Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz trzeci

Trzecia sesja w realiach settingu CotAC na siliniku BRP miała miejsce podczas jednodniowego wyjazdu do agroturystyki Biały dom w Luboradzu. Zaczęło się niezbyt szczęśliwie, jakieś wirusowe paskudztwo pozbawiło nas Zydego i w ten sposób graliśmy w następujacym składzie:

Smartfox: jako baba z wody, franciszkanin Guido, velni, starszyzna wioski i komtur z fochem – czyli nasz Mistrz gry

Araven: duński rycerz Eric Haraldson, gość zakonu Kawalerów Mieczowych, miłośnik politeizmu, obrońca uciśnionych, amator srebra.

karp: brandenburski rycerz zakonny Georg von Altruppin, zdeklarowany chrześcijanin o otwartym umyśle lecz mocno ukierunkowanych czynach, miłosnik Baby z wody i uciskający bronionych.

Kevin: nowy nabytek drużyny, rycerz zakonny Gottfryd Schmetterling, „mniejszy, chudszy, młodszy”, posiadacz najpiękniejszego płaszcza i najgładszego lica wśród Kawaleów Mieczowych.

Obrazek

fot. Gottfryd Schmetterling, Georg von Altruppin, Baba z wody i Eric Haraldson

Na początku było zakończenie…

…wątków z poprzedniej przygody. Pełni żalu po śmierci ragany Andry i świadomi braku opieki duchowej dla wioski Maksisa, gracze postanowili zadbać o dobro biednych Łatgalów i ściagnąć im na kark franciszkanina. Brat Guido pochodzi z Ancony (to w południowych Niemczech 🙂 ), jest pokojowo usposobiony, miłuje pszczółki, a jeszcze bardziej przetwory z miodu i nie stroni od niewiast. Bardzo szybko znalazł wspólny jezyk z drużyną, wystarczyło jedno spotkanie z łysym czołem Georga.

W ramach kontynuacji dalekosiężnej polityki sierżanta Uwe, polegającej na podważaniu kompetencji komtura Winfreda i szukaniu sprzymierzeńców w tym postępowaniu, drużyna nawiązała poprawne kontakty z bratem Roregem, a z jego polecenia koordynowała handel rzeczny pomiędzy przedstawicielami Hanzy w Rydze, a kupcami z Połocka. Eric miał kasę, Roger jeszcze więcej kasy, a Georg… satysfakcję.

Baba z wody – krzyżowcom lżej

Główna część przygody rozegrała się na niewielkiej wyspie na rzece Dźwinie. Otóż jeden z transportów z zaopatrzeniem dla zakonnego zamku zaginął. Oddział knechtów wyznaczony do zbadania tej sprawy odnalazł łódź przy brzegu wyspy, jednak miejscowi wioślarze odmówili współpracy, oznajmiając, iż to przeklęte miejsce. Do wyjaśnienia sprawy i odzyskania zapasów, komtur Winfred wyznaczył naszą drużynę. Pewnie nie łudził się nawet, że szlag nas trafi, ale pozostawała nadzieja, że pozbędzie się nas choćby na te kilka dni.

Krótka rozmowa z miejscowymi ujawniła, że choć nigdy na wyspie nie byli, są na tyle zabobonni, że swej przesądnej nogi postawić na niej nie zamierzają. Skromna załoga naszej łodzi składała się wyłącznie z konwertytów. Do wyspy przybiliśmy przed zmrokiem, choc przybiliśmy, to zbyt wiele powiedziane. Z odległości kilkudziesięciu metrów dostrzegliśmy, że ładunek jest nietknięty, ale nie można tego powiedzieć o załodze zaginionej łodzi. Co gorsza nasza łajba nie była w stanie dopłynąć do brzegu ze względu na silny, nienaturalny prąd. I wówczas pojawiła się ona – czyli Baba z wody.

Jak wiadomo nawet zwyczajna kobieta na pokładzie przynosi pecha, ta jednak była delikatnie mówiąc niezwykła. Przeszło dwa metry wzrostu, piękna choć nieco nieludzka twarz, telepatyczny sposób komunikacji, no i fakt iż wylazła z wody… Drużyna zareagowała przewidywalnie: Georg przyjął pozycję zaczepno-obronną, Gottfryd jako iż miał miecz nie zawahał się zrobić z niego użytku, a Eric… przeżył załamanie nerwowe wyzywając nas od twardogłowych teutonów – z czego co tu mówić byliśmy dumni.

Staburadze – tak się bowiem nazywa Baba z wody – jak się okazało jest czymś na kształt pogańskiej bogini. Jest zadziorna, pewna siebie, nieco butna, świetnie poinformowana i przewrażliwiona na punkcie pytań o męża. Jak tu nie iść z nia na współpracę?

Wyspę zamieszkiwali słudzy ZUA – velni, którym przewodziła kobieta-wilk. Staburadze wsparła nas radą i świętym (tylko dla Erica) młotem, zdolnym ostatecznie wyplenić ZUO na wyspie. Ruszyliśmy czym pręcej. Velni – którzy jako żywo przypomnali zwierzoludzi – było sześciu, zatem układ był czysty, po dwóch na głowę. Pełna ZUA czarna skała przypadła w udziale jako bonus dla Erica, który jako jedyny nie brzydził się młotkiem od Baby z wody. Walka poszła nadspodziewanie łatwo. Poobcinane łby pogańskich diabłów zabezpieczyliśmy jako dowody rzeczowe i śpiewając teutońskie piosenki pełne obietnic miłości z piękną Staburadze, ruszyliśmy do naszej pięknej warowni.

Vilkacis – nie licząc wzmianki o kobiecie-wilk – nie pojawili się. Po duchach i wilkołakach setting zaoferował nam „zwierzoludzi” i boginkę, a nawet krótkie serfowanko na sumie i jesiotrze, dryfując tym samym mocno w stronę fantasy.

Organizacyjnie należy dodać iż nasza ulubiona meta erpegowa stała się miejscem obleganym przez pracowników pobiskiej budowy także w weekendy. Kto wie, być może na wiosenne wyjazdy powrócimy do Zapusty, lub Jastrowca. Natomiast „kurczak do ojebania” wejdzie do naszego erpegowego menu na stałe.

Kolejną sesję opiszę o ile czas pozwoli w środę. Smartfox – nazwy podaje z pamięci i ze sluchu, jak cos pokręciłem – popraw mnie proszę. Kevin, Araven – coś pominąłem?

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Raporty z sesji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz trzeci

  1. smartfoxox pisze:

    Połock jest owym miastem, a nie Połońsk. Baba z wody mowiła normalnie, tylko w pewnym momencie do kogoś przemówiła telepatycznie, ale to już było na wyspie, kiedy nie znajdowała się obok Was.

    Brat Wilfred nie miał focha, miał obawy, że Twój wzrastający Status przekroczy jego. No i słusznie, nieprawdaż? 🙂

    Ja tam dziękuję za onelinery Aravena. One mnie trzymały przy życiu, gdy widziałem, co robią okrutni, źli, wszeteczni Teutoni (którzy są dumni z bycia Teutonami :)).

    Aha. Próba podrywania liczącej tysiące lat Staburadze – to tylko Teuton może zrobić :).

  2. karprpg pisze:

    Połock wyedytowałem, dzięki. Z tą telepatią może i mój błąd, w dumie raczej chodziło o to, że Baba z wody mówiła, a wszyscy jednocześnie ją dobrze rozumieli: Niemcy, Duńczyk i Łatgalowie. Wilfred natomiast ma focha, bo prezcie niemożliwe żeby nienawidził swego brata 🙂
    Staburadze, Staburadze,
    Ja po biodrze Cię pogładzę,
    I nic na to nie poradzę,
    Że wprost w ucho Ci coś… zdradzę 🙂

  3. smartf0x pisze:

    A na to Staburadze: „Rym, rym, a ty mnie za wuja trzym!” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s