Bond?

Wracając z kina, zastanawiałem sie nad jednym: czy dwudziesty trzeci film o przygodach agenta 007, to aby na pewno jest Bond? Oczywiście tak, choć nie taki do jakiego przyzwyczaiły wiernych widzów poprzednie części. Jeśli nie obejrzałeś jeszcze flmu, zakończ czytanie tutaj (będą spojlerki) i idź do kina – warto. Jeśli masz ochotę wymienić się opinią – zapraszam dalej.

Dlaczego film miałby nie być Bondem? Po kolei:

  • James nie ma dziewczyny, bo na pewno za taka nie można uznać ani Severine, ani Moneypenny. Nie ma pięknej lali, z którą Bond może spokojnie doczekać szczęśliwego (albo i nie) końca.
  • 007 jest odarty z gadżetów. Nadajnik radiowy i pistolet to za mało, a Aston Martin jest po pierwsze na dokładkę, a po drugie – to już było…
  • Bond jest „wysłużony”, nie przechodzi testów w MI6, lata mu rączka z bronią, dostaje zadyszki, itp.
  • Główny Zuy to świr – czyli normalka – ale jego celem nie jest przejęcie władzy nad światem. Silva to postać pasująca jako żywo Jokera, a nie dr No.
  • Bond przestaje być anonimowy, a to za sprawą nawiazań do jego dzieciństwa. Choć stary sługa bardziej pasowałby do Batmana, niż 007…
  • Q to tylko nazwa, nie ma nic wspólnego z poprzednikami.
  • Moneypenny w niczym nie przypomina zakochanej po uszy, dobrze wychowanej, angielskiej panienki. Jej znajomość z 007 zaczyna sie tam, gdzie zazwyczaj nigdy się nawet nie kończyła…

No i po co komu taki Bond? Ano wbrew temu co napisałem powyżej zobaczyć go z pewnością warto. Sceny akcji są na najwyższym poziomie, dużym plusem jest położenie nacisku na prawdziwą kaskaderska robotę. Fabuła zaś tworzy udane domknięcie trylogii Bondów z Craigiem (tak wiem, będą  jeszcze dwa). W „Casino Royale” dostaliśmy młodego agenta dopiero rozpoczynającego pracę w MI6, który bardziej przypominał twardego osiłka niż dżentelmena do jakiego zdążyłem przywyknać. „Quantum of Solace” przyniosło goniącego za zemstą superagenta, któremu niestraszna żadna przeszkoda – ba, dla niego przeszkody nie istnieją. W „Skyfall” Craig gra dojrzałego meżczyznę, zmęczonego dotychczasowym życiem, ktory jednak w zasadzie nie ma wyboru – bo zapicie się na śmierć alternatywą nie jest.

Ciężko powiedzieć, czy film ma dziury logiczne, w zasadzie to on się składa z samych dziur…  Lista tajnych agentów na dysku twardym gdzieś w Turcji? Złapanie tropu super-zabójcy po wygrzebanych po kilku miesiacach pozostałościach pocisku i to w minutę? No i Silva, który przy założeniu znajomości procedur powinien wiedzieć, że M będzie ewakuowana z sądu, a nie liczyć na niedopatrzenie… Ale to jest Bond, ma być efektownie, a nie mądrze, a efektownie owszem jest.

Plusami jest z pewnością obsada aktorska, najbardziej zaskoczył mnie Ralph Finnes – w sumie nie wiem dlaczego, bo że jest dobrym aktorem wiedziałem od dawna. Zaskoczył też kolor skóry Moneypenny, ale pewnie to rekompensata faktu, iż M będzie facetem. Zadziwiający też jest super-hacker z Vaio, oraz zasłanianie etykietki Heineken, ale już nie czerwonej gwiazdki na butelce – aż taka różnica w cenie reklamy? Na plus także bardzo estetyczna czołówka i piosenka Adele (która na podium bondowych piosenek i tak się u mnie nie wbije). No i Szkocja…

Generalnie trzecia odsłona Bonda-Craiga na duży plus, teraz czekam jak Danny poradzi sobie z kreacją agenta-dżentelmena, pora już na to najwyższa.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filmowo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Bond?

  1. triki pisze:

    Jak dla mnie nowa odsłona Bonda, to krok w bardzo dobrym kierunku. Nie kupuje biadolenia, że za czasów Szona Konerego, Bond był Bondem itd…

    Jak już marudzisz to warto dodać:
    – zegarek – już we wcześniejszej odsłonie Bond nosi Omegę, nie Rolexa.
    – Heineken – piwo zamiast Martini.

    Co do Astona, tu byłbym ostrożny. BMW, Toyota, Jaguar, a nawet Citroen były rozbijane przez Jamesa.

  2. karprpg pisze:

    Ale przecież piszę, że jak dla mnie jest bardzo ok, nie? Nie chodzi mi o prehistorię a np o Pierca Brosnana, ktorego Bond był w równej mierze dżentelmenem co super-agentem i do takiego 007 przez 45 lat mógł sie człowiek przyzwyczaić – a czy to dobrze, czy źle to inna kwestia.
    Heineken mi nie przeszkada, a Martini z wódką to ostatnio było jeszcze za Brosnana chyba. Gust co do whisky ma skubany dobry, Macallan to smakołyk, chyba najlepszy speyside jaki piłem – choć pięćdzięsiecioletniego to nawet na obrazku nie widziałem 🙂
    Z furką raczej chodziło mi o to, że James nie dostał nowego autka, co wpisalo się w ogólną gadżetową biedę…

    • triki pisze:

      Martini było jeszcze pitę w poprzedniej odsłonie. Przy słynnej sceny, gdzie pada:
      – Czy to nowy Rolex, panie Bond
      – Omega, to jest Omega.

      Co do aut, to Aston od czasów DBS (Casnio Royal) czy Vanquisha (Quantum of Solace) nie wypuściło nowego modelu, więc wsadzenie Jamesa do DB5, to pewne puszczenie oka do fanów starych Bondów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s