KB#50: Zobacz, nie ma!

Dobry znajomy miał obsesję na punkcie swoich oficerek. W wolnych chwilach siadał, czyścił je, pucował, że lśniły się jak nie przymierzając psu jajca, po czym stawiał na honorowym, widocznym miejscu w pokoju, czym wzbudzał ogólną wesołość swoich kompanów. Pewnego razu owi koledzy po wypiciu pewnej ilości napojów towarzyskich, schowali owe wypucowane na błysk oficerki. Tknięty przeczuciem nieszczęśnik obudził się w środku nocy, a nie zobaczywszy butów na miejscu obudził swego współspacza i rzekł:

– Jacek, wstawaj coś ci pokażę – po czym wskazał puste miejsce i dodał – zobacz, nie ma!

Image

To ostatnie zdanie może nieco przesadnie, ale jednak trafnie opisuje temat karnawałowej pięćdziesiątki, czyli publicystykę okołoerpegową. Zgodnie z definicją Encyklopedii PWN, publicystyka to: „gatunki wypowiedzi o aktualnych, ważnych ze społ. punktu widzenia zagadnieniach, interpretowanych i ocenianych w celu kształtowania opinii publicznej”.

Na starcie odpadają nam scenariusze, zahaczki, patenty, opowiadania, materiały dodatkowe do systemów, a nawet gotowe mini-settingi. Pod definicję nie łapią się też raporty z sesji, które są pisane z założenia dla wąskiej grupy osób, przez co nie mają na celu kształtowania opinii publicznej. Pozostają recenzje, tylko powstaje pytanie: czy owa „opinia publiczna erpegowców” ma się zamykać na ocenie gotowych produktów? Czy recenzje to „ważkie tematy interesujące społeczność”, której częścią się czuję? Mogą być, jeśli są rzetelne, mocno subiektywne i dotyczą świeżych tematów. Tia, rarytaski…

Owszem, sporadycznie zdarzają się teksty, które mówią w sposób ciekawy o sprawach dotyczących erpegowców, pobudzają do myślenia i prowokują ciekawe dyskusje. Niestety jest to zjawisko na tyle rzadkie, że gdy teraz zastanawiam się czyje tego typu teksty czytałem w kończącym się roku, to do głowy przychodzi mi tylko Furiath. Bardzo możliwe, że sporo takich tekstów umyka mi gdzieś w zalewie chłamu i bełkotu blogosfery, bo sieć rządzi się swoimi prawami, publikować może każdy – nie każdy musi czytać. To że niegrzecznyrosomak19 opublikuje na swoim blogu świetny tekst, nie znaczy, że automatycznie wpłynie na opinię środowiska, choćby tak niszowego jak erpegowcy. Czy blog czytany przez trzech kumpli można nazwać „środkiem komunikacji publicznej”?

Oczywiście jest jeszcze Karnawał blogowy, który wywala do góry nogami to co napisałem powyżej. Pozornie. Weźmy bieżącą edycję – na chwilę obecną jest dwanaście wpisów, przeczytałem cztery, rzucę okiem może jeszcze na dwa, czytanie większej ilości notek na ten sam temat to dla mnie strata czasu. Zresztą co tam, jak ktoś czyta ten wpis, a wcześniej miał do czynienia na przykład z notką Sejego, albo Furiatha, to Ameryki nie odkrywam. Dalej – jeszcze miesiąc temu „publicystyka erpegowa” nie interesowała nikogo, a teraz nagle okazuje się, że zgodnie z definicją ma być „aktualnym i ważnym zagadnieniem”? Karnawał to fajna inicjatywa, „klawiatura nie rdzewieje”, ale czy na nim ma bazować opinia publiczna erpegowej niszy? Nie sądzę.

Kryzys autorytetu

Brak autorytetu to problem, który dotyka wielu dziedzin niekoniecznie będących zakamarkiem w małej niszy jak gry fabularne. Kiedyś była Magia i miecz i Portal, publikowanie tam to było coś, teksty czytał praktycznie każdy związany ze środowiskiem. Potem przyszedł czas portali, Valkirię i Gildię znałem z zewnątrz, Poltera przez jakiś czas od środka. Można się śmiać z bycia redaktorem-dziennikarzem-super-serwisu, ale subiektywne, szczere do bólu oceny innych ludzi zapędzały ambicję do małej ciemnej norki, a teksty na tym korzystały. Pisał o tym Furiath, ale powtórzę – członkowie redakcji bardzo pozytywnie się nakręcali. Jak twój tekst był publikowany, to był lepszy niż na starcie, a i frajda z tego była.

Teraz portale są niepotrzebne, każdy może szybciej opublikować tekst na swoim blogu i nikt mu nie będzie chromolił głupot nad głową. Jasne, że są tacy, którzy zdążyli dobie wyrobić rękę, są i tacy, którzy mają autentyczny talent, ale jest cała masa „Pięknych dwudziestoletnich”, którzy wiedzą lepiej. Wyznacznikiem staje się tekst krótki, pobieżny, który nakręci flejm. Bo flejm, to prawie fejm. Albo jeszcze gorzej – wodolejstwo o niczym na dwadzieścia stron. I pewnie, że z Laverisa może wyrosnąć von Mansfeld, który de facto też może być tylko formą pośrednią, ale trudno będzie mi dobrowolnie wrócić na jego bloga.

Nie widzę na chwilę obecną miejsca, które weryfikowałoby jakość i przez to wiarygodność tak autorów jak tekstów erpegowych. Blogosfera to „wolność Tomku w swoim domku”, są rzeczy, które czytam, ale często to ludzie których kojarzę sieciowo od kilku ładnych lat, albo znajomi. Polter to dla mnie sentyment. Nie jest przypadkiem, że „gry fabularne” spadły na piąte miejsce na belce, to nie jest portal erpegowy, to miejsce spotkań ludzi, którzy w erpegi grają, albo kiedyś grali. Gdzie folowersi i kontestatorzy kruszą swoje małe kopie o lepszość regulaminu i małe hejciki, a pięćdziesiąt dwa teksy (na chwilę obecną) czeka na moderację. Gry-fabularne.pl? Nie wiem, może, nie zaglądam za często. Ostatnio gdy tam byłem widziałem wywiad kolegi redaktora z kolegą redaktorem i na jakiś czas dałem sobie spokój.

Dobra, ponarzekałem, to jeszcze rozliczę się z pytaniami ojczulka Borejki.

Czy pisanie o tradycyjnych grach fabularnych ma sens? Czy ktoś tego potrzebuje?
Pisanie o grach jako ciekawostki owszem, dlaczego nie, tyle, że jak biorą się za to ich autorzy to mamy do czynienia z reklamą lub prezentacją. Nadal może to być fajna publikacja, ale nie publicystyka.
Czy kogoś obchodzą almanachy, eseje, felietony, porady? Czy ktoś z nich korzysta?
Jasne, tyle, że nie licząc felietonów, to nie publicystyka.
Czy wszystko już było?
Tak, ale zawsze można powtórzyć. I jasne, że można podać tutaj jakiś absurdalny przykład, ale absurd też już był.
O czym właściwie chciałbyś czytać?
RPG to gry, chętnie chciałbym dostawać dodatkowe rozszerzenia, czyli: scenariusze, pomoce itp, tyle, że to nie publicystyka…
Czy coś stoi na przeszkodzie w publikowaniu Twoich tekstów?
Publikowaniu? Nie, dyskusyjne jest jedynie zrobienie z publikacji publicystyki, czyli dobór tematów ważkich, reputacja piszącego i zasięg tekstu.
Masz jakieś ulubione miejsca w sieci lub te których nie znosisz?
Mam, pewnie jak każdy.
Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Karnawał blogowy, RPG ogólnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „KB#50: Zobacz, nie ma!

  1. Piastun pisze:

    Korzystając z okazji, chciałbym zapytać czy otrzymałeś moją PW, którą wysłałem za pomocą Forum Poltera? Nie wiem czy wiadomości tam wysyłane dochodzą, są czytane itd.

    A teraz odnośnie norki Karnawałowej. Smutna ta edycja. Twoja notka, podobnie jak innych piszących, nie jest jakoś bardzo optymistyczna. Raczej pokazuje, że nie masz zbytnio czego szukać w sieci nt. RPG. Dobrze odebrałem Twój przekaz?

    Pozdrawiam,

    • karprpg pisze:

      PW dostałem, zgodnie z życzeniem odpowiem na maila do 31 grudnia.
      Co do notki – mam co czytać, ale niekoniecznie publicystykę okołoerpegową 🙂

  2. Misiołak pisze:

    Autorytety nie tyle są niepotrzebne, ile ich po prostu nie ma. Obecnie redaktor nie redaguje, a redaktoruje. No, w najlepszym razie zrobi korektę.

  3. von Mansfeld pisze:

    Nie zwróciłeś uwagi na jedną rzecz. Za starych, „dobrych” czasów, w MiMie i Portalu również byli “Piękni dwudziestoletni”. Tyle że byli nielicznymi, więc z góry uznano ich za autorytety w oparciu o środki przekazu.

    Możesz o mnie mieć dowolną opinię, lecz z dnia na dzień odnoszę wrażenie, że wiek oraz staż w erpegach mają najmniejsze znaczenie w tym, czy ktoś ma coś do powiedzenia o RPG. Moi rówieśnicy już mogą chwalić się „kilkunastoletnim” erpegowym doświadczeniem, ze względu na to iż mieli farta poznać RPG już w podstawówce, mieli farta w poznaniu osoby która zaprowadziła ich wtedy do lokalnego klubu fantastyki.

    Myslę, że warto zdecydować się na jakąś z opcji – albo dopuszczamy młodzież/nowe osoby (niekoniecznie „under 20”) i liczymy się z różnymi tekstami i rewelacjami, albo kostniejemy i zatrzymujemy się na ałtorytetach z lat 90. XX wieku. Niestety, w środowisku erpegowym nie widzę możliwości połączenia obu opcji, oczywiście bez skostnienia starszych. Jesteście zbyt konfliktowi, zarozumiali i dumni, starzy panowie.

    • Podpytaj kiedyś trzewika albo któregoś z naczy MiMa ile miesięcznie tekstów odrzucali bo były za słabe. Plus w MiMie sporo tekstów to były tłumaczenia. Plus tak – były perełki.

      • drozdal pisze:

        Z ilości tłumaczonych tekstów w MiMie nikt nie zdawał sobie sprawy (i w tamtych czasach po prostu braliśmy je jako teksty z Magii I Miecza) do czasu, aż człowiek nie dorósł i horyzontów sobie nie poszerzył grzebiąc w starszych grach, czy też magazynach (Whate Dwarf szczególnie, włącznie z przedrukami ilustracji, albo teksty tłumaczone z ilustracjami Musiała). Nie disuję tutaj MiMa bo tłumaczenie to niezbyt wdzięcza praca, ale jest o niebo prostsza od serwowania unikatowych tekstów (bo przynajmniej człowiek nie musi sprawdzać źródeł).

    • Seji pisze:

      Lav, weź przestań, bo znów wpadasz w swój martyrologiczno-spiskowy ton. 🙂
      Kiedy byłem redem w Polterze, mieliśmy w zespole kilka osób, które wówczas miały 13-14 lat. Ja miałem od nich 10 więcej. I były to tak sensowne, tak kompetentne osoby, że każdemu bym życzył takich współpracowników. Teraz są o 10 lat starsi i nadal gadają z sensem. Nie chodzi o to, ile kto ma lat, tylko o kompetencje i (może nawet bardziej niekiedy) sposób przedstawiania swoich racji – nawet jeśli nie do końca mają sens (lub w ogóle nie mają).

      Jeśli chodzi o autorytety, to owszem, ciężko o takie w epoce mediów rozproszonych, gdzie każdy może być autorem, ale jednak ja przynajmniej mam osoby, których wypowiedzi, wiedzę i kompetencje cenię, mimo że niekiedy się z nimi zupełnie nie zgadzam. Zresztą, popatrz w lustro – Furiath napisał, że lubi niektóre Twoje teksty za bezkompromisowość. Z drugiej strony masa ludzi zraziła się do Ciebie za sposób wypowiedzi. Interesujące, prawda? Co możesz z tym zrobić? 🙂

    • karprpg pisze:

      von Mansfeld
      Autorytet nie zależy od wieku, problem w tym, że nie bierze się z powietrza, tylko jak to się ładnie mówi: pracuje się na niego całe życie, a traci się go w kilka sekund. Zanim ktoś wyśmieje 90% tego co publikuje się na sieci, niech spróbuje zrobić coś sam. Zanim zjedzie jakiś podręcznik, albo stwierdzi, że to objawienie, niech przeczyta kilka innych, żeby mieć punkt odniesienia.
      Od jakiegoś czasu prowadzę niemal wyłącznie SW. Ludźmi, których sewidżowe teksty lubię, są Drachu (młodszy ode mnie o jakąś dekadę) i Planetourist (młodszy pewnie o połowę). Żadnego z nich nie znam osobiście, obydwóch po prostu doceniam za to co robią, a ich nick jest dla mnie marką, którą sobie wyrobili. W ekipie, w której ostatnio gram w FATE jest różnica wieku 13 lat, owszem jestem najstarszy, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek z współgraczy czuł się przeze mnie traktowany „z góry”, czy żebym uchodził w ekipie za „skostniałego”. Nie mam problemu z różnicą wieku, który bije z Twojej wypowiedzi.
      Nie wiem jak było z redakcją w MiMie, czy Portalu, bo byłem „po drugiej stronie”, w MiMie puścili mi jeden tekst, jeden (zresztą słusznie) mi uwalono. Wiem jak było na Poltku, teksty kiepskie albo się uwalało, albo pracowało nad nimi z autorem – nie było to przyjemne, ale w cholerę się mógł człowiek nauczyć (jeden i drugi). I może to kogoś śmieszyć, ale Polter był kiedyś marką, firmowaną imieniem i nazwiskiem, a nie kolektywem.
      Podałem Ciebie w notce jako przykład, bo metamorfoza Laveris – von Mansfeld, mimo komiczności otoczki („Nie zwracaj się do mnie więcej Laveris, teraz jestem von Mansfeld!” 🙂 ), była dla mnie poniekąd zrozumiała. Jakość tekstów Ci się imho polepszyła, choć nadal za nimi nie przepadam, ze względu na kategoryczne osądy, wyciągane na podstawie błędnych przesłanek i cząstkowych danych. Można powiedzieć, że wyrobiłeś sobie markę, ale mniejsza z tym, to już kwestia gustu.
      Kompletnie nie mam pojęcia dlaczego w ostatnim akapicie piszesz w liczbie mnogiej, nie wiem „kto” i do „czego” miałby tych młodych dopuszczać. Bo to nie działa w ten sposób. Jak mówisz o kimś, że jest „konfliktowy, zarozumiały i dumny i stary pan”, to śmiało możesz imiennie, a nie jacyś mityczni „ONI”.

  4. triki pisze:

    [i]Niestety, w środowisku erpegowym nie widzę możliwości połączenia obu opcji, oczywiście bez skostnienia starszych. Jesteście zbyt konfliktowi, zarozumiali i dumni, starzy panowie.[/i]

    Ja dostrzegam inny problem. Bardzo często na temat gier wypowiadają się osoby, które nie mają zielonego pojęcia o graniu – w sensie robią to raz na rok. Ale to inna para kaloszy.

    Natomiast osoby, które zdanie sobie cenię i w mojej opinii mają cenne lub przynajmniej rozmowotwórcze spostrzeżenia, coraz mniej udzielają się w sieci, bo niestety tak zwane młode pokolenie skupia się na wyważaniu dawno już otwartych drzwi. Więc odpowiadając wprost na Twoje oskarżenie – dumni i zarozumiali – nie, po prostu znudzeni poziomem i powracającymi co 2 lata tematami: rzucać czy odgrywać, feminizm w grach, gwałt w rpg, granie tymi złymi, mam niesfornego gracza…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s