Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz czwarty

Siedmiu Trzech ubogich rycerzy

Kolejna odsłona krzyżowych przygód osadzonych w krainie Łatgalów i Litwinów, to pierwszy autorski scenariusz Smartfoxa osadzony w realiach settingu CotAC. Tym razem fabuła trzymała się bardziej historii niż fantasy, choć i tego drugiego nie zabrakło. Treść scenariusza inspirowana była bardzo fajnym odcinkiem Robina z Sherwood:

Obrazek

fot. Reynald de Villaret

Udział wzięli:

Smartfox – brat Lucien, brat Roger, brat Wilfred, brat Sikland, brat Edlund oraz Izaak, po prostu Izaak.

Araven – Eric Haraldson, dobry sługa Chrystusa w nieustannym poszukiwaniu religii dla siebie

karp – Georg von Altruppin, prawdomówny i niezachłanny rycerz zakonny, czyli łotr, szelma i oczajdusza

Kevin – Gottfryd Schmetterling, chirurgii amator i niedoszły cudotwórca

Osadnicy

Wiosną Anno domini 1236 nieopodal warowni zamieszkiwanej przez członków drużyny pojawiła się niecodzienna jak na te rejony grupa osadników. Żydzi sefardyjscy nękani wszelakimi nieszczęściami przewędrowali całą Europę, jak się jednak okazało ich kłopoty zostały tylko krok z tyłu. Za namową Erica, popartą solidnym datkiem, komtur Wilfred zezwolił na osiedlenie się nowych osadników w sąsiedztwie siedziby zakonu.

Sikland – znaczy duże kłopoty

Nie minęło wiele czasu, a z nowopowstającej wioski „zniknęło” dwóch jej mieszkańców. Rychło okazało się, że za sprawą ich porwania stoi grupa Templariuszy, którzy za sefardyjczykami zapuścili się aż tutaj. Drużyna odbyła pierwsze spotkanie z zakonnikami, podczas którego oprócz okazania sobie zwyczajowej niechęci i pogardy, dowiedziała się, iż  Żydzi mają coś co należy do Templariuszy.

Izaak, starszy osadników próbował mydlić oczy, iż zakonnicy od dawna nie dają im spokoju, uważając ich za swoją własność. Jednak od słowa do słowa okazało się, iż przedmiotem sporu jest wielka zlota menora, do której Templariusze roszczą sobie prawa. Aby zmobilizować drużynę do działania, Izaak pokazał ów przedmiot. Georg zaproponował przekazanie menory w depozyt, na co Żyd nie przystał, z kolei zakonnik nie mógł się zgodzić ani na wpuszczenie mieszkańców wsi do warowni, ani na pilnowanie wsi samotrzeć.

Pożegnanie z Lucienem

Po powrocie do warowni Eric i Gottfryd udali sie do komtura Wilfrida, aby nakłonić go do obrony płacących podatki poddanych. Z jednej strony złota menora była tak kuszaca, iż wydawała się zmyślona, z drugiej zaś perspektywa konfliktu z Templariuszami znacznie chłodziła zapał komtura. W tym samym czasie Georg wybrał się do brata Luciena, aby skomplikować jego życie jeszcze bardziej.

Efekty wizyt były następujące:

– komtur Wilfryd znalazł kolejny sposób na pozbycie się Georga i oddelegował go z czterema knechtami do obrony wioski. Georg przyjął ochoczo zadanie, na jego szczęście na własną prośbę dołączyli do niego brat Gottfryd i rycerz Eric.

– Lucien postanowił uprzedzić Templariuszy i wyruszył od razu do wsi sefardyjczyków, niestety nie wiedział, iż Georg i spółka byli obserwowani przez grupę turkopoli.

Brat Lucien został pochwycony i brutalnie zamordowany przez muzulmańskich turkopoli na usługach Templariuszy. Po ukrzyżowaniu i zamęczeniu zakonnika, turkopole rozpoczęli plądrowanie wsi. Drużyna zastawiła na nich pułapkę, Georg wyjechał jako przynęta, a pozostali czekali na linii lasu z kuszami na podjazd dziesięciu turkopoli. Akcja zakończyla się sukcesem, choć zginął jeden z sierżantów, wszyscy przeciwnicy zostali zabici, lub pojmani.

Siedmiu wspaniałych

Harald, Gottfryd, Georg i czterech knechtów, stawili czoła znacznie liczniejszym przeciwnikom – trzem templariuszom, czterem turkopolom i dziesięciu serwientom. Wioska pozbawiona była palisady, obrońcy zdążyli jedynie przeciągnać wozy, które zablokowały przejazd pomiędzy chałupami, a na dachach ustawili swoich knechków z kuszami. Na swoje szczęście zdołali też wysłać po pomoc do brata Rogera. Niespecjalnie liczyli na pośpiech Wilfryda, ale Roger – było nie było biznesowy partner – ponaglony informacją o zamęczeniu Luciena, mógł być ich nadzieją.

Przed walką doszło do krótkich negocjacji, jeden z Templariuszy przeprowadził „rozmowę” z martwym Lucienem i wspomagającym go nieco Georgiem, co słusznie zostało odebrane jako zniewaga. No i zaczęło się.

Ostrzał z kusz wyeliminował dwóch turkopoli i dwóch serwientów. Cieżar walki wzięli na siebie jednak tak z jednej jak drugiej strony rycerze, z tym, iż Templariusze mieli przewagę liczebną sług i diabelskiej magii (Kawalerowie Mieczowi w dużej mierze wypstrykali się z punktów mocy w poprzednim starciu).

Z walki najbardziej w głowie utkwiły mi trzy rzeczy:

– sześć wyników 00 na setkach, które na dobrą sprawę ustawiły wyniki potyczki,

– śmierć opętanego przez diabła Siklanda – czego nie załatwiło 25 obrażeń zadanych jednym ciosem przez Georga, tego dopełnił kolejny krytyk i miecz jednego z serwientów,

– obcięcie ręki drugiemu z Templariuszy – Gottfryd zawziął się na dłoń swego przeciwnika i w końcu ją obciął, a był to jeden z ostatnich ciosów w potyczce. Templariusz, brat Edlund poddał się, a chyba ku zdziwieniu wszystkich, Gottfryd postanowił za pomocą magii „przyprawić” mu rękę, niestety punktów magii brakło.

Pod koniec potyczki dotarły posiłki pod wodzą Rogera, które na dobrą sprawę uniemożliwiły ucieczkę niedobitków. Kolejny sukces drużyny znowu był nie w smak Wilfrydowi, jednak biorąc pod uwagę fakt, iż z braci na miejscu pozostał: Wilfryd, Georg, Gottfryd i Roger oraz jeden rycerz Eric, komtur nie za wiele mógł zrobić. Georg  rozpatrywał kwestię pozbycia się komtura, ale tylko gdyby ów zdecydował się buchnąć menorę. Nie chodziło jednak o miłość do nowych osadników, a zgodność z rozkazem samego Winfryda, który nakazał „bronić osady przed wszystkimi, nawet przed świętymi rycerzami”.

Sefardyjczycy pozostali na ziemiach Kawalerów Mieczowych, a brat Edlund został oddelegowany do pomocy franciszkaninowi Guido w osadzie Maksisa.

Podsumowanie

Uśmiech prowadzacego w kierunku realiów historycznych odebrałem bardzo na plus, złapaliśmy haczyki, ba, kilka nawet dorzuciliśmy sami i wyszła bardzo fajna sesja. Mechanika nie jest dla mnie najważniejsza, grunt żeby działała, tym razem upewniłem się, że na BRP mogę grać, ale prowadzić z pewnością nie chcę. Walka zaawansowanych postaci w pancerzach jest dramatycznie długotrwała. Co z tego, że szansa trafienia wynosi 90%, jeśli potem przeciwnik ma tyle samo na sparowanie, albo unik, czy zasłonięcie się tarczą, a nawet jeśli mu się nie uda, może okazać się, iż obrażenia nie przebiją pancerza. Jeśli dodamy do tego liczenie obrazeń tylko dla swojej strony konfliktu, czyli bagatela siedemnastu postaci… Na całe szczęście Smartfox jest na tyle oblatany z BRP, że szło mu całkiem sprawnie – za co mu chwała i order z ziemniaka.

Piątą sesję wrzucę zapewne w piątek.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Raporty z sesji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz czwarty

  1. smartf0x pisze:

    Piękne i godne zapamiętania sceny:
    – Ciekawe rozkminy Erica, których słuchając sefardyjskiej muzyki dobiegającej z obozu, zastanawiał się, z kim ma do czynienia
    – Rozmowa Georga z Sicklandem i wzajemne zawoalowane obelgi
    – Szarża turkopoli zatrzymana przez kuszników Braci Mieczowych
    – Dramatyczna obrona osady (naprawdę dobry plan)
    – Śmierć Sicklanda fajnie wytłumaczone przez Karpia (unik przed ciosem serwienta, który przez przypadek trafia swego przywódcę)
    – Georg po raz kolejny w roli skurwysyna (dialogi z Izaakiem; „W dupie mam, czy was tu wymordują, ale dostałem takie rozkazy, by was chronić”)

    Co do walki, weź pod uwagę, że walka toczyła się między 7-oma a 17-oma postaciami, więc nie było aż tak długo. O ile pamiętam sawidżowe starcie w Krzyżowcu z Wikingami za krótka nie była. Zresztą pancerze i uniki można obejść, co już niektórzy zaczęli robić 🙂

  2. Tomek pisze:

    Ciężka jest współpraca z zatwrdziałymi Teutonami, ale sesje były nader ciekawe. Zwłaszcza ta z walką z templariuszami. Podziwam opanowanie Staburadze, owej Boginki rzecznej, widocznie litosciwa jest, że Georga nie utopiła. Sesja zacna, ciesze, się, że Teotoni wreszcie walczyli w czyjejś obronie i to sefardyjskich Zydów, w czym niewielki udział mam. Walka w obronie osady Żydó, piękna i heroiczna. Gdyby nie zapasowy topór, byłbym pewnie martwy. Folklor miejscowy super, Vilkacis i inne takie, czad. Nadal zamierzam zbierać rózne symbole religijne. Było świetnie.

  3. karprpg pisze:

    @ Smartfox
    Odnośnie szybkości w walce na SW i BRP – w SW mamy dwa rzuty: trafienie i jeśli wejdzie to obrażenia – oczywiscie nawet jeśli wejdzie trafienie to obrazenia mogą nie przejść przez pancerz/wytrzymalosć. W BRP dochodzi dodatkowy rzut obronny na parowanie/uniki/tarczę i to z prawdopodobieństwem rzędu 90% przy rozwiniętych postaciach. Dodatkowo w SW blotki mają trzy stadia: 1 stoi/ 2leży-szok/ 3 zdjęta z planszy – wyelimonowana. Jedyne co zostaje MG to liczyć rany figur – i to do trzech. Jak dla mnie walkę zrobiły nam krytyki i specjale na które szansa jest znikoma (w sumie w SW mamy przebicia).
    Dalej – zastanawiam się jak w takiej sytuacji wyglądają manewry w BRP? W SW choćby dwa podstawowe mają sens i to zwłaszcza przy silnych przeciwnikach czyli desperacki atak i obrona. Jak jest w BRP?
    I aby było jasne – jeden lubi kwaśne jabłka, a drugi cukierki anyżkowe – nie twierdzę, ze SW jest najlepsze na swiecie, ale dla mnie jest baaaardzo ok, przynajmniej w zestawieniu z BRP.

    @ Tomek
    „Teotoni wreszcie walczyli w czyjejś obronie i to sefardyjskich Zydów, w czym niewielki udział mam.”
    Może Cie to zdziwi, ale ja walczyłem na rozkaz, a nie z dobrego serca, ba byłem na tyle szczery, żeby im o tym powiedzieć – w ogóle mam okrutnie szczerą postać. Poza tym ta walka była dla mnie bardzo korzysta politycznie i mogła rozwiązać kwestię, którą zapewne zalatwi dopiero bitwa pod Szawlami. I to rozwiązać w zgodzie ze ślubami mojej postaci.
    Natomiast co do folkloru Baltow i sposobu jego przedstawienia zgadzam sie w 100%

  4. smartf0x pisze:

    Karpiu, dla mnie coraz bardziej plastikowe niestety, choć pograć mogę. Co do rzutów, mam deja vu, chyba już o tym mówiliśmy/pisaliśmy. Kwestia gustu, znajomości zasad. Wolę procentowe niż progi sukcesów jak w SW.

    Szczerą postać? SZCZERĄ POSTAĆ?! Zaczynam się bać chwili, gdy zechcesz grać zdradziecką i kłamliwą szmatą :D.

  5. karprpg pisze:

    Szybkość rozgrywki to tylko jeden z czynników, więcej zależy od preferencji prowadzącego (procenty, pula, progi, sentymenty) – to jemu ma pasować. Intuicyjność też jest względna, mi pasują rozwiązania z SW, Tobie z BRP i git. Nie zamierzam Cię do niczego przekonywać, podobnie zresztą jak Ty mnie. W ciemno kupuję Twoje określenie „mechanika dla humanisty”, pasuje mi 🙂

    Co do szczerości – moja postać nie kłamie, przynajmniej nie przypominam sobie aby to robiła. Żyje zgodnie ze swoim kodeksem, przestrzegając posłuszeństwa i celibatu oraz olewając kasę. Z intrygami mam przez to nieco pod górkę, bo dezinformacja to ciezka broń, ale niech tam, jest ciekawie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s