Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz trzynasty

Krwawe gody

Kevin – Gottfryd Schmetterling, rycerz zakonny o czystym sercu i gładkim licu

karp – Georg von Altruppin, kryształ moralności, ostoja uciśnionych, po prostu komtur

Maro – sierżant Uwe, wzór cnót rozsądnie dobranych

senmara – pani Blanka van Meer, umiarkowanie zła kobieta

Zydy – rycerz Marit von Zingvalda, ciut śpiący nie-królewicz, pojedynkowicz pierwszej wody

oraz Smartfox – bezimienny demon, kilku rycerzy nazwanych, moczymord, cwaniaków oraz Tekla.

Trzynasty epizod naszych zakonnych zmagań stał się zupełnie z Nienacka (jak rycerz Spytko). Ot, Mistrz gry dał nam ciut swobody, a my postanowiliśmy urządzić najlepszą imprezę w sąsiedztwie wielu mil – co biorąc pod uwagę owe sąsiedztwo wielce trudne nie było.  Przygotowania do ślubu Agnis van Meer i Olivera przebiegły na tyle skrzętnie, że wyszedł z tego całkiem zgrabny scenariusz, okraszony opowieścią o zemście.

Na terenie naszej komturii, gdzie oprócz rdzennych mieszkańców i vilkacis są także katarzy i Żydzi sefardyjscy, a teraz pojawili się trędowaci. Kawałek ziemi – wbrew radom sierżanta Uwe – otrzymali nie tyle z dobrego serca, co w celu odstraszenia Łatgalów, Litwinów i innego tałatajstwa. Wśród trędowatych znalazł się niejaki Sigismund von Gotting, znajomy z dawnych lat, obecnie znany jako Frater Ollo, a prowadził ich Brat Andreas. Do kolonii nieszczęśników wrócimy (uzbrojeni po zęby) w kolejnym epizodzie.

Przygotowania do ślubu – i wesela – trwały w najlepsze. Pełne ręce roboty miała Blanka, ale i rycerze zakonni potraktowali imprezę jako inwestycję w przyszłość. W nasze jakże gościnne progi zjechało się niemało gości, więc należało się dobrze przygotować do ich godnego podjęcia. Podatków nie podnieśliśmy, ot trzeba je było jedynie skrzętnie zebrać. W jednej z wsi sierżant Uwe trafił nawet na namiastkę bimbrowniczej konkurencji, ale po krótkich negocjacjach śliwowica Vetalvy Viskusa stała się jednym z produktów oferowanych przez skromne konsorcjum Uwe & Co.

Na weselu pośród pijusów, najemników, cyrkowców, kupców, pasowanych rycerzy i niedźwiedników, pojawił się także francuski rycerz Vulfoiac de Creusot. Nic by w tym nie było dziwnego, ani złego, lecz ów człek miał dawny, nieco skrywany rankor do „naszego” truwera Raimbauta de Vaiqueras. Było to o tyle frustrujące, że ten lalusiowaty nicpoń w końcu mógł się przydać, a tu lamenty, pyskówki, a nawet próba ucieczki.

Na to, że z szanownym Vulfoiaciem de Creusot jest coś nie tak, pierwsza wpadła Tekla. Obdarzona nadnaturalnymi zdolnościami dziewczyna po prostu w ogóle nie widziała rycerza, który pozbawiony był duszy. Jako, że wesele trwało w najlepsze, postanowiliśmy wziąć „diabła” podstępem.

Jako jedną z atrakcji około-weselnych zaproponowaliśmy turniej rycerski, Georg i Gottfryd nie mogli wziąć udziału, nie bardzo wypadało, ale Marit von Zingvalda to co innego. Gość zakonu w pierwszej rundzie dość srodze poturbował Spytka z Nienacka, w drugiej Dąbałę z Pacierza, a w finale miał się spotkać z nikim innym jak z Vulfoiaciem de Creusot. Georg jako gospodarz ziem, na których miejsce ma wesele, wystąpił przed walką i pobłogosławił (mechanicznie korzystając ze swych zaklęć) broń obydwu walczących. Vulfoiac próbował wziąć poświęconą broń, ale wyczuł jej aurę i oddał zwycięstwo bez walki. Niby nic, a jednak…

Po krótkiej rozmowie z Raimbautem de Vaiqueras, nakłoniliśmy truwera do sprowokowania rycerza. Wyszło łatwiej niż się spodziewaliśmy – i dużo szybciej. Przy pomocy noża myśliwskiego Vulfoiac obciął bardowi rękę, a chwilę potem drugą. Skuliśmy rycerza łańcuchami, ale na ładne pieśni i potańcówkę nie można było już liczyć.

Vulfoiac wyznał nam wszystko bez oporu – co miał zrobić już się dokonało. Raimbaut de Vaiqueras przed laty uwiódł i zamordował (choć w niefortunnym wypadku) jego młodszą siostrę. Rycerz oddał duszę diabłu, aby móc dokonać zemsty. Bard został pozbawiony obu dłoni, a dzięki zadanym przez Vulfoiaca ranom, duch jego siostry miał już zawsze nawiedzać barda. Rycerz zaś miał oddać diabłu nie tylko duszę, ale i ciało – o północy.

Nie godziliśmy się na odbieranie przez demona czegokolwiek z terenu komturii, więc przed północą zabraliśmy i rycerza i barda na pobliski cmentarz, wszak to poświęcona ziemia. Demon pojawił się o północy, dostał bęcki, ostatnie słowo należało bodajże do Blanki van Meer. Jeśli pamięć mnie nie myli, to także Blanka wepchnęła zakłamanego truwera w rozpadlinę, która powstała po wyjściu demona na powierzchnię. Vulfoiac de Creusot nadział się na miecz Georga, bardzo tego nie chciałem, ale kości zadecydowały inaczej.

Nie wiem zatem czy ktoś wygrał, poniekąd czułem, że trochę wszyscy przegrali.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Raporty z sesji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz trzynasty

  1. smartfox pisze:

    Mistrz Gry wygrał 🙂

  2. Senmara pisze:

    Nie zgadzam sie z przypięciem łatki umiarkowanie złej kobiety. Pilnuję zasad, porządku i tego, żeby wszyscy do kościoła chodizli przykładnie oraz o postach pamiętali.

    • karprpg pisze:

      Łatka zostanie odpruta jak tylko na czele naszej małej armii naklepiesz tym przebrzydłym, pokrytym wrzodami, sługusom zua – czyli bardzo niedługo 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s