KB#57: Technikalia

Przekraczanie granic moralnych / etycznych na sesji jakoś mnie ominęło. Z pewnością bierze się to stąd, iż zazwyczaj grywam ze znajomymi, w dodatku są to osoby dorosłe – bo ciężko powiedzieć, czy dojrzałe – które traktują gry fabularne jako fajną rozrywkę. Z kolei fajna rozrywka ma niewiele wspólnego z pastwieniem się nad współgraczem, który jest kumplem. Lubię sesje detektywistyczne, lubię jak jest akcja, jak się dzieje. Łzawe historie, cierpienie i ból egzystencjalny omijam szerokim łukiem, za dużo tego w życiu, żeby jeszcze na sesji dorzucać do pieca. Gust ze znajomymi mamy chyba zbliżony, bo ciągle bawimy się razem, a niesmak związany z jakąś sceną na sesji zdarzył mi się może ze trzy razy na krzyż.

kb2014popr

Do tematu bieżącego Karnawału postanowiłem zatem podejść nieco inaczej – bardziej dosłownie. Poniżej kilka moich przemyśleń na temat różnych granic.

Rozmiar ma znaczenie

A dokładnie rozmiar grupy, w której gram / prowadzę. Optymalny skład ekipy na sesję to dla mnie prowadzący plus trzech, czterech graczy. Czasami wychodzą fajne sesje dla dwóch graczy, ale muszą to być osoby aktywne, angażujące się w scenariusz. Zdarzało mi się prowadzić solówki, ale obecnie wolałbym pograć w karciankę, czy planszówkę. Chyba po prostu za dużo energii wkładam w przygotowanie się do sesji. Z drugiej strony raz prowadziłem dla dziesięciu osób, a przez dłuższy czas regularnie dla siedmiu – ośmiu. Choć wspominam to całkiem miło, to umówmy się – Mistrz gry nie ogarnia siedmiu graczy, albo inaczej – ja nie ogarniam. Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć po sesji dla ośmiu osób, że wszystkim poświęciłem czas, że wykorzystałem wątki poszczególnych postaci, ba że zapamiętałem ich imiona. Sensowny rozmiar, to pięciu graczy i to jest pierwsza granica, której od dawna staram się nie przekraczać.

Długość ma znaczenie

Słyszałem kiedyś od znajomego, o sesji która trwała coś koło trzydziestu godzin. Łał! Trzydzieści godzin – no współczuję. Ludzie po takiej ilości godzin bez snu żyją, ale niekoniecznie przejawiają tego oznaki, zwłaszcza jak długo siedzą przy stole, nie dajcie bogowie w półmroku – bo przecież jest klimat. Najdłuższa sesja, którą prowadziłem miała osiemnaście godzin i była połowę za długa. Na początku miałem siedmiu graczy i tyleż postaci, na końcu postaci cztery, ale przytomnych graczy w porywach trzech, bo nie wiem czy zombie się liczy. Jeśli sesja trwa powyżej dziesięciu godzin, gracze czują chyba przede wszystkim znużenie. Nawet „trup” czy dwa niewiele tutaj zmienia. I choć na wyjazdach erpegowych zdarzają nam się długie sesje, to w międzyczasie na porządku dziennym są godzinne przerwy na posiłek, albo na przewietrzenie się.

Granica, której nie dostrzegam

Gdy zaczynałem grać w rpg, wystarczała nam zwykła kartka (kserowana karta postaci to był luksus), długopis i kości (z którymi też bywało różnie). Często robiliśmy „chodzone” sesje w terenie, taki spacerek z żołądkową gorzką w kieszeni i przystankami na turlanie kośćmi, jak była akcja. Potem doszły rekwizyty: liściki, zagadki, butelki, monety, a na bogato backgroundbooki do Młotka. Natomiast moje zamiłowanie do gadżeciarstwa bezlitośnie obnażyło Savage Worlds. Na komfortowej dla mnie sesji korzystam z: kompletu kości, podstawki, podręcznika z settingiem, kart postaci, kart inicjatywy, talii przygód, mapki taktycznej, sztonów pokerowych, sterty figurek (to już cała walizeczka) oraz notebooka, który jest głównie odtwarzaczem muzyki. Spacerek? Wolne żarty. Do Krzyżowca dołożyłem jeszcze jedną (normalną) talię kart dla czarodzieja oraz kartę drużyny. Ostatnio zacząłem prowadzić Weird Wars Rome i zamówiłem boxa „małych Rzymian”… Boję się. Cholera, nie widzę granicy i gdzieś tam pod skórą czuję, że już ją przekroczyłem.

Granica, której nie ma

Czyli wiek. Rok temu wracałem z kumplem z wyjazdu erpegowego, to był bardzo udany weekend łupania w gry fabularne. Jako, że miałem akurat czterdziestkę na karku, zaczęliśmy się głośno zastanawiać, jak to będzie za dziesięć lat? Nadal będziemy wyrywać z domu na wesołe weekendy z kostkami w kieszeni? Z pięćdziesiątką na karku? Odpowiedź była banalna – gdyby ktoś dziesięć lat temu zapytał nas, czy będziemy grali po czterdzieste, pewnie też byśmy się zastanawiali. Tymczasem nie ma nad czym. Za dziesięć lat zamiast do agroturystyki będziemy jeździć do hotelu i turlać kostki na małych pływających w basenie tacach ze szkocką, a za kolejne ćwierć wieku spotkamy się na sesji siódmej edycji Młotka, albo D&D w jakimś miłym sanatorium. Czego sobie i wam życzę.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Karnawał blogowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „KB#57: Technikalia

  1. Git Games pisze:

    Fajny wpis.
    Mojsze:
    -sesja to fajna zabawa dla 2-4 osób. SnRZR dla dwóch osób to była świetna sprawa. W ogóle prowadzenie dla 2-3 dobrych graczy jest lepsze od bicia rekordów, wątpię cy chciałoby mi się prowadzić dla 8.
    -graliśmy kiedyś całe święta, zapewne w nic ciekawego skoro nie wiele pamiętam (bo te dobre przygody raczej zapamiętuję).
    1-2 w nocy to max.
    Handouty lubię i fakt – nad potokiem kiepsko się prowadzi, kiedy piwa są w wodzie, mapy na pniaku, a listy popłynęły.
    Wręczenie tabletu jest gorsze od przysłowiowej „kartki z kawy”, telefon od kostek, piwo od miodu (nie pamiętam już kiedy grałem w DP).
    A wiek?

  2. Enc pisze:

    Dzięki Karpiu, bardzo fajny wpis.

    Ciekawe, że z tymi rekwizytami mam zupełnie odwrotnie – pewnie po części to wina tego, że gram przez bioprądy 😉 Kilka lat temu chciało mi się wpasowywać muzykę, robić własnoręcznie karty postaci, drukować pomoce, oblewać kawą papier… Teraz czasu jakoś mniej. Cud, że udaje się spisać przygodę (ostatnio wyleczyłem się z mocno improwizowanych sesji).

  3. mrufon pisze:

    „Boję się” – to najlepsze podsumowanie tej pogoni za gadżetami. Też na to cierpię, choć może nie aż w takim wymiarze jak Ryba.
    Wpis świetny, bo dokładnie tak samo wszystko odbieram.
    Te spacery z żołądkową tośmy opatentowali przed paru laty. Trademark starej ekipy.

  4. Misiołak pisze:

    Mam tak samo jak ty 🙂 Tylko nigdy nie zastanawiałem się nad granicą wieku. Dlaczego miałbym rezygnować z czegoś co daje mi frajdę?

  5. karprpg pisze:

    @ Encu
    Oblewać herbatą to mi się nie chce, podobnie jak malować figsy, zabawki kupuję gotowe. A o bioprądach kiedyś gdzieś rozmawialiśmy, jakoś tego nie czuję – choć oczywiście mogę żyć w nieświadomości – dla mnie kontakt z ludźmi też jest tutaj ważny.
    @ Mruf – SW odkryło wszystkie moje gadżeciarskie zapędy 🙂 Trademark starej ekipy… Balsam pomorski? Oczywiście na skołatane nerwy 🙂 Żołądkowa to klasyk klasyków 🙂
    @ Misiołak – Z tym wiekiem jest trochę tak, jak w linku Borejki powyżej 🙂 Jeździmy i gramy sobie po agroturystykach, wierz mi na słowo, ludzie (czasami w moim wieku) bardzo różnie reagują na stare konie z żołnierzykami… Poza tym siedzieć do rana i gadać? Tak na (prawie) trzeźwo, bez upicia się w sztok, bełkotania, itp.? Dziwadła. Choć fakt, coraz mniej mnie to obchodzi.

  6. Senmara pisze:

    Podoba mi się takie podejście do grania w wieku emerytalnym 🙂 Jakiś czas temu z naszą ekipą obgadywaliśmy motyw domu dla seniorów, którzy turlają kostki, grają nastolatkami (albo i nie) i ogólnie mają pomysł na wykorzystanie godzin wolnych. Ostro dyskutowana wersja alternatywna zakładała wypasione kompy i grę w sieci aż do chwili, gdy okaze się, ze jeden ze współgraczy zszedł szczęśliwy tydzień wcześniej i nikt tego nie zauważyl (w czasie długiej sesji rpg też jest to możliwe).

  7. Zientol pisze:

    Miodny wpis.
    Czasami też zastanawiam się nad wiekiem i grami. Tyle że ja chcę do końca grać. Szczęściem by było, gdybym jako emeryt mógł pojechać do sanatorium na motocyklu, spotkać się z taką ekipą jak na spotkaniu w agroturystyce, w którym notabene zasmakowałem. Smartfox jeszcze by dodał, że w przerwie na lekarstwa bym pielęgniarki wyrywał, ale jemu nie wierzcie.
    Senmara – myślę, że za kilka lat takie domy mogą być rzeczywistością. Może nie u nas, ale w Stanach już pewnie są zajęcia dla staruszków z kolejnej edycji D&D.

  8. jadowy pisze:

    „Dom Spokojnego RPG-owania”, przyjmują od 66+ 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s