Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz siódmy

Intrygi miasta Rygi i tuzin sposobów jak je ominąć.

Wystąpili:

Araven – rycerz Eric Haraldson, wykapany syn swego pogańskiego ojca

Kevin – rycerz zakonny Gottfryd Schmetterling, uwodziciel w każdym calu

karp – rycerz zakonny Georg von Altruppin, intrygant (nie)doskonały

Maro – sierżant Uwe, wujek dobra rada, człek o (głęboko) ukrytych pokładach uczuć wszelakich

oraz:

Smartfox – jako: Mistrz Krajowy Zakonu Kawalerów Mieczowych, biskup Rygi, szpieg-braciszek Werther, legat papieski Wilhelm z Modeny, brat Dominik, egzorcysta Karolus, kapitan, bosman, Tekla, wiele innych jakże ważnych postaci w tym cwany chłopiec, którego imienia nie pomnę.

Obrazek

Po dwóch latach służby na prowincji w końcu powrócilismy do Rygi, niestety w czasie gdy naszym braciom bardziej przydalibyśmy się z mieczem w dłoni. Niezbadane są wyroki Pana, skoro takim zakapiorom przyszło wykonywać pokojową misję dyplomatyczną, od której zależą w dodatku losy całego zakonu. Trzeba przyznać, że mieliśmy swoją szansę na zaistnienie w „wielkim świecie” w charakterze innym niż teutońscy siepacze i spółka, ale my prości ludzie jesteśmy…

Mistrz krajowy Volquin przyjął nas z szacunkiem, choć nie obyło się bez „małych” przytyków. Ericowi oberwało się za ojca, ktory pali klasztory (co okazało się nieprawdą, Harald palił jedynie kościoły). Schmetterling dostał zakaz bałamucenia mniszek (co było seksistwoskie, gdyż mnichom od tego nie ulżyło). Uwe z kolei usłyszał całą litanię poświeconą niedoskonałościom systemu więziennego, który nie mógł sprostać takiemu recydywiście jak on, przy czym pominięto wszystkie jego zasługi. Georga się nie czepiano, trochę mnie to martwi, bo nie wiem, czy raporty nie docierały, czy uznano temat za daremny…

Zaczęliśmy od dania Karolusowi subtelnego znaku, iż wiemy o tym, że siedzi w nim vilkacis. Subtelność przejawiała się przymocowaniem do jego drzwi za pomocą drutu łapy oraz genitaliów  zabitego w drodze do Rygi vilkacis. Operacja „klejnoty w prezencie” udała się i nawet (prawie) nas nie podejrzewano.

Volquin poinformował nas o celu naszej misji. Wyruszymy do Gdańska, a potem dalej do naszych braci z Zakonu Najświętszej Marii Panny, do samego Mistrza Krajowego Hermana von Balk, jako ochrona negocjatora brata Dominika. Nasz zakon ma poważne problemy finansowe i jeśli nie połączymy się z Krzyżakami, to po prostu przestaniemy istnieć. Wieść ta spłynęła po wiekszości z nas jak woda po kaczce. Jednak dla Georga zakon to dom i ojczyzna, to wszysko. Misję przyjął bardzo poważnie, a przy okazji przestrzegł Volquina przed Litwinami, Mongołami i oczywiście vilkacis – żeby nie było, że nie uprzedzaliśmy.

Eric Haraldson spotkał sie ze swoimi, a dokładnie Duńczykiem będącym kapitanem jakiejś kogi. Zweryfikował informacje dotyczące ojca, a ponadto dowiedział się, że zbrojnych Litwinów jest kilka tysięcy, co nie za dobrze nam wróży. Na wszelki wypadek zrobił nam też dobry PiaR, potwierdzając, iż Georga von Altrupin faktycznie ciężko zabić, co sprawdzał empirycznie.

Uwe uporządkował nasze sprawy ekonomiczne wracając do handlu czym się da, a najlepiej kuszami. Zyskał małego pomocnika, który sądząc po zachowaniu może być jego nieślubnym synem i rozwinął (o ile to możliwe) swoje kontakty z półświatkiem. Teraz na pierwszy plan zaczyna wychodzić stręczycielstwo, które zdaje się być bardziej intratne nawet od militariów. W wolnych chwilach sierżant uczy małą Teklę posługiwać się sztyletem, nożem, garotą i innymi przyborami codziennego użytku. Trzeba przyznać, że teutoński weteran i mała poganka bardzo się do siebie zbliżyli.

Georg otrzymał propozycję „pracy” dla biskupa Rygi, któremu nie podoba się pomysł połączenia zakonów Kawalerów Mieczowych i Krzyżaków. Braciszek Werther, który przekazywał informację został przykładnie ukarany, odpowiedź dla biskupa tyła na tyle czytelna, że z jego strony intrygi już nam nie grożą, co najwyżej trucizna, albo nóż w plecy. Natomiast Georg musiał się wyspowiadać, co też miało swoje dobre strony.

Schmetterling odrzucił bardzo kuszącą propozycję wspinania się w hierarchii zakonnej po plecach legata papieskiego. Kto wie, może gdyby wiedział, iż ma jeno wspierać się na krzyżach Wilhelma z Modeny, a nie dbać o legatowe klejnoty, to nie odrzuciłby kariery politycznej, a tak jesteśmy zdani na… miłosiedzie pańskie.

Uwe zakończył nasze porachunki z Karolusem. Dość powiedzieć, iż potrzebował do tego dużego krzyża, mechanizmu z piłą tarczową, dwóch ladacznic, pokoiku na odludziu i małej chlewni, pełnej głodnych świń. No i dwóch udanych testów socjalnych. Nawet nie wyjęliśmy mieczy…

Bałtyccy piraci

Kolejny epizod był dość treściwy, ale krótki. Gdy tylko wznowiono żeglugę na Bałtyku, wyruszyliśmy jako ochrona Dominika do Gdańska. Braciszek jest wątły, tchórzliwy i dość irytujący, nie wiem jak zamierza rozmawiać z von Balkiem. Z perspektywy czasu nie wiem, czy to dobrze, że nic mu się nie stało…

Plan ochrony był prosty. Dominik siedzi w kajucie i się nie rusza. Nie irytuje nas, marynarzy, kapitana, bosmana, ani Tekli, bo oberwie. Sprawa jest na tyle poważna, że w ewentualny zamach może być zamieszany biskup, lub legat papieski. Spodziewaliśmy się zamachowca nawet na statku, więc zawsze ktoś siedział w kajucie z Dominikiem. Zwłaszcza w przypadku zamieszania, czyli np. ataku piratów. I w ten sposób całą walkę przesiedziałem w kajucie…

Piraci zjawili się jednego dnia tak po prostu. Dobrze, że nie był to tato Erica, bo Duńczyk pewnie znowu zafundowałby nam okłady z miecza między łopatkami. Uwe tradycyjnie „zdjął” z kuszy kapitana oraz bosmana, czyli najważniejszych przeciwników. Piratów było ze dwa razy więcej niż załogi na naszej kodze, ale po pierwsze musieli się wspinać na nasz pokład, po drugie mieli do czynienia z naszą ekipą, która dość dobrze radziła sobie z „dorzynkami”. Pozostaje mi mieć nadzieję, że bitwa morska ominęła mnie z powodu realnego zagrożenia, a nie paranoi. Do Gdańska dopłynęliśmy w całości, bez innych przeszkód.

Dalsze zmagania naszych krzyzowców poczekają do kwietnia.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Raporty z sesji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz siódmy

  1. smartfox pisze:

    Ogólnie wykazaliście się inteligencją, zawziętością i twardością (poza Gottfrydem, który nie chciał się wykazać twardością przy Wilhelmie z Modeny :)).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s