Kłamczuch

Do książek autorstwa Jakuba Ćwieka zabierałem się dość długo, jakoś nigdy nie było okazji. W końcu w zeszłym tygodniu zajrzałem do ksiegarni po coś „na popołudnie”, a jako że nie było nic z listy życzeń, wyszedłem z pierwszym tomem Kłamcy.

Obrazek

O książce coś tam wcześniej słyszałem, ale nie za wiele. Pierwsze zdziwienie – to zbiór opowiadań, a nie powieść, tyle że to mi akurat w niczym nie przeszkadza. Tytułowy bohater – skandynawski bóg – Loki, zdradził mieszkańców Walhalli i pracuje dla… zastępów anielskich. Większość akcji osadzona jest w czasach nam współczesnych, Loki od nowinek techniczynych nie stroni, a jego oponentami są ludzie, zapomniani bogowie z wszelkich kręgów kulturowych (Anubis, Światowid), demony, a nawet sam Belzebub z Behemotem „za plecami”.

Całość napisana dość zgrabnym językiem (zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że to debiut Jakuba Ćwieka), okraszona trafiającym do mnie poczuciem humoru, a co najważniejsze nietuzinkowymi pomysłami. Jako erpegowiec dostałem kilka bardzo fajnych patentów do wykorzystania na sesji: krew baranka jako blokada przeciwko aniołkom, anioły odprawiajace rytuał przywołania demona, odrodzenie się boga w nowej, zupełnie innej postaci, ciało opętane jednoczesnie przez dwa demony. Moim niekwestionowanym idolem jest archanioł Michał, ze swoim płonącym tatuażem, wielkim mieczem, oryginalnym poczuciem sprawiedliwości i (zwłaszcza) wybuchami gniewu.

Kłamca to bardzo fajne urban fantasy, z całą pewnoscią sięgnę po kolejne części tego cyklu. Zarzuty – o ile tak mogę powiedzieć – mam dwa. Ludzie są zbyt miernymi przeciwnikiami dla Lokiego, sceny w których obdarzony mocami bóg rozprawia się z człeczynami przypominają wyrywanie muchom skrzydełek. No i anielskie pióra – rzecz dla książki dość istotna, bo stanowiąca swoistą walutę. Tylko, że nigdzie nie znalazłem wyjaśnienia co w nich takiego rewelacyjnego, że Loki zgodził się pracować wzamian za nie? Do czego właściwie służą? Nie wspominając o fakcie, że w trakcie lektury następuje spora inflacja – na początku jedno pióro to mało za uratowanie jednego człowieka, a pod koniec liczymy jedno pióro za bagatela stu samobójców…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książkowo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Kłamczuch

  1. Misiołak pisze:

    Pióra są dość istotnym elementem i szersze wyjaśnienia pojawią się później.

  2. karprpg pisze:

    Wiem, że są istotne, bo w końcu z treści wynika, że był to czynnik decydujacy o przejściu Lokiego na stronę skrzydlatych. Tylko jak kupuj książke, która jest jakąś tam calością, ba jest zbiorem opowiadań, czyli kilku pomniejszych całości, to dla mnie jako dla czytelnika jest duzo lepiej jak dostaję w niej wyjaśnienia „na już”.

  3. Misiołak pisze:

    Akurat w czasie lektury w ogóle się tym nie przejmowałem, po prostu założyłem, że autor kiedyś to wyjaśni – zresztą chyba lepiej traktować Kłamcę jako serię bez rozbijania na pod-całości.

  4. karprpg pisze:

    Co do całości – jak przeczytam kolejne częsci (czyli pewnie niedługo) to się wypowiem. Ja mam ten luksus, że do dyspozycji są już cztery tomy, gorzej mieli Ci, którzy załapali się w 2005 na pierwszą część. Ale zaby nie bylo – to mankament, a nie jakaś straszna wada.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s