Dup

Obrazek

Delikatne uderzenie pioruna Dariusza Domagalskiego, to książka do której zabierałem się dość długo. Jeden znajomy ją polecał, drugi wręcz przestrzegał przed dłużyznami, a wyszło na to, że obydwaj mieli rację.

Krótko o treści. Głównym bohaterem jest Dagobert Saint-Amand, rycerz w służbie króla Władysława Jagiełły oraz… nadprzyrodzonych sił władających wszechświatem. Dagobert walczy, romansuje, trochę szpieguje i pokonuje własne słabości. Akcja powieści, a właściwie jej pierwszego tomu rozgrywa się w roku 1409, kiedy to Krzyżacy rozpoczęli wojnę z Polską.

Autor zna i świetnie czuje się w realiach średniowiecznej Polski, a przy tym co istotne nie sili się na stylizację i archaiczne słownictwo. Przez powieść przewija się multum postaci historycznych, a wydarzenia fikcyjne są umiejętnie wplatane w fabułę. W zasadzie gdyby wyrzucić z tej powieści watek nadnaturalny, to… nic wielkiego by się nie stało, ba, kto wie, czy książka by na tym nie zyskała – choć być może po lekturze kolejnych części zmienię zdanie.

Poniżej może być trochę spojlerów, więc jeśli ktoś dopiero zamierza czytać Delikatne uderzenie, niech się czuje ostrzeżony. Z mojej perspektywy książka ma niestety sporo minusów. Bohaterowie są do obrzygania czarno-biali, Krzyżacy to ci źli, potworni mordercy, a Polacy, Litwini i Żmudzini to ci biedni, uciskani ludzie, którzy nawet jeśli zabijają w sposób okrutny, to czynią to w słusznym i pełni zrozumiałym gniewie. Niestety sprawia to, iż postaci są mdłe i nudne. Wątek romansu Dagoberta jest niemiłosiernie rozwleczony i ckliwy. Warsztat autora nie jest zły, ale miejscami kuleje, co wyłazi zwłaszcza przy dialogach. W wielu miejscach wyskakuje „diabeł z pudełka”, który robi czytelnikowi psikusa i znienacka ratuje głównego bohatera. Tak więc gdy na żmudzkim zadupiu Dagobert ma zadyndać na sznurze, pojawia się stary znajomy z Francji, który przegania jego oprawców, a gdy Krzyżacy łapią Saint-Amanda w pułapkę i mierzą w niego z kusz, znienacka atakuje ich wilczyca…

Najsłabszym jednak dla mnie punktem powieści jest jej mistyczna otoczka, wplecenie kabalistycznych sefir – emanacji boskiego światła – w tym wydaniu w ogóle do mnie nie trafiło. Zrobiono to za bardzo po łebkach, aby laik zorientował się o co chodzi, z drugiej strony mam świadomość, że szersze opisy kabały mogłyby być na tyle nużące, że zniechęciłyby potencjalnych czytelników. Osobiście wolałbym już walkę dobra ze złem nawet w sztampowym wydaniu „niebo-piekło”.

Delikatne uderzenie ma też niewątpliwie plusy. Zaliczam do nich poszczególne sceny, czy pomysły, które chętnie przeniósłbym na sesję. Podobał mi się opis egzekucji kawalera mieczowego oraz „podziemna wioska” zdeformowanych jeńców, którzy są płatnerzami zakonu. Te dwa elementy pewnie prędzej, czy później zagoszczą na mojej sesji.

Pytanie jednak, czy kilka fajnych scen odmalowanych w Delikatnym uderzeniu pioruna wystarczy, abym sięgnął po kolejne części sagi o Przebudzonych.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książkowo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s