Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz dwunasty

Gość w dom, Bóg w dom, a żarcie diabli wzięli (i święty spokój też)

Kevin – Gottfryd Schmetterling,

karp – Georg von Altruppin,

Maro – sierżant Uwe,

senmara – pani Blanka van Meer,

Zydy – rycerz Marit von Zingvalda,

oraz Smartfox – jako banda krzyżowców i pohańbiona, martwa zakonnica (w tej roli wyjątkowo przekonywujący).

Pisanie raportów z sesji cztery miesiące po jej rozegraniu sens ma umiarkowany, ale po pierwsze primo obowiązek kronikarski, po drugie primo ostatni scenariusz był wątkiem pobocznym, po trzecie primo lepiej późno niż nigdy, a po czwarte primo mam ściągawkę od MG, co prawda sprzed trzech mięsiecy, ale niech tam.

Dwunasty epizod kampanii rozegraliśmy w czasie lutowego EVILA, nasza krzyżowa przygoda ma już półtora roku. Temat przewodni Smartfox zaczerpnął z Kronik braciszka Cadfaela, zgrabnie obrobił i wyszedł nam jeden z sympatyczniejszych epizodów naszej sagi. Było śledztwo, tajemnica, niemili goście, odrobina mordobicia i honorowy pojedynek. Ale po kolei.

Początkiem zimy Blanka van Meer zaplanowała ślub Agnise van Meer (pokrewieństwo ze strony zmarłego męża) z Hunold von Urner, szlachcicem zamieszkującym na terenie naszej komturii.Orszak panny młodej dotarł do nas jednak mocno poszarpany, a co gorsza jako zwiastun wpadł w nasze progi pokrwawiony braciszek Oswin, młody sympatyczny mnich, prywatnie adept bimbrownictwa u sierżanta Uwe. Oswin doznał szoku na skutek swych ostatnich przeżyć, łkał i krzyczał, iż zabił i to w dodatku „ją” , na domiar złego krew nie należała do niego…

Rozpoczęliśmy dochodzenie, dość szybko trafiliśmy na ślady pozostałości orszaku, w tym brata niedoszłej panny młodej Christopha, a wieści, które od niego usłyszeliśmy nie wróżyły niczego dobrego. Dowódca świty Agnise,  kapitan Renard i wierni mu ludzie zostali zamordowani przez niejakiego Le Gaucher, renegata, który zbuntował resztę jego podwładnych. Co gorsza Le Gaucher to nie byle pętak, a weteran walk Ziemi Świętej, który z dwoma tuzinami najemników czuje się bezkarny i zamierza zgarnąć łatwy łup na ziemiach naszej komturii.

Naszym sprzymierzeńcem była zimowa aura. Wyraźne ślady w śniegu dość szybko pozwoliły pozbierać poszczególne elementy układanki, gorzej było z dopasowaniem poszczególnych puzzli do siebie właściwą stroną. Odnaleźliśmy zwłoki młodej pohańbionej kobiety, do końca nie mając pewności, kim jest: Agnise, czy jej opiekunką, zakonnicą Roswithą, ani kto dokonał zbrodni – ślady wskazywały na jedną osobę, a nie bandę najemników. Kolejnym kawałkiem układanki był Oliver, dobrze wyszkolony półkrwi Syryjczyk, syn chrześcijańskiego rycerza. Wszystkie znaki wskazywały też na to, że banda Le Gauchera dotarła do włości Hunold von Urner, skąd oddaliła się bez walki. W końcu odnaleźliśmy i Agnise, która niestety śledztwa delikatnie mówiąc nie ułatwiała, a nad Oswinem już kołysał się szubieniczny sznur.

Najpierw postanowiliśmy pozbyć się większego problemu. Skrzyknęliśmy siły zakonne, nie było nas wielu, dwóch rycerzy zakonnych Georg i Gottfryd, rycerz Magrit, doświadczony sierżant Uwe i nieco ponad tuzin naszych knechtów, wspieranych przez łuczniczkę Blanka van Meer, Olivera oraz naszego wasala Yves’a de Lagnac i trzech jego ludzi. Plan był prosty i powiódł się w stu procentach. Ludzie Le Gauchera stacjonowali w niewielkim wąwozie. Łucznicy z Uwe i Blanką ostrzeliwali ich z góry, a ciężka kawaleria „przejechała się” przez środek wąwozu od straży przednich do samego końca. Dzięki zaskoczeniu straty były minimalne, a łupy w postaci zbroi, broni i wierzchowców naszych przeciwników nagrodziły nasz trud.

Po kilku perypetiach udało się też rozwikłać kwestię zabójcy i gwałciciela. Okazał się nim być… nasz wasal Hunold von Urner, człek dość podły i tchórzliwy, a wiec nijak nie pasujący do ziem naszej komturii, który na dodatek stracił poparcie nawet własnych najemników. Główszczyzna za zakonnicę zdecydowanie nas nie satysfakcjonowała, sprawę postanowiliśmy rozwiązać w inny sposób, a mogliśmy, gdyż zamordowano nie zwykłą chłopkę, a kobietę, która ofiarowała swe życie Bogu.

Do zamku von Urnera po prostu weszliśmy, straże nawet nie starały się nas powstrzymać, a winowajca wobec przytłaczających dowodów niespecjalnie próbował się bronić przed odpowiedzialnością, a jedynie przed karą. Jako osoba sprawująca władzę w komturii podjąłem dwie decyzje. Pierwsza – będzie miał miejsce Sąd Boży, winę mordercy oceni Bóg, który dopomoże zwycięzcy pojedynku, tu reszta drużyny zgadzała się w pełni. Następnie wyznaczyłem na osobę stającą do pojedynku przeciwko Hunoldowi von Urner… Olivera, którego uprzednio pasowałem rycerzem, a w konsekwencji zwycięstwa dałem mu we władanie lenno zakonu, czyli zamek von Urnera. Ba, ślub też się odbył, gdyż Agnise była ślepo zakochana w Oliverze, a ów odrzucał jej uczucie ze względu na to, że minie myśleć logicznie i wie, iż mezalians nie wchodził w rachubę. Ale skoro był już panem na zamku…

Druga decyzja komtura nie przypadła do gustu Magritowi oraz sierżantowi Uwe, który w wersji naburmuszonej był bardzo pocieszny. Z mojego punktu widzenia decyzja wypadła dobrze na kilku płaszczyznach. Raz – zrobiła się fajna opowieść o honorowym mieszańcu, który dzięki prostym zasadom i względnej uczciwości stał się pasowanym rycerzem z własnym zamkiem. Dwa – mam nadzieję, że zyskaliśmy lojalnego wasala, sporo nam zawdzięcza i mam nadzieję, że będzie o tym pamiętał. A wasal będzie nam potrzebny, choćby po to, żeby uregulować stosunki z rodziną von Urner. Do kompletu – mamy szczęśliwe małżeństwo, z jednej strony daje ono zaplecze w postaci wsparcia rodu van Meer, z drugiej Blanka dała rodzinie to co obiecała, czyli zięcia z zamkiem w Inflantach. Trzy – fabularnie nie chciałem rozdzielenia drużyny (stąd Oliver), a już na pewno nie zrezygnowałbym z wiernego sierżanta Uwe.

Kolejna sesja w następny piątek, a na zakończenie krótka lista płac postaci drugoplanowych, żeby można było się łatwiej orientować w sytuacji:

Przyjaciele, wasale, ludność naszych włości:

Opactwo benedyktynów: opat Arnulfus, przeor Caspar i nasz ulubieniec Oswin

Aschkere: Guido – ponoć jeszcze mnich, ale już trochę żerca,

Oliver i Agnise von Meer – wasale z ostatniej przygody,

Albigensi – Yves de Lagnac rycerz, nasz wasal i opiekun trzódki, Phellipe d’Aurillac – kupiec, który przewodzi albigensom

Adalwolf – wysiedleniec z Rygi, który osiadł w komturii

Truwer Raimbaut de Vaiqueras – obecnie we włościach Blanki van Meer

Izaak i jego mała, acz zasobna żydowska gmina

Herman von Balk – głowa zakonu, człowiek który chce zasadniczo tego co my i dotrzymuje danego słowa

Wrogowie:

Rodzina von Urner – cóż, po kościach się to raczej nie rozejdzie

Vilcacis – finał się zbliża

Legat papieski, który delikatnie mówiąc nam nie sprzyja

oraz kilka tysięcy otaczających nas Bałtów. Będzie dużo punktów doświadczenia 🙂

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Raporty z sesji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s