KB#42: Ja to jednak mam farta

Obrazek

Jak tylko zobaczyłem temat 42 edycji karnawału Najgorsza sesja w życiu, wiedziałem, że będę miał problem z napisaniem notki. Wpływ mają na to dwie rzeczy: częstotliwość (niezbyt duża) grania oraz (w miarę) stała ekipa. Biorąc pod uwagę te dwa czynniki, najgorsze dla mnie sesje, to te które się nie odbyły.

Czytam sobie wspominki innych graczy i prowadzących i wychodzi mi na to, że po pierwsze mam „normalnych” kumpli, po drugie sporo szczęścia. Jasne, że zdarzały się potknięcia i obora na sesjach, ale z perspektywy czasu, wspominam je z uśmiechem na twarzy. Przez dwie dekady grania zaliczyłem kilka wtop, były: nerwówki; kłótnie między graczami, a MG; za dużo alkoholu; głupawka rozkładająca sesję; gracze, którzy myślą, że są pępkiem świata; za mało alkoholu; Mistrzowie, którzy myślą, że są pępkiem świata… Wszystko to z czasem nabiera nowych barw, dodaje się trochę „skwarek” i rośnie urocza miejska legenda.

Pamiętam Mistrza gry, który grał „przeciwko drużynie”, a na ścianie w akademiku kreskami zaznaczał z dumą zabite postaci i całe drużyny. Jasne, że jako gracza wkurzało mnie to, ale już następnego dnia całą ekipą nalewaliśmy się z „przedśmiertnych” tekstów. Pamiętam graczy, którzy nie potrafili zaakceptować jednej z moich postaci, która oszukiwała ich bohaterów, robiąc to w obecności samych graczy, więc był kwas. Pamiętam godzinny spór o to skąd wziął się znienacka tuzin chłopów z widłami i kosami na sztorc. Pamiętam dziesiątki podobnych sytuacji i kurcze im więcej czasu mija, tym milej je wspominam.

Od jakiegoś czasu w zasadzie nie grywam z przypadkowymi ludźmi – nie znaczy to, że nie grywam z „nowymi” (dla mnie) ludźmi, ale zazwyczaj są to znajomi, znajomych, albo coś koło tego. Sesja rpg to dla mnie nie tylko rozrywka, ale także spotkanie towarzyskie, czas który mam przyjemnie spędzić i staram się, aby tak było. Wobec graczy staram się być fair, bo normalnym jest, że kumplom nie podkłada się świń.

Gdybym miał wymienić jedną „skuchę”, taką największą, to wyszłoby na to, że muszę odbiec od tematu. Bo to była sesja, której nie było, zamiast niej był alkohol, żarełko, sporo wygłupów i tyleż wstydu. Zamiast dwóch dni grania było jedno popołudnie, w dodatku po kieszeni szarpnęła „zrzutka” na potłuczoną kabinę prysznicową To był mój ostatni wyjazd z tą ekipą. Fajnie było chłopaki, poważnie, zwłaszcza żarty o poranku (nestea i chupacabra wymiatają), ale napić się z kim mam na co dzień, a pograć nie bardzo, c’est la vie

Znowu wyszła mi nudna notka – bez hejtowania, „szokujących wyznań” i takich tam. Ale w gruncie rzeczy to się cieszę, bo wyszło mi  na to, że jednak mam farta.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Karnawał blogowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s