Smokobicie

Pustkowie Smauga ugruntowało moją opinię o Hobbicie wg Petera Jacksona i wcale nie jest ona taka zła. Zanim obrońcy jedynie słusznej wizji „klasyki klasyk” zaczną ciskać we mnie gromy, zaznaczę, że Hobbita czytałem naście razy, od niego zaczęła się moja przygoda z fantasy. Natomiast potrafię docenić dobra rzemieślniczą robotę, a słowo Hollywood nie powoduje u mnie torsji. Poniżej kilka subiektywnych „ochów”, „achów” oraz „łojezu”. Spoilery są, więc jeśli nie oglądałeś, nie czytaj dalej. Jeśli znasz dobrze książkę, a na film zamierzasz się wybrać – nie czytaj, bo to dwie „tylko” podobne opowieści.

Image

Na pozytywną ocenę adaptacji drugiej części Hobbita wpłynęło kilka czynników:

– Jeśli ktoś oglądał Niezwykłą podróż, z grubsza wiedział czego spodziewać się po drugiej części. Znacznie wyżej oceniałem jacksonowego Władcę Pierścieni, ale Hobbit jest po prostu ładny, a filmów fantasy jest na tyle mało, że nie można sobie pozwolić na wybrzydzanie, więc pogodziłem się z ofertą Petera, w tym także ze zmianami z książką, dodanymi wątkami, a nawet komputerowymi orkami – które blado wypadają przy LotRowych „przebierańcach”.

– W porównaniu do książki podobały mi się dwie zmiany. Pierwsza z nich to pierścień, podniesienie jego roli i tego jak działa na Bilba. W książce mieliśmy do czynienia z magicznym przedmiotem, który daje fajny bonus. Tutaj od początku pierścień jest niebezpieczny, ryje hobbitowi pod beretem, uzależnia i… pozwala rozumieć mroczną mowę.

– Druga rzecz to porzucenie przez Gandalfa drużyny przed wkroczeniem do Mrocznej Puszczy. Upraszczając, w książce wygląda to tak „Chłopaki, tam jest diablo niebezpiecznie, ale wiecie, to najkrótsza droga, a nam się śpieszy, więc tak trzeba. Ja niestety zostawiłem włączone żelazko i muszę się na chwilę urwać. Wyluzujcie, załatwię co mam zrobić i spotkam się z wami po drugiej stronie lasu„. To co w filmie dzieje się z Gandalfem może się podobać, albo nie, ale wizyta w Dol Guldur jest przynajmniej próbą jakiegoś wytłumaczenia.

– Podobała mi się kreacja dwóch postaci: Martin Freeman to człowiek stworzony do bycia hobbitem, jest w tej roli świetny, natomiast Lee Pace w roli Thranduila był dla mnie kwintesencją elfiej dumy i pyszałkowatości.

– Film jest ładny, podoba mi się estetyka, podobają mi się efekty. Smaug wymiata na całej linii.

Co by jednak nie mówić, nie samym mlekiem i miodem film opływa. Najbardziej drażniły mnie wszechobecne elfy ninja, które zabijały – dosłownie – każdą przeszkodę. Orkowie, którzy w trzydziestu klepią tuzin krasnoludów, uciekają w popłochu przed dwójką elfów. Prym wiedzie oczywiście lśniącooki Legolas, który przez pięćdziesiąt lat do wydarzeń z LotRa wyraźnie zdziadział, bo tutaj jego wyczyny biją tamte na na łeb, na szyję. Tylko lico ma jakby nieco dojrzalsze… Zresztą może ciemiężenie orków wpłynęło na to, że do czasów Froda znacznie się skurczyły, bo te tutaj są wielkości uruków.

Oczywiście było więcej niezgodności z oryginałem, luk w logice i innych takich, ale nawet romans elfki z krasnoludem ani mnie ziębi, ani grzeje. Muzyka, albo miała same stare wątki, albo była lipna, bo nie pamiętam ani jednego charakterystycznego dla filmu motywu. Mimo to obejrzałem, bawiłem się przyzwoicie, nie przeszkadzało mi nawet chrapanie kogoś rząd za mną. Za rok z przyjemnością wybiorę się na część ostatnią (?), choć nie będę do tego czasu rwał z rozpaczy włosów. Mam nadzieję, że smokobicie jakością zrekompensuje mi jego brak w drugiej części, że będzie epicko, brawurowo i równie widowiskowo.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filmowo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Smokobicie

  1. wajs pisze:

    to chrapanie to nie bylo za toba tylko po twojej prawej…
    bo mnie niestety az uszy bolaly od tego 😉

  2. triki pisze:

    Film to w mojej ocenie średniak. Orki – w porównaniu do LoTRa są mega słabe wizualnie.

    Daleki jestem od jęczenia słyszalnego od koneserów wysokiej kultury, ale jako nerd jestem zawiedziony. Bitka elfy vs. orki – dla mnie ratowała się widowiskowością i jak dla mnie to akurat plus, ale smok kontra niziołek i kilku krasnoludów wynudziła mnie strasznie. Bard był tak dark i mhrok, że aż wyglądał karykaturalnie. Raczej nie będę wracał do najnowszej trylogii Jacksona.

  3. karprpg pisze:

    @ Wajs
    To może dźwięk w tym kinie nie był aż tak do bani, bo ja nie słyszałem M, tylko kogoś za mną. Chyba, że M robiła soround, to wtedy szacun 🙂
    @ Triki
    Nie wiem czy widziałeś w kinie, imho warto. Nawet przez chwilę się zastanawiałem, czy nie lepiej było iść na 3D. Ja też znacznie wyżej oceniam pierwszą filmową trylogię, ale czekam na finał, bo „Powrót króla” był moim zdaniem najsłabszą częścią, może „Tam i z powrotem” będzie najlepszą 😉
    Chcesz koszulkę z Bardem? 🙂

  4. Maro pisze:

    Tiaaa „Martin Freeman to człowiek stworzony do bycia hobbitem” zgadzam się w 100% 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s