KB#43 cz. II: Wywiad z Ignacym Trzewiczkiem

Nie-wróżenia z fusów ciąg dalszy. O Rynku rpg w Polsce, będącym tematem przewodnim KB#43, udało mi się porozmawiać z człowiekiem, który na owym  rynku jak to się mówi “zjadł własne zęby”. Ignacy Trzewiczek – założyciel i szef gliwickiego wydawnictwa Portal, autor erpegów (Monastyr, Neuroshima), planszówek (Stronghold, Robinson Crusoe, Pret-a-Porter), karcianek  (Zombiaki, 51. Stan, Konwój) i gry bitewnej Neuroshima Tactics. Człowiek, który wymyślił sobie, że będzie żył z wydawania gier i robi to od poprzedniego millenium.

Obrazek

Ignacy, jak to jest z tym wydawaniem gier fabularnych w Polsce, ma to sens z biznesowego punktu widzenia, czy to “zabawa” dla fanboyów? Dałoby radę utrzymać z erpegów wydawnictwo, czy to taki sentymentalny dodatek do prowadzonej działalności?
Wydaje mi się, że z punktu widzenia biznesowego nie ma to absolutnie najmniejszego sensu, przy czym oczywiście mogę się mylić. Opieram się tylko i wyłącznie na tym co widzę od lat na fakturach – czyli na poziomie sprzedaży gier Portalu oraz na tym, że od lat mamy niezmiennie do czynienia z tym samym cyklem – pojawia się nowy wydawca RPG, pełen energii, pomysłów, poklepywany po ramionach przez postacie z fandomu RPG, wydaje grę i potem następuje szybsza lub wolniejsza śmierć wydawnictwa. Duże firmy jak onegdaj MAG, ISA, czy bardziej współcześnie Portal uciekły z branży RPG na rzecz odpowiednio literatury (MAG, ISA) czy gier planszowych, a ci którzy zostali przy RPG wciąż walczą, ale jest to piekielnie ciężka i niewdzięczna walka.

Wydałeś – tak w skrócie – kilka gier indie, kilka almanachów rpg oraz Monastyr i Neuroshimę wraz z całymi liniami wydawniczymi. Zdarzyło Ci się dokładać do interesu?
Dołożyliśmy do każdej gry Indii jaką wydaliśmy w Polsce, po wydaniu Honoru i Krwi uznaliśmy, że to trochę jednak mija się z celem. To jest tak, w Portalu pracują ludzie, którzy wychowali się na RPG, którzy kochają RPG, którzy naprawdę są pasjonatami. Dlatego gdy kilka lat temu poznawaliśmy takie tytuły jak KRŚ czy Cold City to zakochiwaliśmy się w nich i je wydawaliśmy.

To, że się słabo sprzedawały, to jedno. Można powiedzieć – byle to wyszło na zero to już będzie dobrze. Ale to, że generalnie Portal w środowisku jest postrzegany jako banda złamasów, to że Neuroshima to Neuroshit, a to, że Trzewik to chuj…

Kiedy ani faktury, ani emocje nie przekładają się na pozytywny odbiór to przestaje mieć to sens. Dlatego po wydaniu Honoru i Krwi machnęliśmy na to ręką. Nie ma sensu robić nic na siłę.

Myślę, że branża RPG naprawdę gigantycznie sobie szkodzi, odchodzą od niej wydawcy, bo po prostu naprawdę ani nie ma tu pieniędzy, ani nie ma tu pozytywnej energii, nie ma przyjemności pracy. Jest żmudne przekopywanie się przez Internet i wyczytywanie najgorszych obelg na temat swojej pracy. Nie wytrzymał tego MAG, nie wytrzymała ISA, my też mocno zwinęliśmy żagle, podtrzymujemy jeszcze linię NS, bowiem ma ona wielu wiernych wspaniałych fanów, ale na dalsze zmaganie się z nienawiścią i wydawanie kolejnej świetnej gry po to, by znowu poczytać na swój temat coś przykrego… Po co?

 

Mało kto z wydawców mówi w Polsce o nakładach gier fabularnych, czasami można znaleźć enigmatyczne informacje pokroju “zszedł cały nakład, a było sto sztuk z hakiem”, albo legendy o ilości sprzedaży podręczników do Warhammera dwadzieścia lat temu. Zdradzisz którego erpega, lub suplement wypuściłeś w największym nakładzie i czy zakończyło się to sukcesem? Co było największym hitem Portalu, a co porażką?
W dawnych czasach nakłady były kilkutysięczne. Pierwszy nakład Neuroshimy RPG to było 3000 podręczników i rozeszło się to bardzo szybko, pierwszy nakład Monastyru to było 1500 podręczników i rozeszło się to w ciągu bodaj 4 tygodni, pamiętam, że jeszcze nie zdążyliśmy odebrać wtedy całego nakładu podręczników z drukarni, a ja już zamawiałem dodruk.

Jakie są nakłady dziś, nie wiem. Trzeba by popytać twórców Afterbomb, czy Armii Apokalipsy. Plotki krążące po środowisku mówią, że są to nakłady 10 razy mniejsze. Ale nie wiem czy to prawda.

Twoim zdaniem bardziej opłaca się wydać dopieszczony graficznie, kolorowy podręcznik w twardej okładce, czy wersję “ekonomiczną”?
Nie mam pojęcia. Przestałem się tym interesować. W dawnych czasach odnieśliśmy wielki sukces zarówno z tanim wydaniem Neuroshimy jak i z wypaśnym kolorowym podręcznikiem do Monastyru. Jak rynek wygląda dziś? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że gracze nie kupią ani tego ani tego 🙂

Co sadzisz o rynku erpegów w formie elektronicznej? Jest na to miejsce w naszym kraju? Pedeefy otwierają przed wydawcami nowe możliwości, czy raczej wbijają gwóźdź do trumny drukowanych erpegów?
Dwa miesiące temu weszliśmy do dystrybucji elektronicznej za pośrednictwem strony CDP.pl (jak i wszyscy inni polscy wydawcy). Sprzedaż tam ma taki sam poziom jak podręczników papierowych, czyli można powiedzieć, że podwoiliśmy przychody.
Nie są to jednak ilości, które sprawiają, że zmieniamy naszą politykę i wracamy do RPG 🙂

Czy bardziej opłaca się wspierać suplementami produkt, który jest już na rynku, czy wypuścić nowy system?
Sprzedaż suplementów jest znacząco, naprawdę znacząco niższa od sprzedaży gry. Warto więc wydać grę. Z drugiej strony, jeśli do gry nie będą wychodziły suplementy to gra umrze.
Jeśli patrzeć krótkoterminowo, to znacznie lepiej wydać 3 gry. Tyle, że bez suplementów one umrą. Więc długoterminowo lepiej wydać 1 grę i potem wspierać ją konsekwentnie suplementami.

Jak to jest z podręcznikami “okołoerpegowymi”? Wydałeś sześć almanachów, w tym cztery z serii Graj…, czy przez to, że kierowane są do fanów różnych systemów sprzedają się lepiej?
Tak, jest to silna seria, sprzedaje się najlepiej ze wszystkich naszych linii i chcielibyśmy wydawać w niej kolejne tytuły. Dwa następne podręczniki mamy bardzo mocno zaawansowane. Cóż, kiedy nie ma ani czasu ani atmosfery do tego.

Czy myślisz, że ma sens wychodzenie z reklamą poza środowisko fanów gier i fantastyki?
Nigdy nie reklamowaliśmy się poza fandomem z naszymi grami i uważam, że nie ma sensu tego robić. Nie wyobrażam sobie, by przypadkowa osoba usłyszała o RPG i weszła w to hobby. To bardzo specyficzne hobby, skierowane do określonych ludzi i nie wierzę w wyłapywanie przypadkowych ludzi i zasilanie nimi tego rynku.

Czy masz w “sferze życzeń” system rpg, który chciałbyś wydać w Polsce,  gdybyś nie musiał martwić się zbyt kosztowną licencją, albo zbyt małą popularnością?
Około dwudziestu 🙂

Za miesiąc PORTALkon, na którym ogłosisz plany wydawnictwa na kolejne pół roku – zdradzisz już teraz coś szczegółowego dotyczącego Twoich produktów z branży rpg?
Dużo na temat RPG nie należy się spodziewać 🙂

Twoje gry (w tym erpegi: Frankenstein faktoria, De Profundis) ukazywały się za granicą, czy polski rynek czymś się wyróżnia? Jakie są jego plusy, a jakie minusy?
Były to gry Indie, komercyjnej furory nie zrobiły, wydaje się, że nakłady są tam porównywalnie niskie jak w Polsce.

Dzięki za wywiad.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Karnawał blogowy, RPG ogólnie, Wywiady. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „KB#43 cz. II: Wywiad z Ignacym Trzewiczkiem

  1. dzemeuksis pisze:

    „Sprzedaż tam ma taki sam poziom jak podręczników papierowych, czyli można powiedzieć, że podwoiliśmy przychody.”

    Fajnie, że nie okazało się klapą – sam nabyłem komplet z serii „Graj…”, z którym do tej pory nie miałem okazji się zapoznać. Poza tym, jeśli już teraz sprzedaż jest na poziomie podręczników papierowych, to jest szansa, że z czasem ją przegoni (nie ma tutaj „problemu” wyczerpania nakładu, kanał dystrybucji jest świeżutki i wiele potencjalnie zainteresowanych osób jeszcze o nim nie wie, etc.).

    „Nigdy nie reklamowaliśmy się poza fandomem z naszymi grami i uważam, że nie ma sensu tego robić. Nie wyobrażam sobie, by przypadkowa osoba usłyszała o RPG i weszła w to hobby. ”

    Hej, ale to nie chodzi o werbunek przypadkowych osób, tylko o werbunek tych, którzy nie erpegują wyłącznie dlatego, że nie mieli okazji się zetknąć z tym hobby. A o to nietrudno, wszak RPG to niszowy rynek. Inna sprawa to taka, że w przypadku wydawnictwa nakłady na reklamę poza fandomem prawdopodobnie przekraczałyby wielokrotnie potencjalny zysk. Chyba żeby próbować się wkręcać z prezentacjami na temat systemu do jakichś domów kultury, czy coś tego typu. Ale to też jest czyiś czas, ergo pieniądze.

  2. Piastun pisze:

    Dodaję do listy karnawałowej. Kolejny super materiał. Ignacy to ikona. Miło poczytać jego opinię w temacie. Po raz drugi dzięki Karpiu za super pomysł i działanie. Jeżeli dobrze pójdzie będziemy mieli w tej edycji karnawału wypowiedzi większości wydawców 🙂

  3. karprpg pisze:

    Czekam na odpowiedź od Dawida z Galmadrinu, jak to się mówi nadzieja umiera ostatnia, ale kontakt urwał mi się jakiś tydzień temu… Pożyjemy zobaczymy.

  4. triki pisze:

    No to tyle a pro po „rynku”. Szach i mat – ni ma.
    Dzięki panowie!

    Ciekawe spostrzeżenie weterana Ignacego: z jednej strony mamy do czynienia z działalnością na wpół charytatywną, a z drugiej strony z upierdliwym odbiorcą.

  5. Squid pisze:

    O tym, że jest ktoś taki jak Ignacy Trzewiczek, dowiedziałem się z Gwiezdnych Piratów i z jego artykułów – potężnych, pełnych pewności siebie, dodających energii. W którymś tekście Trzewik napisał, że „niektórzy chcą być jak John Wick” – i jeśli to chodziło o niego samego (a tak myślę), udało mu się – styl był podobnie porywający (przynajmniej dla mnie sprzed paru lat – młodego, zapalonego erpegowca). Ostatecznie gram inaczej, niż Trzewik zalecał w Gawędzie i tekstach o Neurze, ale dobre wspomnienia z lektury tekstów zostały.

    Z wywiadu odnoszę wrażenie, że Trzewik nie ma już tego entuzjazmu i zapału. Naprawdę szkoda, że wycofuje się z RPG.

  6. ifryt pisze:

    Wywiad ciekawy, ale naprawdę fajnie byłoby pocisnąć Trzewika o rozwinięcie niektórych odpowiedzi. Podejrzewam, że forma wywiadu (email?) to uniemożliwiła, a szkoda.

    • karprpg pisze:

      Też żałuję, że nie z dyktafonem w cztery oczy, albo choćby z większą ilością czasu i kilkakrotną wymianą maili i „dopytką”. Za późno się za to wziąłem… Może jeszcze kiedyś będzie okazja.

  7. No i bardzo dobrze ,że zostało to powiedziane wprost i bez ogródek – większość tak zwanego „fandomu” a przez to i odbiorców gier RPG to straszne chamy i prostaki. Zgadzam się z tym ,że człowiekowi się odechciewa robić czegokolwiek dla sceny RPG kiedy zaglądając gdziekolwiek – przebija się tylko przez kolejne warstwy chamstwa i womitów pisanych przez sfrustrowaną grupę palantów którzy nie powinni mieć dostępu do sieci – cały Polter jest tego doskonałym przykładem. Nie dziwię się ,że już nawet tacy ludzie jak Ignacy wychodzą z założenia ,że srał pies to wszystko.

    • karprpg pisze:

      1 – Odbiorcy rpg to tylko wycinek tak zwanego „fandomu”
      2 – Większość erpegowców jakich znam nie jest „chamami i prostakami”, podobnie jak większość ludzi których kojarzę z sieci. Inna sprawa, że „chamy i prostaki” najgłośniej „krzyczą” więc najbardziej ich widać.
      3 – Nie wiem co masz na myśli pisząc „cały Polter”, sam byłem z tym serwisem przez jakiś czas związany, wydaje mi się, że zrobiłem przez ten okres kawał dobrej fanowskiej roboty, znam ludzi którzy mieli tak samo. To że moderacja potrafi być bardzo arogancka, a część userów to buce nie czyni z „całego Poltera” „sfrustrowanej grupy palantów”.

  8. kaduceusz pisze:

    Szkoda, że Portal chwilowo z erpegów zrezygnował, ale trzymam kciuki za reaktywację. Nie takie wkurwy już widzieliśmy (Pancerna Neuroshima? :P), a zawsze wracali 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s