Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz jedenasty

Jak to zakonnicy zastali drewniane, a chcieli zrobić murowane

Kevin – Gottfryd Schmetterling, doktor Motyl i rycerz Gottfryd

karp – Georg von Altruppin, komtur

Maro – sierżant Uwe, myśliwy, specjalizacja vilkais

senmara – pani Blanka van Meer, perfekcyjna pani zamku

Zydy – rycerz Marit von Zingvalda, rębajło i hulaka

oraz Smartfox – skamlący jak vilkacis postrzelony z kuszy, ryczący jak velni z mieczem w trzewiach, piszczący jak vilkacis z odrąbaną łapą oraz uciekający z podkulonym ogonem. Jak to vilkacis.

Skoro Archeraden stało się naszym domem, postanowiliśmy doprowadzić do jak najszybszego rozwoju gospodarczego oraz militarnego naszej siedziby. Potrzebujemy bezpieczeństwa i dobrego zaplecza, aby w miarę naszych możliwości nie dopuścić do powtórki spod Szawli. Kilka wioseł Bałtów i jedna żydowska to niewiele, zwłaszcza jeśli trzeba je chronić dwudziestoma ludźmi, a zagrożeń nie brakuje.

Na szczęście ekonomicznie kilka spraw przybrało dość korzystny dla nas obrót. Nawiązaliśmy całkiem dobre kontakty ze znajdującym się na naszych ziemiach opactwem Benedyktynów. Poznaliśmy naszego sąsiada i wasala Hunolda von Urner, a Blanca van Meer planuje jego ślub z krewniaczką swojego zmarłego męża Agnes van Meer (o tym następnym razem). W zwiazku z przygotowaniami do zaślubin, na naszych ziemiach pojawiło się sporo tałatajstwa, o ile z cyrkowcami poszło szybko (Macie niedźwiedzia? Tak. To wypier…) o tyle na dłużej zagościł trubadur Raimbaut de Vaiqueras. Biorąc jednak pod uwagę charakter jego pieśni i umiejętności strzeleckie sierżanta Uwe, problem raczej szybko się rozwiąże.

Obrazek

Pewnego dnia na naszych ziemiach zagościła przeszło licząca przeszło sto osób grupa pielgrzymów, szukających miejsca na osiedlenie się. Prowadził ich doświadczony rycerz Yves de Lagnac wraz z trójką zbrojnych ludzi. Szydło rychło wyszło z worka, „pielgrzymi” okazali się katarami…

Obrazek

To był twardy orzech do zgryzienia, z jednej strony kolejny wasal i kilkudziesięciu rzemieślników, będących żyłą złota to czysty zysk, z drugiej mamy jednak strony mamy świadomość, że wieści szybko się rozchodzą, a nasze kontakty z biskupstwem w Rydze mogą na tym mocno ucierpieć. Po krótkiej naradzie zgodziliśmy się, wszak do Rygi daleko, a w razie czego szybko zrobi się porządek.

Obrazek

Gdy już wszystko – włączając w bimber sierżanta Uwe – zaczęło dobrze wyglądać, przypomnieli o sobie nasi starzy (niezbyt) dobrzy znajomi, którym wybitnie nie w smak nasze umacnianie się.

Zaczęło się niewinnie, od głupich żartów i drobnego sabotażu. Dość szybko zorientowaliśmy się, że stoją za tym pukis – opiekuńcze duchy Bałtów. Jednak biorąc pod uwagę częstotliwość i charakter ich działań, byliśmy pewni, że ktoś nimi kieruje. Podejrzewaliśmy wiedźmę, ale dość szybko doszły nas wieści, ze w pobliskich lasach pokazały się „diabły”, velni, z którymi mieliśmy już do czynienia, słudzy Vilkacis.

Postanowiliśmy uprzedzić atak wroga i przygotowaliśmy małą, ale silą grupę, która ruszyła mu na spotkanie. Georg, Gottfryd, Uwe, Marit, Blanka, mała Tecla i dwóch tropicieli. Na ślady bestii trafiliśmy dość szybko i ruszyliśmy wgłąb lasu. Gdy trop się rozdzielił, ryzykując pułapkę, ruszyliśmy dalej. Velni faktycznie zastawili na nas sidła, ale nie takie jak się spodziewaliśmy. Mały oddział diabłów odciągał nas jak najdalej od zamku, w końcu dopadliśmy go i rozbiliśmy, tracąc jednego tropiciela. ale nie zdążyliśmy do Ascheraden przed atakiem głównych sił wroga. Nasi ludzie pozbawieni dowództwa dali się podejść i gdy zbliżyliśmy się do fortu, walki trwały już za murami.

Kilkunastu velni pod wodzą jednego vilkacis rozpoczęło plądrowanie i nierówną walkę z naszymi ludźmi, których morale było bardziej dziurawe niż nasze przebudowywane mury. Jednak powrót zakonników dodał im otuch i przechylił szalę zwycięstwa na stronę obrońców. Vilkacis został ciężko raniony przez Uwe i dobity przez Georga, ale na jego zew odpowiedziało trzech braci, którzy w zastraszającym tempie zaczęli zbliżać się do Ascheraden. Wówczas okazało się jak dobrą inwestycją była „zakupiona” przez Uwe ciężka kusza i bełty o srebrnych zakończeniach.

Obrazek

Dwie bestie padły, trzecia ranna w łapę zdołała umknąć. Nie mieliśmy sił, ani ludzi, ani… punktów mocy aby ją ścigać. Kolejny raz obroniliśmy nasz Ascheraden, który na dobre stał się naszym domem.

Mamy mury, a za cztery sezony, czyli okrągły rok, powinniśmy dorobić się całego Ascheraden z kamienia. Budujemy na wyspie wieżę ochronną dla wieśniaków, umacniamy kasztel Blanki, nasza faktoria znacznie się rozrosła, a niebawem powinniśmy doczekać się pierwszych zysków z pracy rzemieślników. Jest nieźle.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s