Krzyżowcy Bursztynowego Wybrzeża po raz pierwszy

Niespełna tydzień temu rozegrałem pierwszą (a chwilę później drugą) sesję kampanii z settingu Crusaders of the Amber Coast na mechanice BRP. Jako, że wypadło dobrze i mam nadzieję na całą kampanię, a grać będziemy z niezbyt dużą częstotliwością, poniżej kilka informacji, które przez dwa miesiące mogłyby wylecieć z głowy.

Burszynową kampanię prowadzi Smartfox, a grali: ja (Georg von Altruppin – rycerz Zakonu Kawalerów Mieczowych), Marek (Uwe – sierżant Georga, który z dobroci serca rzuca mu kłody pod nogi), Tomek (Eric Haraldson, gość zakonu z Danii) oraz Kamil (Tottentopf, młody najemnik z Meklemburgii).

Celem Krzyżowców było dostarczenie do zakonnego fortu broni i zapasów z odległej Rygi oraz uzupełnienie stacjonujacej tam wątłej załogi. Dzień drogi od fortu drużyna spotkała komtura Wilfrida ze zbrojnymi, ścigającego Łatgali, którzy napadli na zakonne dobra, a obecnie oddalali się tak szybko jak to możliwe z wozami pełnymi dóbr, pędząc przed sobą branki i bydło. Krzyżowcy na rozkaz Wilfrida ochoczo powiększyli grono pościgu i już dwa dni później stawili czoła uciekającym poganom.

Łatgalowie mieli przewagę liczebną, krzyżowcy byli lepiej uzbrojeni i opancerzeni. Asem w rękawie pogan był czarownik, który jednak został zdjęty  przez Uwe jednym celnym strzałem. Drużyna z własnej inicjatywy i za przyzwoleniem komtura wyprzedziła uciekinierów i zajechała im drogę, wykorzystując ukształtowanie terenu. Poganie podzielili się na dwie grupy i dziarsko ruszyli do boju. Wódz-czarownik chwilę przed tym jak padł rażony bełtem z kuszy Uwe, sam ciężko ranił komtura Wilfrida. Mimo przewagi liczebnej Łatgalowie nie podołali krzyżowcom wspieranym przez zaklęcia (cuda) braci zakonnych. Wiekszość pogan poległa, nieliczni oddalili się w popłochu. Propozycja Georga aby wyprawić się do ich wsi i raz na zawsze rozwiązać problem podjazdów, została uznana przez Wilfrida za zbyt ryzykowną i odrzucona. Coż, co się odwlecze, to nie uciecze…

Pośród uwolnionych jeńców znajdowała się dziewczynka imieniem Tekla, znajdująca się pod czasową opieką żercy. Dziewczę przylgnęło do najemnika Tottentopfa i o dziwo zostało mu przekazane pod opiekę przez pogańskiego kapłana. Coś mi mówi, że Tekla odegra zagra jeszcze pierwsze skrzypce w eNPeCowym koncercie.

Już po pierwszej, dość krótkiej sesji gracze wsiąknęli w średniowieczny klimat okraszony magią. Mechanika BRP wraz z systemem awansu postaci także została wchłonięta, śmiało można powiedzieć, że MG osiagnął swój cel.

Na koniec krótko o mechanice i settingu:

Po pierwszym od dawna graniu na BRP wrażenia wygladają następujaco: walka się dłuży – rzut na trafienie, potem parowanie/unik i dopiero wowczas zadanie obrażeń, które de facto mogą nic nie zrobić – przy doświadczonych postaciach może być koszmarem. Doświadczenie  prowadzącego w BRP zrobiło jednak swoje. System awansu postaci dość fajny, choć czasami na sesji wymusza nielogiczne zachowania – np. w sytuacji zagrożenia postać się nie rozglada tylko Nasłuchuje, bo Spostrzegawczość już testowała, analogicznie w czasie walki nie Paruje tylko Unika, bo Parowanie już było. Mimo iż nikt z druzyny nie padł, to jednak przy hapekach rzędu 11 i obrażeniach średnio 9, ryzyko śmierci postaci wydaje się duże – zwłaszcza bez zbroi.

Co do settingu – już rozglądam się po sieci, bardzo trafił mi w gust. Trudno mi go zachwalać bez przeczytania, ale klimat na sesji miód-malina, oby tak dalej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Crusaders of the Amber Coast, Raporty z sesji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s