nastąpił ciąg niespodziewanych zdarzeń.

Staburadze poinformowała nas, że panny zniknęły, na brzegu rzeki pozostała jedynie pusta łódź. W stajni w naszym zamku osioł uciął sobie pogawędkę z rycerzem Maritem, a Schmetterling został zwiedziony na pokuszenie i podglądał kąpiące się niewiasty, co nijak do niego nie pasowało. Wobec wywracania się naszego świata do góry nogami, niewiele myśląc ruszyliśmy na odsiecz dziewicom. Udało się co prawda uratować tylko jedną, ale uzyskaliśmy informację, że pozostałe żyją, dowiedzieliśmy się też kto je porwał. Goście naszej komturii, trędowaci, których przyjęliśmy (no dobra ja przyjąłem) na naszych ziemiach.

bajki_samigina

Czasu na działanie było niewiele, musieliśmy się rozdzielić. Większość drużyny udała się do zamku, aby przygotować się w trybie natychmiastowym do wyprawy wojennej przeciwko zdradzieckim obrzydliwcom, a Schmetterling, jako najbardziej biegły w piśmie wyruszył do naszej skarbnicy wiedzy, do opata Arnulfusa i przeora Caspara.

Zasięgniecie wiedzy u benedyktynów było strzałem w dziesiątkę. Byliśmy ślepcami, którzy nie dostrzegli we własnym domu demonów i to nie byle jakich, a baronów piekieł. Amdusjas ukazujący się pod postacią jednorożca, gadający osioł Samigina, skrzydlaty pies Glasya-Labolas oraz zmieniający ludzi w ptaki, człowiek paw Andrealfus. Czterech wiernych pachołków Asmodeusza, których przyzwać musieli ludzie, a którzy to potrzebowali dwunastu dziewic, aby przywołać swego pana.

Wiedzieliśmy kto wezwał demony, wiedzieliśmy też, że brakuje im jednej dziewicy, którą udało nam się uratować. Zostawiliśmy Teklę pod strażą i ruszyliśmy zbrojnie przeciwko trędowatym, którzy jak się okazało nie próżnowali przez ostatni miesiąc. Ich siedziba znacznie się rozrosła, a w dodatku została okolona solidną palisadą. Na element zaskoczenia też nie mogliśmy liczyć, nasze przygotowania i drogę obserwowały ptaki, szpiedzy Andrealfusa.

Pod siedzibą trędowatych dowiedzieliśmy się, że mój sobowtór, prawdopodobnie odmieniony na moje podobieństwo przez Samaginę, podstępem wykradł mała Teklę. Wiedzieliśmy, że rytuał przywołania odbędzie się prawdopodobnie w innym miejscu, znowu byliśmy krok z tyłu. Zostawiliśmy nasze wojska pod dowództwem… Blanki van Meer. Zapewne kolejna mini-relacja da odpowiedź na pytanie na ile kobiety znają się na wojennym rzemiośle. Obyśmy mieli kim obsadzać mury zamku…

Po szaleńczej wędrówce przez lasy, przed świtem dotarliśmy do miejsca, w którym odbywał się rytuał. Z odległej o kilkadziesiąt metrów polany docierały nas śpiewy kultystów i przerażone głosy młodych kobiet. Na naszej drodze stanęły jednak wszystkie cztery demony, rzec by można remis, ale…

Priorytetem było uratowanie dziewic, w tym Tekli i przerwanie rytuału, bo z Asmodeuszem raczej nie mieliśmy szans. Nie mieliśmy czasu na walkę, Schmetterling ruszył samotnie dookoła, omijając demony, Georg i Marit ruszyli w dwójkę, starając się osłaniać jak najdłużej Gottfryda, a sierżant Uwe robił to co umie najlepiej, czyli zabawiał się w snajpera.

bajki_Glasya-Labolas

Jeden z demonów, Glasja-Labolas, widząc co się dzieje, stał się niewidzialny i ruszył wyeliminować Schetterlinga, po chwili i dwóch strzałach sierżanta Uwe wysłanych w jego stronę zmienił zdanie i ruszył w kierunku naszego snajpera. W czasie gdy nasza trójka ściągnęła na siebie uwagę wszystkich czterech demonów, nadszedł czas na epicki finał, w którym pierwsze skrzypce odegrał Gottfryd Schmetterling.

Polana, dwanaście nagich, skrępowanych dziewic, płonące pochodnie, cztery srebrne i miedziane pieczęcie, tuzin wznoszących szatańskie modły trędowatych kultystów, odgłosy nieodległej walki trzech bohaterów i czterech demonów. Na to wszystko wchodzi Schmetterling. Cały na biało.

Zakonnik zachował zimną krew, a przede wszystkim rozsądek. Parował tyle ciosów ile dał radę, ale atakując był zainteresowany tylko zniszczeniem pieczęci, raz jeszcze wycieczka do benedyktynów okazała się zbawienna. Sam zdołał zniszczyć pieczęcie i ledwo żywy doczekał odsieczy, bo każda pieczęć trzymała na Ziemi jednego z czterech demonów. Georg i Marit wkroczyli jak to się mówi w przedostatniej chwili, nie było miejsca na litość dla trędowatych, ale też żaden z nich o nią nie prosił.

Przy kolejnym spotkaniu dowiemy się od Blanki ilu naszych przeżyło walkę z trędowatymi, a potem wspólnie zastanowimy się gdzie postawić klasztor szmetterlitanek, bo po pokazie Gottfryda, raczej się od nich nie opędzimy.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Raporty z sesji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz czternasty

  1. smartfox pisze:

    „Cały na biało” 😀

  2. Zydy pisze:

    „dwanaście nagich, skrępowanych dziewic” do czegoś zobowiązuje 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s