KB#40: Śmiech to zdrowie

Obrazek

Humor to temat rzeka, napisać można o wszytskim, a zatem i o niczym. Kolejna „kfiatkowa” wyliczanka sesyjna nie ma sensu, zatem postanowilem naskrobać nieco bardziej subiektywnie. Do tematu zabierałem się jak pies do jeża, a czas gonił. Tym bardziej, że z karnawałem Blogowym jesteśmy rówieśnikami i pomzđlaem sobie, iż to fajny moment, aby w nim zadebiutować.

Nie umiem grać inaczej niż z poczuciem humoru, po prosu rpg traktuję jako rozrywkę, zaś swój wolny czas spędzam nie „za karę”, a po to, aby się dobrze bawić. Nie znaczy to, że od początku do końca sesji śmieję się jak opętany i na nic innego nie ma miejsca. Ale zarówno dowcipne teksty graczy, jak i zabawne dygresje prędzej czy później będą – wiem o tym. Albo ktoś przypomni sobie kawał, albo, któryś z graczy „delikatnie” się przejęzyczy – jak ostatnio Triki, który grając Templariuszem rzucił władczym tonem „Wstąpiłem do zakonu aby plewić wiarę…” – i głupawka gotowa. Za mało mam czasu wolnego na hobby, aby spotykać się ze znajomymi „pocierpieć”. Zresztą znajomi mają podobnie, więc jest git.

Jakiś czas temu grałem pierwszą sesje u Ramela. Graczy było trzech: ja, mój kumpel (Kevin) i kumpel Ramela (Kuba). Przed rozpoczęciem przygody zostaliśmy z Kevinem poinformowani, że MG i jego kumpel lubią się pośmiać, że często robią „wiochę” i żebyśmy potraktowali to na luzie. Po trzech godzinach gry, gdzieś pomiędzy „To wy tą kukurydzę siejecie? Myśmy myśleli, że to wasza klątwa, cztery dni tu błądzimy…„, a wynurzajacym się z Atlantyku Jezusem Świebodzińskim, Ramel doszedł do wniosku, że jestesmy „oborą” – czyli kwintesencją wiochy. Coś w tym jest.

Chyba nie umiem poprowadzić „tró” horroru. Moi gracze są za starzy żeby się autentycznie bać, a sam dolewam oliwy do ognia podszeptując w kulminacyjnym momencie do ucha drużynowego maga, głosem godnym Saurona „I can see you…„. Z ostatnio prowadzonego horroru pamiętam, że długo nie mogliśmy z kumplami zasnąć, bo cały czas ktoś „odgrzewał” jakiś tekst. Pamiętam, że ze śmiechu bolala mnie żuchwa. To była udana sesja.

Jako gracz staram się pamietać o dwóch rzeczach. Raz – nadmiar humoru może rozwalić każdą sesję. Spotykamy się w określonym celu i staram się go realizować, a ogólna „korba” może go zniweczyć. Dlatego staram się nie przeginać, co ułatwia życie Mistrza Gry, zwłaszcza, jeśli nie zna całej ekipy.

Dwa – humor sytuacyjny występujący na sesji jest zabawny bardzo wybiórczo. Nie dość, że zazwyczaj bawi tylko osoby, które uczestniczą w rozgrywce, to do kompletu często sytuacja taka jest śmieszy tylko w chwili, w której ma miejsce. Staram się to uszanować: wyciągnać z tego ile sie da w danym momencie i nie opowiadać o tym ludziom, których tam nie było, zwłaszcza jeśli nie są nerdami. W ten sposób unikam żenady. Oki, nie zawsze mi się to udaje 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Karnawał blogowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „KB#40: Śmiech to zdrowie

  1. Ramel pisze:

    A JEzus i Statua Wolnosci?? 😀

  2. Ramel pisze:

    Aha, zeby nie bylo – jak gramy, to tez gramy powaznie, ale wtedy mielismy z zalozenia sie dobrze bawic 🙂 I wyszlo.

  3. karprpg pisze:

    Statua? Wygrała Mechagodzilla 😛

  4. Maro pisze:

    Żarty na sesji… a fe a feee!!! 🙂

  5. Pingback: Karnawał Blogowy #40 – podsumowanie - Wieża

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s