Hobbit: odgrzany kotlet

Poniżej kilka zdań o filmie, a właściwie o dwóch jednocześnie:

– Drużyna bohaterów, w której główne role odgrywają czarodziej Gandalf, hobbit Baggins i następca tronu starego królestwa wyrusza zmierzyć się ze starym ZUEM, władającym odległą krainą. ZUO ma zostać zniszczone.

– Nękani przez nieprzyjaciela znajdują schronienie i radę u elfów w Rivendell, którym przewodzi Elrond. Zbiera się rada dyskutująca o losach wyprawy.

– Dalszą wędrówkę przez góry przerywa okrutna burza i bohaterowie „lądują” pod górą, gdzie toczą bój z hordami goblinów.

– Schizofreniczne stworzenie o imieniu Golum obsesyjnie pożąda utraconego pierścienia.

– Gandalf opuszcza drużynę i powraca w momencie „czarnej rozpaczy” pośród promieni wschodzącego słońca.

– Budzi się Nekromanta, prastary ludzki czarnoksiężnik, pogrzebany lata temu.

– Gdy Gandalf potrzebuje pomocy, posyła małą ćmę po… orły.

– Jednen z członków drużyny nie ufa hobbitowi, jednak nim kończy się przygoda, docenia go na tyle, że oddałby za niego życie.

– Na końcu widzimy (ciągle odległe) wielkie ZUO… a właściwie jego wielkie, czerwone oko z pionową źrenicą.

A teraz dodajmy do tego Holma, Wooda, Lee, Blanchet, muzykę z motywami dobrze znanymi z trylogii i  wychodzi mi na to, że poszedłem do kina na ten sam film. Analogii nie da sie ustrzec choćby przez sposób kręcenia, narrację, bohaterów których nie było w książce, ale pojawiają się w filmie. Schemat opowieści jest dokładnie taki sam. Czy to źle?

I tak i nie. Fabularnie film nie zaskoczy niczym. Mimo dodanej sporej ilości wątków, kluczowe są zachowane, a reszta to smaczki – choć pewnie zostaną rozwinięte w dwóch kolejnych częściach. Momentami na ekranie bywa równie nudno co przez ostatnie pół godziny Powrotu króla. Tylko w sumie nie mogę powiedzieć, że jest do bani, bo po pierwsze dokładnie tego się spodziewałem, po drugie zaś jest po prostu ładnie.

Obrazek

Do realizacji technicznej filmu nie mam zastrzeżeń, ogladąao się całkiem przyjemnie. Nie zobaczyłem co prawda osławionych 48 klatek, ale nie miałem w kinie takiego wyboru. 3D zrobiono bardzo sprawnie, choć ciągle lepsze wrażenie wywarł na mnie Avatar. Miałem też wrażenie, iż początek filmu był w tej kwestii bardziej dopieszczony, ale to mogło być złudzenie. Czy warto oglądać w 3D? Moim zdaniem użeranie się z okularami nie jest tego warte, ale co kto lubi.

Komputerowe orki i gobliny wypadły w moim odczuciu słabiej od ucharakteryzowanych aktorów z Władcy, ale ponownie – nie było źle. Efekty są płynne, wręcz cudne, tu Władca zostaje w tyle, ale dwanaście lat w technologii to przepaść. Bardzo na plus zaskoczyły mnie krasnoludy, które prezentowały się wybornie. Nie mam też zastrzeżeń do gry aktorskiej, a Golum był wręcz genialny. Hobbit jest bardziej bajkowy od Władcy pierścieni, to ani źle, ani dobrze, mniej tu bólu, więcej prostej radochy i już.

Na minus oceniam muzykę, nie za jakość, a za przesadną wtórność. Nawet piosenki krasnoludów do złudzenia przypominają ze hobbitów, czy ludzi prezentowane w trylogii. Fabularnie nie trafił do mnie dodany motyw Radagasta, choć dla osób nieznających twórczości Tolkiena, może być całkiem strawny, a nawet zabawny. Niestety po większości aktorów widać upływ czasu i to w stronę przeciwną do chronologii opowieści. Charakteryzacja nie wygładzi dłoni i zmarszczek koło oczu.

Generalnie każdego fana fantastyki zachęcałbym do przejścia się na Hobbita do kina. Wycieczka z dzieckiem wskazana, powinno być fajnie. Sam pewnie kiedyś kupię DVD, a kolejne części obejrzę w kinie, ale nie będę wyczekiwał ich z niecierpliwością, jak miało to miejsce przy Władcy pierścieni.

A na koniec dodatek specjalny. Niestety w kinie zdarzyło się „ludzkie bydełko” w postaci trzech młodzieńców po dwudziestce na „ostrym wspomaganiu”. Tym bardziej to przykre, że na sali było sporo młodych ludzi, sporo całych rodzin, a cała sprawa skończyła się interwencją policji. Naczelne „chamidło” nie stawiało oporu fizycznego, ale usiłowało do końca cwaniakować, umundurowanych panów zapytało: a pan co, z policji? I tu policjant został bohaterem wieczoru odpowiadajac: Nie, jesteśmy z Mordoru, przyszliśmy po ciebie – i po ciebie też dodał odwracając się do jego kolegi…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filmowo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Hobbit: odgrzany kotlet

  1. smartfox pisze:

    Świetny tekst policjanta 🙂

  2. karprpg pisze:

    No Pan wygrał i to zdecydowanie 🙂

  3. mrufon pisze:

    Nie mam żadnych zastrzeżeń, Thorin i Dwalin rządzą 🙂

  4. karprpg pisze:

    Pozostaje pytanie – kiedy The One Ring, Mruf? 🙂

  5. mrufon pisze:

    Może na SW? Wtedy chętnie.

  6. karprpg pisze:

    Dużo roboty, ale nie mówię nie…

  7. mrufon pisze:

    Wczoraj byliśmy drugi raz na Hobbicie, musieliśmy bez dwóch zdań. Moja stara to włamyhobbit a mnie ochrzciła królem goblinów… 😦

  8. karprpg pisze:

    Ciesz się, że nie Radagastem 🙂

  9. mrufon pisze:

    Nie wiem czy jest się z czego cieszyć. Przypomnij sobie jak wyglądał król goblinów…

  10. karprpg pisze:

    Pamiętam, dla swojej rasy musiał być diablo atrakcyjny 🙂 A jak byś sie dogolił, to moze awansujesz na Azoga i nie będziesz musiał zmywać 🙂

  11. mrufon pisze:

    Od Azogów też mnie wyzywała 😀 Ubaw miałem przedni.

  12. mrufon pisze:

    No, dwa razy w kinie zaliczyłem tego kotleta. Raz na 3d, potem 2d. I? IMO lepiej wypadła wersja 2D, przede wszystkim nie bolały mnie po 15 minutach czy i nieprzyzwyczajone do okularów uszy.

  13. mrufon pisze:

    tam wyżej miały być „oczy”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s