KB#52: Wywiad z Maciejem Reputakowskim

W ramach 52 edycji Karnawału Blogowego zatytułowanej Serwis, forum, fanzin, postanowiłem porozmawiać z byłym redaktorem naczelnym serwisu Polter, Maćkiem „repkiem” Reputakowskim. Zapraszam do lektury.

repek1

karp: Jak w kilku zdaniach opisałbyś Polter osobie, która nigdy o nim nie słyszała?

repek: Zerknąłem najpierw na hasło, które przygotowujemy w Wikipedii, ale spróbuję krócej: portal dla miłośników fantastyki, z działami poświęconymi grom, książkom, komiksowi i filmowi. Do tego platforma blogowa. Miejsce do poczytania i podyskutowania. I tworzenia własnych tekstów, jak ktoś ma ochotę i umiejętności.

Lubisz dyskusje na Polterze?

A kto nie lubi?

O przykłady nie trudno, raz po raz ktoś trzaska internetowymi drzwiami i z hukiem opuszcza gościnne łamy serwisu. Narzekania na zamordyzm moderacji też zdarzają się wcale rzadko…

Pytałeś o dyskusje – lubię dyskusje. W trollerkach staram się nie uczestniczyć i każdemu to polecam, bo hasło „nie karm trolli” nigdy się nie zestarzeje. Co do „trzaskania drzwiami” rozumiem, że mówisz o blogerach, nie o redaktorach lub aktywnych użytkownikach serwisu. Ci zazwyczaj po prostu przestają pisać, bo nie mają czasu lub pojawiają się inne priorytety. Co do użytkowników, to czasem takie przypadki się zdarzały, ale to „raz po raz” jest nieco na wyrost. Policz, ile było takich ostentacyjnych notek blogerów w tym roku. Jeśli chodzi o moderację, to polecam wątek o banach na forum. W całym roku 2013 poszły – z tego co widzę – 2 perm bany i ok. 10 na 3 dni. Dawno też już przestaliśmy ingerować w treść komentarzy na blogach.

Nie sądzę też, by gower (czyli koordynator społeczności) był zamordystą. Każda osoba, która otrzymała bana, była wcześniej proszona, by nie łamać regulaminu. A bany dajemy zazwyczaj za jedną i tę samą rzecz – obrażanie innych użytkowników.

Fakt, redaktorzy i większość użytkowników wychodzą raczej po cichutku, jak ostatnio Ignacja, czy Jade, która ładnie się pożegnała. O ile rotacja userów nie boli, o tyle redaktorów raczej tak. Właściwie ile osób po zmianach z lipca ma redakcja Poltera?

Nie mówmy zatem o userach, bo tych co miesiąc przychodzi i odchodzi po kilka tysięcy, ale o aktywnie komentujących osobach, które dodają notki na blogach. Jedni robią wokół siebie zamieszanie, inni nie. Rotacja szefów i szefowych działów była zawsze i zawsze będzie. To czasem boli, bo trzeba szukać nowej osoby w miejsce sprawdzonej. Poza tym miło robi się serwis ze sprawdzonymi, lubianymi ludźmi. Jade dała mi znać, że czas na Poltera jej się skończył, jakieś trzy miesiące wcześniej. Dzięki temu mogliśmy poszukać spokojnie kogoś na zastępstwo. To naturalna kolej rzeczy na Polterze. Ścisła redakcja, w obecnej formule Poltera, składa się aktualnie z koordynatorów działów i ewentualnie zastępców. Do tego kilkanaście osób robi bardzo dużo i funkcjonuje tak, jak kiedyś redaktorzy.

Pamiętasz kiedy ostatnio zdarzyło Ci się dyskutować merytorycznie na Polterze? Co było tematem dyskusji?

W ostatnich miesiącach nie bardzo mam luksus uczestniczenia w dyskusjach na Polterze dla przyjemności (nie liczę wszystkich wątków poświęconych BNP). Czytam, o czym rozmawiają ludzie i rzucam plusiki. Sam nie bardzo mam czas, by włączać się w dłuższe dyskusje pod ciekawymi notkami blogowymi, chociażby Karczmarza czy mr_monda. Poza tym, nie ukrywam, należę do tego pokolenia erpegowców, które ma już dość wyrobione zdanie na większość tematów. Rzadko trafiają się dyskusje, które mnie wciągają. Za to niezmiennie ciekawe jest czytanie, co sądzą na pewne tematy ludzie.

Fajnie, że padło określenie „epregowiec” – czy Polter to serwis dla erpegowców?

Pytałeś o dyskusje. Te większe na Polterze dotyczą albo RPG albo… Poltera (ludzie, a erpegowcy w szczególności, lubią rozmawiać o sobie, to normalne). Zdarzają się też dyskusje na Książkowym, ale rzadziej, podobnie na Filmie – ale to musi wynikać z tytułu filmu. Polter nie jest serwisem tylko dla erpegowócw, ale oczywiście to fani RPG najmocniej kreują tutaj nowe dyskusje na blogach. Blogosfera Poltera jest w sumie erpegowa. Wiadomo też, że w części tematów, którymi się zajmujemy, istnieją popularniejsze serwisy. Przykładowo, komiksiarze pewnie zawsze będą dyskutować na Gildii albo – jak wszyscy – na Facebooku, gdzie przeniosła się masa rozmów.

Powyżej wspominasz o kilku tysiącach userów, nie mam pojęcia kim oni są, ludzie których kojarzę z Poltera, obojętnie czy sprzed kilku lat czy obecnie, to erpegowcy. Nie masz wrażenia, że osoby spoza kręgu fanów gier fabularnych trafiają na serwis z przypadku? Do kogo właściwie kierowany jest Polter? Do fanów fantastyki ogółem, czy do erpegowców?

Te tysiące czy setki to mogą być zupełnie przypadkowe wejścia. W końcu UU miesięcznie jest około 100-140 tysięcy. Dlatego staram się uściślić, by mówić o aktywnych użytkownikach, którzy komentują. Albo dodają jakiekolwiek treści – newsy, noty, artykuły, a także notki blogowe – bez względu na ich wartość merytoryczną.

Polter jest kierowany do wszystkich miłośników fantastyki. I ci fani tutaj wchodzą, czytają, biorą udział w konkursach. Gdyby było inaczej, dział Książki nie byłby od lat najpopularniejszym działem tego serwisu, a wydawcy książek nie współpracowaliby z nami na taką skalę. Erpegowcy natomiast są aktywni i – moim zdaniem – wiedzą, że tutaj ich wypowiedzi są czytane i komentowane. Swoją rolę gra też tradycja – Erpegi były tu zawsze eksponowane, bo w redakcji było zawsze wielu erpegowców. Fani innych tematów niekoniecznie czują też potrzebę dyskusji albo robią to gdzie indziej.

Skoro ci erpegowcy tacy aktywni, to nie sądzisz, że serwis daje im trochę mało interesujących treści? Znamienita większość działu RPG to recenzje, oprócz tego zipie jeszcze tylko dział D&D.

Byłoby oczywiście świetnie, gdyby tekstów było więcej. W obecnej formule Poltera każdy może dodawać wspomniane przez ciebie „interesujące treści”. Jedyne, czego potrzebuje potencjalny autor, to odporności na zdanie innych fanów. Zapraszam i piszę to bez ironii, także w imieniu Adama, szefa działu. Nic jednak nie poradzimy na to, że użytkownik lub użytkowniczka woli napisać szybko notkę blogową, niż popracować nad artykułem. Poza tym – dla mnie blogi są częścią Poltera. Jeśli w notkach ukazują się ciekawe teksty, to idzie to też na konto serwisu. Może po prostu trzeba zaakceptować fakt, że formuły serwisów się zmieniają? My dajemy tutaj całkowitą wolność użytkownikom. Jeśli chcecie – jak chociażby Marek ‚Planetourist’ Golonka – piszecie i artykuły, i blognotki, i jeszcze newsy. Ale jest też droga Adama Waśkiewicza, tytana recenzji, oraz Andrzeja ‚Karczmarza’ Benczka, zarzucającego blogosferę notkami. Niestety, nikogo na siłę nie jesteśmy w stanie zmusić do pisania tekstów na stronę, jako oficjalnych materiałów serwisu.

Czy aby na pewno blogi są częścią Poltera? Serwis nie ma wpływu na treści, ani częstotliwość ich ukazywania się. Czy serwis ponosi odpowiedzialność za to co się na nich publikuje, podpisałbyś się pod tymi WSZYSTKIMI notkami? Jeśli tak, to z czystym sumieniem zaryzykuję stwierdzenie, że merytoryka na Polterze spadła na łeb na szyję, jeśli nie – to jednak tych treści do serwisu zaliczyć nie można.

Mówisz, że każdy może dodawać treści, jasne, tylko gdzie tutaj miejsce na  rolę serwisu? Na tak zwaną „misję”?

Jak wygląda adres twojego polterbloga? Karp.polter.pl. Analogicznie, karprpg.wordpress.com jest częścią WordPressa czy unosi się w Internecie? Prowadząc jeden i drugi, korzystasz z jakichś jego opcji, które stwarza ci dana platforma. Blogi są częścią serwisu z całym dobrodziejstwem inwentarza i swoimi wadami. Nie oczekuję, że tam nawet połowa notek będzie ciekawa. Ludzie mogą sobie pisać, o czym chcą i denerwuje mnie, gdy użytkownicy narzekają, że ktoś pisze o czymś, co ich nie interesuje.

Ponosimy odpowiedzialność za wszystko, co się ukazuje w Blogosferze Poltera, choćby z prawnych przyczyn. Czy się podpiszę pod wszystkim – oczywiście, że nie. Ale podpisuję się po tym, że ludzie mogą sobie na swoich blogach Polterowych pisać o  przysłowiowej „pupce Mariana”. Skoro nikt się nie czepia pisania o głupotach na blogach poza Polterem, to dlaczego tutaj nagle mają się przejmować „poziomem merytorycznym”? Ich kawałek piaskownicy, ich grabki.

W kwestii merytoryki Poltera, to rozumiem, że wciąż rozmawiamy o RPG. Jeśli nie ma autorów, którzy mają ochotę pisać dłuższe teksty/ publicystykę lub poradniki, to z pustego nie nalejemy. Jak mówiłem wcześniej – nie jest wcale tak łatwo namówić doświadczonych erpegowców do pisania. Zwyczajnie nie mają czasu na regularne pisanie.

Dla przykładu – byłem na Pyrkonie w 2013 roku na jednej z najlepszych prelekcji w życiu. Podszedłem po niej do prowadzącego i zaproponowałem mu pisanie dla nas, przynajmniej jednego tekstu. Był na tak. Miesiąc później też. Niebawem minie rok od tego spotkania, ale bardziej spodziewam się, że zobaczę go w Poznaniu na prelce.

Co do misji, sorry, Misji – nic się nie zmieniło. Staramy się robić jak najlepszy serwis, na tyle, na ile da się go robić łapkami w większości amatorów i fanów. W ciągu ostatniego pół roku dodatkowo daliśmy użytkownikom kolejne możliwości realizowania własnego hobby na naszych łamach. Staramy się też za to nagradzać… To jest ten rodzaj misji, który do mnie przemawia: dawanie ludziom wyboru i możliwości zdobycia doświadczenia. Jeśli ktoś jest ambitny i potrafi wykorzystać tę okazję, to Polter jest dobrą szkołą oraz miejscem do nawiązania kontaktów. Także zawodowych.

Zapytam brutalnie – przez pryzmat erpegowy – ambicję można „leczyć” Quentinem, nawiązywać kontakty i oferować swoje teksty można wprost wydawcom, których specjalnie wielu nie ma, ale na współpracę są chętni. Co oferuje Polter? Do niedawna była to mrówcza praca odpowiedzialnych za tekst redaktorów i często ilustracje, ale teraz tekst może sprawdzać ktokolwiek. Co przemawia za oddaniem tekstu w ręce nie wiadomo kogo, zamiast wrzuceniem notki blogowej? Prestiż? Hm, na Polterze czytuję obecnie teksty erpegowe trzech osób, z których tylko jedna pisze bo ma pomysły (szacuneczek Plane), a nie podręczniki recenzenckie. Czy korzyścią dla autorów mają być tylko nagrody, które może uda się wylicytować?

Odpowiem jeszcze brutalniej – jakiego prestiżu wymagasz od pisania na fanowski serwis o RPG, gdy polski rynek RPG praktycznie nie istnieje? Prawdziwy prestiż i realne uznanie weryfikuje szeroka popularność tematu. Kibicuję bardzo wszystkim erpegowcom-wydawcom, bo trzeba nie lada zacięcia, by poświęcać swój czas i pieniądze na tę niszę. Ale nie wymagajmy od fanów (w tym serwisów), by zastąpili rynek i jego obiektywne mechanizmy.

Skąd zatem brać masowo podręczniki do recenzji czy nawet na konkursy, skoro prawie nic się nie wydaje. A jak się wydaje, to wydawca daje góra jeden egzemplarz, bo ma 3-4 na takie cele? Po prowadzeniu działu Książki na Polterze można było dostać pracę w Prószyńskim czy Wydawnictwie Literackim. Jakie wydawnictwo RPG w ogóle oferuje PRACĘ? Zatem – tak, na Polterze, poza możliwością skonfrontowania się z wymagającymi czytelnikami – można „tylko” dostać książkę lub grę (za wykonanie Questa ma się ją od razu, niczego nie trzeba licytować). I są to materiały pozyskiwane przez szefów innych działów. Chętnie podejrzę na jakimś innym serwisie, w jaki inny sposób można nagrodzić autora w fanowskim serwisie. Mówię serio.

Poza tym Polter wciąż oferuje „mrówczą pracę odpowiedzialnych za tekst redaktorów”. To, że widać ten proces, bo obróbka tekstu jest publiczna, nie oznacza, że nagle pojawiły się zastępy przypadkowych korektorów. Nad tekstami pracują ciągle ci sami ludzie co wcześniej, poświęcając im swój czas i umiejętności.

Właśnie, inne serwisy, Polter ma konkurencję (cały czas mam na myśli RPG)?

Tak, Facebook. A w postaci innego serwisu, gdzie ludzie siedzą i dyskutują? Nie wydaje mi się, ale możesz mnie poprawić. Oczywiście istnieją inne miejsca poza Polterem, gdzie o RPG można pogadać (choćby blogi).

Do Poltera za moment wrócę, a teraz może bardziej ogólnie – czy Twoim zdaniem jest sens tworzyć polskojęzyczny serwis poświęcony grom fabularnym? Czy jest na to zapotrzebowanie?

Skoro prowadzimy tę rozmowę, to najwyraźniej jest. I widać przecież, że jest mnóstwo osób, które chcą czytać o RPG, pisać o nich i dyskutować. Pytanie brzmi raczej, jak realnie może taki serwis wyglądać? Polter przeszedł przez różne fazy organizacyjne. Równocześnie powstawały rozmaite inicjatywy poświęcone RPG, np. Ancient Scroll, różne projekty Khakiego czy gry-fabularne.pl. Choćby w tym ostatnim przypadku widać, że nie jest łatwo utrzymać regularne publicystyczne publikacje (widzę, że teraz znów coś drgnęło – oby trend się utrzymał). I znowu – ja tam wolałbym, żeby funkcjonowało kilka interesujących miejsc poświęconych RPG, a nie „jeden miłościwie panujący serwis”. To wynika z tego, że lubię mieć wybór i traktuję ofertę Internetu jak galerię handlową. Nie potrzebuję mieć wszystkiego w jednym miejscu.

Byłeś rednaczem Poltera kawał czasu, wiesz jak prowadzenie serwisu wygląda „od kuchni”. Mówisz, że jest potrzeba na istnienie serwisu, a czy jest szansa na funkcjonowanie serwisu poświeconego RPG, który byłby w stanie się sam utrzymać? Nie fani dla fanów, tylko normalna komercyjna oferta, serwis w którym można pracować, w sensie zarabiać pieniądze.

Obecnie bardziej pasuje określenie „byłem rednaczem Poltera”, bo moje urzędowanie się kończy. Po tych trzech i pół roku nie mam niestety dobrych wieści. Zawodowy serwis poświęcony tylko i wyłącznie RPG nie ma racji bytu z przyczyn, o których wspomniałem: braku rynku, a zatem i środków z reklam. Można próbować działać jak Polter, czyli wspierać RPGi za sprawą innych działów (u nas: Książki, do pewnego stopnia także PC). Wystarczy jednak, że czasy na rynku reklamowym zrobią się cięższe i zaczynają się schody.

W Polsce nie ma jednak żadnego serwisu poświęconego fantastyce, w którym wszystkim ludziom by płacono. Spróbuj namówić na rozmowę Jacka ‚CD Jacka’ Gdańca z Gildii, zakładam, że powie to samo. Można przy serwisie oczywiście odpalić sklep (Polter miał kiedyś Replikatora, a Gildia prowadzi swój sklep, mocno komiksowy), ale to jest już zupełnie inny biznes. Również obarczony ryzykiem.

Skoro już jesteśmy przy pieniądzach – o których co prawda dżentelmeni rozmawiać nie powinni – jak z nimi jest na Polterze? Fani dla fanów i pula nagród, czy są osoby, które dostają (choćby symboliczne) wynagrodzenie?

Powtórzę to, co piszemy od bodajże pięciu lat: rednacz dostawał pieniążki za „umowę o dzieło” , czyli prowadzenie serwisu, a każdy szef działu, który pozyskał reklamodawcę, procent od reklam.

Trzy i pół roku to kawał czasu, z czego jako naczelny jesteś najbardziej dumny, a co okazało się największą porażką?

Jednym z celów było zdecentralizowanie Poltera, żeby jak najmniej codziennej roboty zależało od jednej osoby. Żeby koordynujący działy sami się rządzili i nie musieli oglądać nadmiernie na rednacza. To się w dużej mierze udało, temu służyły także zmiany związane z BNP. Dla mnie zawsze największą „bieżącą” porażką był brak osoby zajmującej się jakimś działem. Tutaj chyba najwięcej pecha mieliśmy z Bitewniakami. To było denerwujące, zwłaszcza, gdy ma się ambicję, by wszystkie wymienione w menu działy sprawnie funkcjonowały. Niestety, takie sytuacje trzeba nauczyć się akceptować.

Nie rozpatruję tego w kategoriach porażki, bo nic na tym nie straciliśmy, ale trochę żałuję Polter+. Opcja, choćby dla graczy, to był czysty zysk już z racji bardzo wysokiej zniżki w Replikatorze. Wielkiej popularności nie było – trudno. Skorzystali ci, którzy się zdecydowali, choćby wygrywając książki w comiesięcznych konkursach. Ocenę takich bardziej prozaicznych sukcesów (i porażek oczywiście też) zostawiam użytkownikom i użytkowniczkom. Mnie – tak czysto społecznie – cieszyły wszystkie akcje, które robiliśmy razem, choćby PolterŚwięta.

Nowy Polter działa od pół roku, jesteś zadowolony z efektów?

Tak. Oczywiście zawsze jest coś do poprawienia i dodania, ale z mojej perspektywy to jest skok do przodu, choćby na poziomie samej obsługi serwisu.

Z mojego punktu widzenia wygląda to na przekazanie większej odpowiedzialności na użytkowników, którzy sami piszą, newsują, redagują i robią korektę. Postrzegam to jako przejście z pół-profesjonalizmu (wyselekcjonowana grupa wolontariuszy o różnym poziomie doświadczenia) na totalne amatorstwo (przypadkowa grupa ludzi, którzy wchodzą na stronę), czyli krok do tyłu. Jakieś dwa miesiące po rozpoczęciu funkcjonowania BNP, gdy pod jednym z blogów zwróciłem uwagę, że ilość tekstów do redakcji niebawem dobije trzydziestu, Gower zapewniał, że to stan przejściowy i robię z igły widły. Faktycznie stan był przejściowy, na chwilę obecną na puszczenie na stronę czekają pięćdziesiąt cztery teksty. Nie uważam, że system jest zły, uważam że aby zaczął poprawnie funkcjonować, potrzeba tysiąca aktywnych użytkowników, których nie ma – nie sądzisz?

Zmiana pokazała tylko, jak wiele zależy od regularnej dyspozycyjności ludzi, obnażyła mechanizm działania. Tak, jak było, nie sposób było już dalej działać. Nie może być tak, że za moderację newsów odpowiadają góra trzy osoby. Odpowiedzialność nie została przerzucona. Użytkownicy po prostu nie muszą się już pytać „redakcji” o zdanie, jak coś chcą dodać. Ale użytkownikami są teraz wszyscy poza grupą koordynujących działy. W efekcie serwis regularnie robią wciąż ci sami ludzie, którzy wcześniej byli redaktorami, plus parę osób, które dołączyły od tamtego czasu. Czyli odpowiedzialność pozostała w rękach tych samych ludzi. Tych, którzy po prostu chcą być za Poltera odpowiedzialni.

Nie chcę wymieniać nikogo z nicka, ale nie zauważyłem, by zmiana odbiła się negatywnie na aktywności najbardziej aktywnych redaktorów. A do części niewdzięcznych, ale bardzo ważnych zadań, np. uzupełniania bazy danych, znaleźli się nowi chętni. Odpadły osoby, które nie odnalazły się w tej formule oraz mnóstwo martwych dusz. Co do tekstów, to może być ich i sto, to nie jest problem. To tylko – ponownie – pokazuje, ile się pisze. Wcześniej przecież też tak było, tylko teksty te były przyklejone na zamkniętych forach lub w ogóle nie było ich widać, bo autor i redaktor pracowali mailowo. Wiele z nich nie jest też puszczanych celowo, bo są gotowe, ale szefowie działów nie chcą wrzucać ich naraz jednego dnia. To, jak to ma funkcjonować, jest zawsze przedmiotem negocjacji – rozmowa na ten temat toczyła się niedawno na blogu Kordiana ‘sila’ Krawczyka.

Przed BNP wielu szefów się strasznie tego obawiało – że nagle użytkownicy zaleją ich działy masą tekstów. Odpowiadałem: „To byłaby optymistyczna wersja i oznaczałaby sukces”. Moim zdaniem – wcale nie ma klęski urodzaju. Jest normalny dla takiego serwisu stan, który w części działów pozwala spokojnie planować publikacje. Z drugiej strony są działy, w których ukazuje się parę tekstów miesięcznie. Problem byłby wtedy, gdybyśmy mieli dni, gdy z tych kilkudziesięciu tekstów nic nie wchodzi na stronę. Potencjalne problemy leżą gdzie indziej: w braku redakcji (bo zabraknie korektorów) lub braku kompetentnego redaktora do konkretnego tekstu. Przykładowo, wisi od jakiegoś czasu tekst do Warhammera. Autor go już raz rozszerzył, mocno powiększając część mechaniczną. Przydałby się ktoś, kto dobrze zna mechanikę drugiej edycji. Jeśli taka osoba się nie znajdzie, to albo tekst pójdzie, ale nie w 100% sprawdzony, albo będzie wisiał, nabijając licznik „do zrobienia”. Może masz wolny wieczór albo pięć?

Wieczór „na Polterze” spędziłem nie jeden i nie pięć, powiedzmy, że na jakiś czas mi wystarczy.

Na szczęście w trakcie tych paru tygodni, przez które rozmawiamy, udało się znaleźć nowego szefa działu Warhammera. A zarazem i redaktora dla tego tekstu.

Zostawmy Polter. Niedawno ukazał się pierwszy numer fanzinu Spotkania Losowe, co sądzisz o tej inicjatywie?

Spotkaniom Losowym tak jak każdej fanowskiej inicjatywie erpegowej kibicuję. Mam nadzieję, że autorom wystarczy czasu i zapału na utrzymanie (realistycznego jak sądzę) kwartalnego cyklu. Czas i zapał to podstawa. Na pewno nie byłoby fajnie, gdyby skończyło się jak z periodykiem Galmadrinu. Tam też skład autorów był interesujący, ale – jak widać – to nie wystarcza.

Jaką Twoim zdaniem serwisy i ziny powinny pełnić dzisiaj rolę, aby być istotnymi dla fanów i móc liczyć na ich wsparcie? Czego powinny dostarczać? Materiałów użytkowych, informacji, czy po prostu być miejscem skupiających graczy, dającym im „kawałek sieci” do wymiany poglądów?

To w ogóle szersze zjawisko. Rozmawiałem o tym swego czasu z Michałem ‘Furiathem’ Markowskim. Kiedyś czekało się na teksty osób, które się ceniło (najpierw w MiMie czy Portalu, potem w sieci). Ale to był czas, gdy czuliśmy, że się uczymy – z lektury i z dyskusji. Z czasem nasze wymagania rosną, coraz mniej tekstów nas  interesuje, bo „już to wszystko wiemy”. Nawet te archiwalia MiMowe dziś budzą salwy śmiechu. Tymczasem sami też jesteśmy autorami, ale z wiekiem zaczyna brakować czasu na pisanie w ogóle, a tworzenie tekstów dla początkujących nie sprawia frajdy. Tworzy się błędne koło – nie puścimy w serwisie tekstu początkującego (bo zazwyczaj jest słaby lub – dla nas! – mało ciekawy), ale i sami go nie napiszemy. A gdzieś ci nowi autorzy muszą publikować, żeby uczyć się pisać i dzielić swoją, nawet jeszcze skromną, wiedzą. Dlatego mam dużo szacunku do różnych akcji Khakiego, bo on właśnie takie materiały produkuje. Tak jak mówiłem wcześniej, nowa formuła Poltera też to ułatwia.

Jeśli mówimy natomiast o wsparciu w postaci współtworzenia zinów czy serwisów, to wydaje mi się, że pytanie należy nieco inaczej postawić. Jaki rodzaj „gratyfikacji” musi serwis czy zin oferować, żeby komuś chciało się dla niego pisać. Wydaje mi się, że wciąż najważniejszy jest dobrze rozumiany lans, czyli uznanie za dobrze wykonaną robotę. Skoro to fanowska zabawa, to największą motywacją jest to, że nas choć parę osób doceni. Przeczyta, podyskutuje o tekście i naszych poglądach. Jesteśmy wtedy w centrum zainteresowania i to jest miłe. A Erpegowcy na nic innego nie mogą liczyć, bo żadna branża ich wymiernie i adekwatnie do włożonej pracy nie wynagrodzi. W serwisie, takim jak Polter, taki efekt jest oczywiście znacznie łatwiej uzyskać. Nie trzeba nawet prowadzić bloga, ale często komentować i wdawać się w dyskusje. Nie mówię, że to jest specjalnie wartościowa „twórczość”, ale jest to jakaś forma aktywności fana.

Jest jeszcze ten gatunek fanów, którzy po prostu lubią się dzielić swoimi pomysłami. Lepiej niż w sieci widać ich na konwentach. Może dlatego, że prelekcję jest łatwiej przygotować niż porządny artykuł? Takie osoby piszą recki, almanachy czy zakładają ziny. Dla mnie materiały, o które pytasz, to już jest wypadkowa dowolnej z powyższych motywacji.

Jeśli zaś chodzi o wsparcie w sensie czytania i polecenia, to istotny wydaje mi się w sieci kontakt z autorem i innymi odbiorcami. Jeśli przeczytasz tekst i możesz o nim podyskutować, to siła takiego materiału od razu rośnie. I wtedy nie ma aż takiego znaczenia, czego dotyczy taki materiał – z dyskusji można wynieść równie wiele.

Może biorę Twoją odpowiedź zbyt dosłownie, ale czy uważasz, że liczy się nie tyle tematyka tekstów co promowanie siebie i kontakt z autorem tekstu?

To dwie osobne rzeczy, zależne od punktu siedzenia i pisania. Promowanie siebie wydaje mi się zupełnie naturalną sprawą, O ILE wynika z dobrych materiałów, które daje się czytelnikom. Na tej samej zasadzie trollowanie i flejmowanie pod każdym artem i notką w sieci jest żenującym przykładem autolansu. Natomiast dla czytelnika kontakt z autorem i innymi czytelnikami po lekturze MOŻE BYĆ równie istotny, co sama lektura. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie, gdy patrzę na Poltera. Tutaj dobry tekst czy notka blogowa odznaczają się tym, że prowokują dodatkowo ciekawą dyskusję.

Z czasów gdy udzielałem się w redakcji wfrp, pamiętam że komentarze pojawiały się błyskawicznie i w dużej ilości gdy tekst wzbudzał negatywne kontrowersje, albo był źle przyjęty przez czytelników. Brak komentarzy zazwyczaj oznaczał, że wszystko jest ok.

Tak też często bywa, nie da się ukryć. Wielu osobom łatwiej przychodzi dowalenie komuś, niż proste „tekst mi się nie podobał, ale dzięki za twój czas, próbuj dalej”. Wielu erpegowcom przydałoby się więcej dystansu do swojego hobby. Nic tak nie zabija chęci do fanowskiego udzielania się niż drobne złośliwości.

Uważasz, że obecnie serwisy (polter.pl gry-fabularne.pl), czy ziny (Spotkania Losowe) spełniają tę funkcję?

Jeśli chodzi o Spotkania Losowe – zapytaj się ludzi, którzy tam piszą, mnie ciężko odpowiadać za nich. A i sam zin nie jest łatwo recenzować po jednym numerze. Jeśli będzie działał przez przynajmniej rok to będzie dobrze, jeśli dłużej, to będzie oznaczało, że autorzy dobrze się przy nim bawią i chce im się poświęcać swój czas.

Za dobry przykład takiej nieregularnej (w sensie nie prowadzonej przez cały rok), ale solidnej działalności fanowskiej postawiłbym wspomnianego przez ciebie Quentina. Grupa fanów poświęca swój czas (i trochę pieniążków), by raz do roku coś zorganizować dla innych fanów. Cykl roczny dla takiej inicjatywy pozwala organizatorom czerpać z tego przyjemność i nie wrzucić do przegródki z męczącymi, rutynowymi obowiązkami. Może w przypadku Spotkań Losowych będzie podobnie.

Polter razem z Facebookiem i paroma najpopularniejszymi blogami, spełniają na pewno rolę gromadzenia erpegowców. Jak każde środowisko, erpegowcy potrzebują sobie pogadać i zwyczajnie poplotkować. Polter wciąż znajduje się, moim zdaniem, w centrum sieciowego fandomu erpegowego, co słychać choćby w określeniu „blogi zewnętrzne”. Jeśli chodzi o gry-fabularne.pl, to ciężko mi się wypowiadać, nie śledzę tego serwisu na co dzień. Ale jeśli chodzi o newsy (na co jest nastawiony), to wygląda to solidnie. Nie wiem, czy czytelnicy oczekują od tego serwisu czegoś więcej. Od Poltera zdecydowanie tak.

Dzięki za obszerny wywiad.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Karnawał blogowy, Wywiady. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „KB#52: Wywiad z Maciejem Reputakowskim

  1. Pingback: KB#52: Serwis, forum, fanzin. | karp w sieci

  2. szczur pisze:

    Repek: DR

  3. MaxiKaz pisze:

    Polter musi upaść! Precz z Babilonem!!!

  4. Dzięki jeszcze raz za rozmowę i porządne jej opracowanie. Temat KB też ciekawy. 🙂
    Pozdro

  5. Vincent pisze:

    Takich bredni dawno nie czytałem. Polter pępkiem świata? Repku XIV weź zejdź na ziemię. Czasy Króla Słońce już dawno minęły. Czasy świetności Poltera również.

    • Każdy może żyć we własnej iluzji. Polter to cmentarzysko RPG, a samo RPG dożywa swoich ostatnich dni.
      Powroty starszych użytkowników wiele nie zmienią. Może nadejdzie jedna czy dwie wielkie kłótnie, znów się kilka osób poobraża i tyle.

  6. Maciej Sola pisze:

    Diablo, diablo, diablo inspirujący tekst. Czuję, że niedługo zasadzę czołem w betonowy mur malkontentów i realistów erpegowych. #jolo

    Karp, szacun za wywiad. Zrobiłeś mi dzień z samego rana w PKSie 🙂

  7. Pingback: Krótkie podsumowanie KB#52 | karp w sieci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s