Sezon przeciętności

Gdy jakiś czas temu rozeszła się wieść, że Andrzej Sapkowski napisze książkę w uniwersum wiedźmina, można było podejrzewać, iż to plotka. Wszak autor jednej z najbardziej znanych w naszym kraju sag fantasy wielokrotnie zarzekał się, że to już koniec, ba, bywało iż drwił z fanów którzy zadawali „tak idiotyczne” pytania. Jednak nadszedł ostatni kwartał roku 2013 i Sezon burz stał się faktem.

Obrazek

Kilka słów o książce z zewnątrz. Czterysta stron to całkiem sporo, to miła odmiana po poprzedniej powieści Sapkowskiego, która przypominała raczej rozbudowane opowiadanie. Szkoda, że owe przeszło dwieście kartek wepchnięto w kiepskiej jakości miękką okładkę, która po dwukrotnym przeczytaniu jest nie tylko pozaginana, ale także poprzecierana na grzbiecie. Dyskontowej jakości nie polepsza okładka, zamieszczona na niej ilustracja podobać mogłaby się ćwierć wieku temu. Wówczas podobać mogło się wszystko, tyle, że te czasy już minęły.

Książka opisuje przygody, które spotkały wiedźmina bezpośrednio przed uratowaniem zaklętej w strzygę córki króla Foltesta. Oczywiście jest wiedźmin, Jaskier, czarodzieje, potwory, czyli to co być powinno. Ale albo pióro Andrzeja Sapkowskiego już nie tak ostre, albo postarzałem się o te dwadzieścia lat.

Wiedźmina zapamiętałem jako cynika, który w życiu ma pod górkę, ale idzie do przodu z honorem i zwyczajną ludzką mądrością. Nowy wiedźmin wymądrza się przy każdej okazji, zniechęca do siebie nawet neutralnie nastawionych ludzi, rzuca fochami* jak baba w ciąży, a co najgorsze jest po prostu głupi**. Niektóre pomysły wyglądają na powielane***, a postaci to wręcz kalki**** tych z opowiadań, czy pięcioksięgu.

Sapkowski pomysły fabularne miał zazwyczaj całkiem przyzwoite, ale to czym mnie jako czytelnika uwodził, to wartkie, dowcipne dialogi. Niestety tym razem dialogi rozczarowały mnie chyba najbardziej.Wiedźmin jest naburmuszony jakby zjadł wszystkie rozumy, rozmowy prowadzone między bohaterami są bardzo sztuczne, nienaturalne i „przegadane”. W dodatku większość postaci wypowiada się w tak podobnym stylu, że trudno je od siebie odróżnić (wyjątkiem prostacy i Ortolan). Kolejna dla mnie wada, to przekleństwa. Nie przeszkadzają mi one w ogóle w ustach bohaterów powieści, ale jeśli klnie narrator, to dla mnie jest to zwyczajny „obciach”. Sapkowskiemu zdarzyło się to w Sezonie dwukrotnie, co gorsza bez żadnej potrzeby.

Dobra, ponarzekałem sobie, ale prawda jest taka, że nie żałuję tych 29,90 zł (cena dyskontowa) wydanych na Sezon burz. Nie jest to wielkie dzieło, po pół roku z fabuły pewnie niewiele zostanie mi w głowie, ale to solidne czytadło, przy którym całkiem miło spędziłem czas. Szkoda, że nie ma puenty, która w opowiadaniach Sapkowskiego potrafiła zaskoczyć lub dać do myślenia – tutaj nawet tytułowa burza nadeszła, wypadała się i tak po prostu skończyła.

Sezon burz to jednak ciągle wiedźmin, który czasem komuś przyłoży, czasem się z kimś napije, a innym razem dziewkę „wychędoży”. W dodatku po pierwszych dość nudnych dwustu stronach akcja nabiera w końcu tempa. Zatem gdyby oceniać książkę odcinając się od wcześniejszych przygód wiedźmina, nazwiska Sapkowski i związanych z tym oczekiwań, to pewnie byłoby uczciwe 6,5 w dziesięciostopniowej skali.

Poniżej spojlery, nie czytałeś książki, nie zaglądaj:

* Choćby pierwsze spotkanie z Torquilem, albo z Pinetym. Brak szacunku dla autorytetów i wpływowych postaci (czarodzieje, książę) to kolejna sprawa.

** Już nawet nie chodzi o naiwną sytuację z Degerlundem, ale „wyrzucenie” przed podróżą trzech mieczy gdy nie ma się żadnego, bo władali nimi zbóje?

*** Wiedźmin musi przespać się z czarodziejką. Właściwie z trzema. W sadze był wampir abstynent, a w Sezonie burz dostajemy wilkołaka, co to ślubował ludzi nie zagryzać, więc go Geralt puścił.

**** Krasnolud Addario równie dobrze mógłby być Yarpenem Zigrinem, albo Zoltanem Chivayem, jest równie fajnym, przaśnym „swoim chłopem”, który jest szczery, silny, ma dobre serducho i lubi wypić. Krasnolud typowy rzekłbym. Inna sprawa, że fabularnie w książce bierze się znikąd i jest po nic.

Reklamy
Notatka na marginesie | Ten wpis został opublikowany w kategorii Książkowo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Sezon przeciętności

  1. triki pisze:

    Dzięki za info.
    Wiedźminem, w przeciwieństwie do Trylogii husyckiej, nigdy się nie jarałem. Zatem bez sentymentów odpuszczę sobie Sezon burz.

  2. mrufon pisze:

    Przeczytałem, nie zachwyciłem się ale nie mam też odrzutów.
    Wiedźmin jak baba w ciąży jęczał od 3-go tomu sagi, tu nie zauważyłem godnych zapamiętania utyskiwań. Tam to była apokalipsa – lała go Milva, Cahir, wszystkich odpędzał, narzekał, snuł się i mendził. Dlatego nie wracam od wielu już lat do sagi, ten rozdział uważam za zamknięty.
    Sezon Burz wskrzesił wiedźmina ale bez tego entuzjazmu jaki zapamiętałem z opowiadań.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s