Weekend erpegowy w Białym Domu

Biorąc sobie do serca słowa piosenki „Czasami człowiek musi, inaczej się udusi” zebraliśmy ekipę na drugi w tym roku, nieco większy weekendowy wyjazd z erpegami. Frekwencja była nie tak duża jak w lutym, ale wiadomo, wakacje rządzą się swoimi prawami, jeden ma wczasy rodzinne, drugi już z nich wrócił i fundusze ma pod kreską, a jeszcze inny pracuje. W tej sytuacji dziewięciu grających to wynik w zupełności zadowalający. Tym razem naszą miejscówką była agroturystyka Biały dom, która na tego typu wyjazd ma same atuty: cena, święty spokój, fajne miejsca na grilla, duża w pełni wyposażona kuchnia, trzy pokoje z łazienkami i dokładnie dziewięć wyrek.

W piątek wieczorem jako pierwsi dotarli (bodajże) Araven i Kevin, chwilę po nich zjawili się Kamil, Triki, Roch i Pempol, gdzieś w międzyczasie Ramel, a jako ostatni dotarłem ja. Jako gość, który zapewne wynudził się słuchając naszych sesji, towarzystwa dotrzymała nam (do rozsądnej i przyzwoitej godziny) żona Kamila Danka.

Aby nie tracić czasu, ekipy i prowadzących ustaliliśmy tradycyjnie przed przyjazdem, dzięki czemu przyjechałem z gotową postacią i gdy inni losowali swoje „pokraczki” mogłem zająć się grillem. Pierwsze zdziwienie – nasi zaopatrzeniowcy zakupili „folię aluminiową bez aluminium”, której włożenie na grilla byłoby dość zabawne, na szczęście poratowali nas gospodarze.

Sesje zaczęliśmy dość późno bo przed 22. Pierwsza ekipa w składzie Kevin, Rochu i Pempol zagrała u Aravena oldschoolową sesję w Earthdowna, reszta rozsiadła się w kuchni, gdzie Ramel poprowadził Rippersów. Rozpoczęła się eksterminacja potworów, które marły przez dwa kolejne dni.

Obrazek

Szczerze powiedziawszy, Piotrek raczej nie miał z nami łatwo, utrzymać w ryzach Kamila, Trikiego i mnie, zwłaszcza gdy nie widzieliśmy się kawałek czasu… Wprowadzenie wyglądało nastęjąco:

MG jako Jonathan i Mina Harker: Sprowadzono was jako specjalistów, nasz człowiek w Brescov ma dziennik Draculi, to bardzo ważne, aby dostarczyć go bezpiecznie w ręce Rippersów w Budapeszcie.

Ojciec Ewan Connor (karp): Rozumiem, że sami pojechać nie możecie, bo po pierwsze, Dracula was zna, a po drugie już raz mieliście go „na widelcu” i schrzaniliście. Nie muszę dodawać, że gdybyście wówczas nie spartolili roboty, dzisiaj byłoby dużo mniej zła na świecie. Zawodowcy…

Jakby to powiedzieć, zawada „arogancki” zobowiązuje. Graliśmy do 4 nad ranem, kiedy zmęczenie wzięło górę i postanowiliśmy dokończyć następnego dnia. Niestety rano Kamil musiał wyjechać i kończyliśmy w dwójkę. Nie wiem czy spadł nam poziom głupawki, czy dał się odczuć brak Kamila, faktem jest, że wkręciliśmy się w granie jak śruba w złamaną piszczel. Scenariusz szybko nabrał tempa, grało się bardzo dobrze i co cieszy zapowiada się fajna kampania. Sesji tej poświęcę zapewne kolejny wpis, aby za kilka miesięcy łatwiej było do niej wrócić.

Obrazek

Podczas gdy my korzystaliśmy z z wszelkich dobrodziejstw kuchni – jak wiadomo Savage Worlds lubi przestrzeń na gadżety – druga ekipa przeniosła się w jedno z bardzo sympatycznych, zacisznych miejsc, których Biały Dom ma pod dostatkiem.

Obrazek

Niestety o ile bohaterowie mogą niestrudzenie mordować potwory, o tyle komary to wyższy level i po godzinnych zmaganiach gracze ustąpili im pola. Obydwie grupy skończyły sesje przed 16 i ponownie skład uległ zmianie: pożegnaliśmy Ramela, który musiał wyjechać do Legnicy, a dołączył do nas Mrufon.

Krótką, godzinną przerwę wykorzystaliśmy na partyjkę Nightfalla, na którą skusiły się cztery osoby. Rozgrywka była całkiem fajna, zasady proste do wytłumaczenia, sporo możliwości kombinowania, generalnie grę polecam z czystym sumieniem po jednej rozgrywce, zwłaszcza, że promocyjna cena na Rebelu zachęca.

Drugiego wieczora królował FATE Core. Ekipa Mrufona w składzie Roch, Kevin i Araven zasiadła w pokoju na sesję Arkony na mechanice FATE. Poganie – w rytm muzyki… Arkony – ochoczo ruszyli do powstrzymywania Niemców niosących „fałszywą wiarę”.

Obrazek

W kuchni rozpoczęła się sesja Trikiego, także na mechanice FATE Core, której akcja rozgrywała się na Dolnym Śląsku w czasie IV wyprawy antyhusyckiej. Konrad Oleśnicki, Prokop Wielki, Inkwizycja, a do tego poganie i ich bogowie, wilkołak, nefilim i przeklęty artefakt – trzeba przyznać, że ilością wątków i patentów Triki potrafi zaimponować. Z tej sesji będą dwie notki, pierwsza o „progu wejścia” w mechanikę FATE Core dla osoby nieznającej podręcznika, druga o samym scenariuszu, gdyż zapowiada się kolejna fajna kampania. Zakończyliśmy około 3 nad ranem, a towarzyszył nam w charakterze obserwatora Rochu (sesja Arkony dobiegła końca szybciej).

Obrazek

W tak zwanym międzyczasie – mniej więcej raz na godzinę – obydwie ekipy spotykały się aby oprócz niewidzialnych potworów zwalczać także namacalne zuo w płynnej postaci.

ObrazekWięc pozostawiliśmy po sobie dobre wrażenia i wiele wspomnień:

Obrazek

W niedzielę rano czasu starczyło na kilka żartów i wspólne zdjęcie – tradycyjnie przed wejściem do Białego domu – tych, którzy dotrwali do końca.

Obrazek

Biały dom okazał się jak zwykle fajną miejscówką, gospodarze – w tych krótkich chwilach gdy ich widać – są bardzo mili, okolica o tej potrze roku jest piękna, a komary… Mniejsza z nimi. Kto wie, może właśnie tam wrócimy jesienią na ostatni w tym roku dłuższy weekend erpegowy.

Obrazek

Dla mnie wyjazd zapisał się wieloma plusami:

  • Bardzo dobrze zapowiadająca się kampania Rippersów,
  • Podobnie kampania u Trikiego, która pewnie niedługo otrzyma roboczą nazwę
  • Fajna, godna polecenia karcianka Nightfall
  • Spotkanie z wieloma kumplami, których w większości nie widziałem od lutego (Ciebie Rochu chyba z rok)
  • Uzupełnienie kolekcji o Rippersów (wraz z Companionem), których od jakiegoś czasu szukałem do kolekcji.

Dzięki za wspólną dobrą zabawę Panowie, do zobaczyska następnym razem.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wyjazdy erpegowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Weekend erpegowy w Białym Domu

  1. mrufon pisze:

    Tylko że nie było seksu w pupę… Kto winowat?

  2. Tomek (Araven) pisze:

    Mnie tam zabrakło II obiecanej przez Mrufona sesji w Arkonę. Tymczasem około godziny 23 w sobotę, szanowny kolega Mrufon oświadczył, że nie ma II przygody. Super. Zmarnowane pół soboty. Bardzo nieładnie, kolega Roch pół Polski przejechał pociągiem, a tu zamiast grać w sobotę wieczorem i w nocy w Arkonę jak miało być, był zmuszony obserwować sesję u Trikiego. Poza tym było fajnie. W piątek i sobotę do południa pograliśmy w Earthdawna. Przygoda w Arkonę była fajna, ale brak II obiecanej przygody w tymże systemie, podniósł mi mocno ciśnienie i zmarnował sporo sobotniego czasu przeznaczonego na Rpg. Dziękuję wszystkim za fajny weekend.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s